poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Majówka coraz bliżej

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dawno, dawno temu, w lipcu '83 prowadziłam w Beskidach obóz wędrowny. Przydarzyło mi się to jeden jedyny raz, bo okazało się, że nie jestem wielbicielką spania w mokrym namiocie, na mokrym materacu i pod mokrym śpiworem. Od tamtej pory wybieram miejsca, gdzie na 100% da się wszystko co mokre wysuszyć. Ale tamtego lipca jeszcze o tym nie wiedziałam i w strugach deszczu przeszliśmy pieszo w poprzek całe Beskidy. Grupa była taka sobie, dyżurny wariat naturalnie wędrował z nami i wyprawiał rzeczy nie do opisania. Namioty, materace i śpiwory były niemal przegniłe, prymusy kopciły a z mokrego leśnego drewna ognisko montowało się z ogromnym trudem. Zaopatrzenie beskidzkich GS-ów w żywność było bardzo marne. I bolał mnie ząb. Po niemal dwóch tygodniach wędrowania mieliśmy dość. I wtedy na jeden dzień pogoda się poprawiła. Doszliśmy do Lanckorony. Przy drodze stał wielki, drewniany dom. Starszy pan siedział na ławce przed drzwiami. Popatrzył na nas, zaproponował nam miejsce do rozbicia namiotów żeby wyschły, sznurek do rozwieszenia śpiworów i ciepłą kąpiel. Następnego dnia poszliśmy dalej z bagażem lżejszym o litry wyparowanej wody i z nadzieją w sercach na lepszą pogodę, a ja zapomniałam o starszym panu i wielkim domu na kilka dobrych lat. Ale nie tak dawno zwiedzając wirtualnie Lanckoronę sobie o tym przypomniałam. I co? I jedziemy tam w środę! Willa Tadeusz bowiem dalej przyjmuje gości. Dopiero teraz ze strony internetowej dowiedziałam się, ze czarodziejskie miejsce, które odwiedziłam w 1983 roku jest najstarszym pensjonatem na terenie naszego kraju i cały czas jest w rękach jednej rodziny. Komuchy strasznie chciały odebrać pensjonat rodzinie Lorenzów, ale się na szczęście nie udało.
No to jedziemy. Kretka po miesiącu bez spacerków zaczyna powolutku chodzić. Leki przeciwbólowe dostaje w nieco mniejszej dawce i chodzi człap człap, łapa za łapą. Glikemia Pana Męża na bardzo ostrej diecie trochę spadła, ale jasne jest że potrzebuje leków. Pierwszy raz do Szczytna zabrał pudło z wiktuałami, które wolno mu jeść. Żegnaj litrowa Fanto zagryzana Marsem, żegnaj przydrożny hamburgerze, witajcie ogórki i rzodkiewki, soku wielowarzywny i biały serku z cienką śmietaną. Rozważam kupno lodówki samochodowej z możliwością włączenia jej do zwykłego kontaktu. Pan Mąż wybywa z domu w poniedziałek o szóstej rano, naucza w Pułtusku, jedzie do Szczytna, tam naucza we wtorek i wraca do domu we wtorek wieczorem. Jeżeli ma ze sobą zabierać prowiant to musi być ten prowiant chłodzony. Nie dam mu białkowego żarcia do wożenia latem w samochodzie przez dwa dni.
W ogródku za pomocą przepiórczego nawozu dzieją się cuda i dziwy. Wegetujące resztki dąbrówki, zdziczałe truskawki a nawet ciemiernik i zdychająca żurawka poczuwszy pod korzeniami przepiórcze g... ruszyły z kopyta. Niestety, ten nawóz śmierdzi. Sąsiedzi jeszcze siedzą cicho, ale spodziewam się protestów.

8 komentarzy:

  1. Miło znaleźć coś z przeszłości, czego czas nie "zaorał"... A wgryzania się w dietę niskoglikemiczną współczuję. Ja zaczęłam karmienie córci od diety niskokalorycznej, potem doszła niskoglikemiczna, niskosodowa a posiadane przez nią choróbska też mają swoje specjalne zalecenia dietetyczne. Coby się nie chciało zjeść to z którąś dietą koliduje. No i żeby ten "dietożerca" nie marudził tak strasznie . Pozdrawiam, Dorota

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały wybór miejsca na wypoczynek. Na pewno i Wam i psinom będzie dobrze. O willi Tadeusz widziałam film dokumentalny. Czarodziejski dom ...Danka z Beskidu Niskiego

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się cieszę, bo z pewnością zrobisz mnóstwo zdjęć ze swojej weekendowej wyprawy. Jedziesz w magiczne miejsce. Nigdy nie zrozumiem ludzi , którzy wybierają pobyt w Egipcie, Tunezji czy innym równie dla mnie paskudnym miejscu. W naszym kraju jest tyle urokliwych zakątków.
    Trzymam kciuki za Muszkę by było z nią jeszcze lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszce jest dobrze cały czas, to Kretka ledwie łazi. A co do wakacji: masz rację.

      Usuń
  4. Upsss one dla mnie sa jedną wspaniałą KreMuszką <3

    OdpowiedzUsuń
  5. A myślała Pani - w kontekście żywienia męża i siebie - o odstawieniu glutenu (tego pszennego zwłaszcza). Dużo teraz się mówi o jego złym i wielorakim wpływie na nasz organizm. Polecam księżkę "Dieta bez pszenicy" Williama Davisa (dostepna w Ursynotece) - czytam właśnie i włos się jeży na głowie... pozdrawiam Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
  6. Adres sobie zapisuję, chętnie się tam też wybiorę :). Kocham zimne polskie morze, ale górki owszem też lubię. Ja też jestem z tych co wolą nasze krajobrazy od egipskich hoteli :)

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.