piątek, 11 kwietnia 2014

Niemiecka chemia i polska wędlina

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dni ostatnio upływają mi w wariackim pędzie, kolejne czynności do natychmiastowego wykonania mkną jedna za drugą i z trudem znajduję chwilkę na przeczytanie kilku stron lub przerobienie kilku rządków na drutach. Te wszystkie niezbędne prace zaliczają się w naszym domowym slangu do tzw zanikających: w kilka chwil po ich wykonaniu już nie widać, że cokolwiek zostało zrobione. 
Znów zabrałam się za ogródek. Kopytnik miał być zimozielony. Mało co z niego zostało po zimie. Ślimaki pożarły latem co się dało. Już miałam biadać i narzekać, ale tu i ówdzie biedak puścił liście. W jednym miejscu puścił liście bujniej niż gdzie indziej. Zatem pozostałe, nieszczęsne krzaczki przeniosłam w to bardziej obiecujące miejsce. Bluszcz się przyjął i gdzieniegdzie ruszył. Nie jest prosto obsadzić bluszczem 200 metrów ciemnej gleby. Zatem z każdego spaceru przynoszę po witce ułamanego gdzieś bluszczu. Nie kradnę nikomu sadzonek, skubię go z miejsc gdzie jest bujny i skubania nie widać. Mam nadzieję, że za kilka lat moje wysiłki będą widoczne.
Podlewam wszystko w ogródku przepiórczym nawozem mocno rozcieńczonym wodą, przefermentowanym w garnku przez zimę. Jeszcze niczego ten nawóz nie wypalił, a sporo roślin po kontakcie z nim jakby przypomniało sobie do czego służą im liście i korzenie. Ten nawóz wydaje mi się sensowniejszy niż Azofoska i do przepiórtkarni na SGGW mam znacznie bliżej niż do OBI.
W Polsce teraz panuje pora wiosennych porządków i na bazarkach znów widać samochody kombi z otwartymi drzwiami i przyklejonymi na wierzchu kartkami z napisem "Chemia z Niemiec" albo "Prawdziwa niemiecka chemia". Ta chemia to zwykle proszki do prania, płyny do czyszczeni wszystkiego, spraye do okien i inne tego typu potrzebne w gospodarstwie rzeczy.
Bardzo to śmieszne, bo przecież w Lidlu i w Rossmanie leży najprawdziwsza niemiecka chemia za ułamek ceny artykułów z tych furgonetek. Oczywiście rossmanowe Domole nie pachną tak pięknie jak Ariele i Weisser Riese, ale piorą do czysta. Śmiech mnie bierze gdy wysłuchuję narzekań na jakość dostępnych u nas środków czyszczących, moim zdaniem niemiecka chemia działa doskonale bo w Niemczech się jej dużo częściej niż w Polsce używa. Okna myte raz na tydzień są czyściejsze niż te myte trzy razy do roku przynajmniej statystycznie. Buty czyszczone przed każdym wyjściem są ładniejsze od nigdy nie czyszczonych a ubranie prane po każdym użyciu jest czyste i już.
Jak o mnie chodzi jeden patent mi się nie sprawdza obojętnie jakiego jest pochodzenia: płyny do mycia okien nawet ze ścierką z mikrowłókna. Takim psikaczem do okien na bank ich nie umyję, tylko rozmażę brud w mało gustowne paski. U mnie do okien działa jedynie słaby roztwór amoniaku ( 1 łyżka stołowa na garnek gorącej wody). Gdzie woda jest twarda można do tego roztworu jeszcze octu chlupnąć. A potem umyć tym okna i zebrać ściągaczką do szyb. Nie zostają ani paski, ani farfocle ze ścierki. No i w 40 minut zdążam z oknami w całym mieszkaniu. Amoniak pięknie rozpuszcza tłuszcz, tlenki metali obecne w miejskim powietrzu, nie pieni się i jest fantastycznym środkiem czyszczącym. Kto się go boi niech używa rękawiczek.
A co do szynek i kiełbas to poddałam się, nie da się tego kupić i trzeba zrobić samemu o ile ktoś umie. Nie ja jedna doszłam do tego wniosku i nagle na rynku pojawiła się i sól do peklowania i małe, domowe wędzarnie a nawet zrębki wędzarnicze z dowolnego drzewa owocowego i liściastego. Pewnie niebawem w każdym ogródeczku stanie albo wypasiona wędzarnia z allegro, albo samoróbka z metalowej szafki narzędziowej czy metalowej beczki. Pewnie na dachu można by wędzić co bądź nie dokuczając tak bardzo sąsiadom, tylko kto mnie wypuści na dach?
Ponoć na lokalnym bazarku można kupić jadalną wędlinę, ale w kolejce trzeba stanąć o szóstej rano. O dziewiątej to już tylko tłusty boczek zostaje. Nie będę wystawać w żadnych kolejkach, swoje już w życiu odstałam w czasach słusznie minionych. Kupiłam szynkę "myszkę" zwaną gdzieniegdzie orzechem w lokalnym mięsnym, kupiłam sól do peklowania, zrobiłam z szynką i solą to co kazała Kuchnia Polska, ugotowałam po kilku dniach tę szynkę a dla zaimitowania wędzonej skórki podpiekłam przez kwadrans w piecu uprzednio nasmarowawszy  szynkę miodem z sosem sojowym. Jest jadalna, aczkolwiek następna nie dostanie do peklowania ani ziela angielskiego ani listka laurowego. Z 1300 gram surowego mięsa otrzymałam ponad 800 gram gotowanej szynki. Czyli tak jak powinno być.
Przyjemnych porządków w domu i zagrodzie wszystkim życzę serdecznie.

25 komentarzy:

  1. Ja ostatnio używam znalezionego u mamy szynkowara, z kilograma szynki wychodzi niecałe 700g. Dokładnie - tak, jak powinno być :) Muszę tylko dopracować przepis.
    A z tą niemiecką chemią to albo miałam pecha, albo to jakaś ściema, bo kupiłam kiedyś w hipermarkecie dwa płyny do płukania prania i w ogóle nie pachniały.
    Powodzenia z bluszczem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zapachami to bywa rozmaicie, niektórych można nie czuć . Są perfumy od znakomitych kreatorów, których nie czuję wcale, niektórych kwiatów też nie, ot, osobnicza wrażliwość. Niemiecka chemia jest dobra i ta droga, markowa jest faktycznie doskonała ale ta tańszą też się da uprać i wyczyścić.

      Usuń
  2. Hihi , nie tylko ja się obraziłam na malowane wyroby . Zapeklowałam mięso i od razu upiekłam w piekarniku,też świetnie smakuje i wygląda, sprawdziłam. 10 min na 230 C później na 140 C dość długo/2-3 godz. w zależności od kawałka/ . Skorzystałam z przepisu w sieci na karkówkę wolno pieczoną. Wędzić też będę. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wyjścia, to się robi powszechna praktyką. Kupnego jeść się nie da.

      Usuń
    2. Ten karczek leżał mi w lodówce 2 tygodnie bez uszczerbku smaku , jedynie lekko się podsuszył, wcale nie obślizgnął ani nie zzieleniał, do samego końca.

      Usuń
    3. A ja mam własny patent na jadalną kupną wędlinę. Kupuję tylko ogonówkę,w kawałku wg potrzeb, wkładam do woreczka foliowego, do gara zalewam wrzątkiem i gotuję na małym ogniu szczelnie przykryte ok. 5 min, Wyłączam gaz i zostawiam do wystygnięcia. Z wędliny wyłazi cała woda wraz z solą i chemią. Kilka dni może być w lodówce i jest smaczna. Pozdrawiam z Izerów.

      Usuń
  3. Jak tylko kupimy dom na wsi, będziemy wędzić. Mąż umie i już się doczekać nie może. Póki co peklowałam karkówkę (stała na balkonie w szafce 10 dni, potem upiekłam) i szynkę. Szynka była OK, ale nią nikogo nie częstowałam, więc nie znam opinii innych, natomiast karkówka wzbudziła powszechny podziw i domaganie się przepisu :) A mi nie smakowała aż tak! Wolę normalnie pieczoną, bez peklowania!
    Polecam stronę http://gotuj.skutecznie.tv/ babeczka ma fajne przepisy i do każdego jest filmik, tak że nawet początkująca gospodyni da sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie o szynkach,tylko o drutach.Całe moje robótki kończą się na wydzierganiu do pachy.Czy jest jakaś reguła mówiąca ile oczek spuszczamy na podkrój pachy np.3,2,1 oczko po obu stronach? Pozdrawiam-Teresa w pocie robótkowego czoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz nic nie spuszczać i robić prostokątne rękawy, ale to średnio wygląda, linia ramienia jest wtedy opuszczona. Najlepiej policzyć z jakimś wykrojem ile oczek trzeba spuścić i rozłożyć te oczka na kilka początkowych rzędów pachy. Nie ma reguły bo druty i włóczka bywają różnej grubości i moda się zmienia. No i ludzie są różnego rozmiaru.
      Przyłóż te robione plecy do pleców swetra, który dobrze na Tobie leży. Załóżmy że robótka sięga do pach. Ile ma oczek wiesz. Popatrz po obu stronach ile trzeba spuścić na pachy żeby zostało to co wystarczy na ramię. 1/4 tych oczek zamknij w pierwszym rzędzie i potem coraz mniej, aż w kilku rzędach po jednym będziesz zamykać. To doświadczalna praca.

      Usuń
    2. Serdecznie dziękuję za odpowiedż.Musze spróbować,choć efekty mogą być mizerne.Cóż-głab robótkowy ze mnie.Teresa.

      Usuń
  5. Jeszcze nie komentowałam, więc chciałam się przywitać :D

    Eeeeh ja jak parę lat temu pocisłam ojca żeby zbudował małą wędzarnię, to wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę ;) No bo po co to w ogóle, skoro sklepy pełne?!
    A teraz jak robimy wędzonko to za każdym razem rytualnie jest "oj jak dobrze że ta wędzarnia jest". Sklepowego się nie da jeść po prostu, nawet jak kupię kawałek, niby dobrej wędliny to mi jakoś staje kołkiem w gardle, mam poczucie obślizgłości i generalnie brzydki posmak na języku. Wszyscy mówią, że wymyślam, ale jak jest akurat własnoręczna wędlinka to jakoś nikt nie odmawia :) Teraz tylko czekam aż krowy wyjdą na pastwiska, idę do sąsiadów wyprosić mleko i odpalam serowarnię. Aż mi ślinka pociekła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nowa komentatorkę :-)
      Niestety, krów na Ursynowie nie ma, sery robią dobre w Wiżajnach, ale da się je tu kupić.

      Usuń
  6. U mnie też szał ogródkowy, powoli grabię, przycinam, zasilam i sadzę, a to co zasadzę z upodobaniem obszczywa kot sąsiadów, na którego widok dostaję za każdym razem mikowylewu. Psa muszę wreszcie zaadoptować :)
    Bluszcz się przyjmie, ale rzeczywiście potrzeba czasu, mój tak wyraźnie zaczął rosnąć i oplatać po jakichś dwóch latach. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gacku, dla mnie mycie okien do niedawna było udręką. Mam rwę kulszową i nęka mnie . Jak za dużo macham łapskami to boli jak diabli. Ponieważ tuż obok mnie jest sklep firmowy Karchera, to przeszłam sie zobaczyć urządzenie do mycia okien. Na miejscu pan zademonstrował mi owo cudo. Sama spróbowałam i poczułam się niczym odkrywca , który wynalazł telefon. Najpierw myję wodą szybę jeżeli jest baaaardzo brudne. Następnie wlewam do spryskiwacza nakrętkę specjalnego koncentratu firmowego. na tym spryskiwaczu jest miękka tkanina którą po spryskaniu szyby rozprowadza się. Następnie bierze się drugie lekkie urządzonko takie poręczne i włącza przycisk. To ściągawka -ssąca. Niewiele trzeba poprawiać po niej. Jest ok. I to co mi zajmowało cały boży dzień, od ub . roku zajmuje mi ze 3 godzinki i nie padam po tym wyczynie połamana. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostanę przy moim amoniaku, mam tylko 6 okien do ogarnięcia, Kaercher do tego nie jest potrzebny. Ale może ktoś z czytelników na tej wiedzy skorzysta.

      Usuń
  8. Ta prawdziwa niemiecka chemia to chyba relikt czasów minionych, gdy byliśmy zapatrzeni na zachód. Pamiętam, że mówiło się wtedy, że te same proszki w Niemczech są lepsze, bo maja więcej detergentu. Niektórzy wykorzystują to do dziś i sprzedają naiwnym. Zresztą to dotyczy nie tylko chemii. Gdy jeszcze miałam kota, w w sklepie dla zwierząt też ki pani wmawiała, żebym kupowała droższe whiskasy, bo to prawdziwe niemieckie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapomniałam dopisać w kwestii wędlin. Od 2 lat w małym mięsnym rodzinnym sklepiku, sprowadzają z jakiejś małej wytwórni wędzoną starą metodą szynkę i schab bez kości. Naprawdę unikatowy smak. Ja nie przepadam za mięsem i wędliną, ale ten schab kupuję na Święta. Po pierwsze jest pyszny, po drugie nawet jak zostaje, to długo może w lodówce leżeć. Moje potomstwo nie jest mięsożerne. Jedno przeszło na weganizm prawie rok temu, drugie od 20 lat jest jaroszem. Pozostałe należące do rodziny osoby też nie jedzą mięsopochodnych produktow. Tak wiec zrobię to co lubią i ja od lat potrafię, czyli pasztet z tempechu który pozeraja nawet mięsożerni goście, sałatki i pyszny serek z tofu. Gacku Ty znasz moje zdanie w temacie Świąt. Żołądek pozostaje nadal w tym samym rozmiarze , a uczucia przejedzenia nie znoszę. Jedyne co lubię w nadmiarze, to porządki, bo pózniej napawam się czystymi kątami :))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za patent z amoniakiem :))) Nareszcie mogę doczyścić jedne takie szyby z pleksi, które wszystkim innym tylko się mażą. I to nic a nic nie śmierdzi, a bicepsy i tricepsy po akcji nie bolą. Wystawiłabym Ci chętnie pomnik na wolnym placu, ale takowych w Warszawie deficyt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie szyby i lustra myją się tym błyskawicznie. Śmierdzieć to to trochę śmierdzi, ale tylko przez chwilę. Wodę amoniakalną trudno kupić, bo taka jest niebezpieczna i trująca, że trzeba przed nią społeczeństwo strzec.

      Usuń
    2. Albo mam upośledzony na amoniak węch ;) albo jakiś nietypowy proszek trafiłam. Zasadniczo spożywczy, na całe szczęście bez żadnych wypełniaczy-zamulaczy. Grunt, że czyści okna jak złoto :)))

      Usuń
  11. woda i mydło najlepsze pachnidło. to, plus ocet i soda oczyszczona najczęściej stosowane przeze mnie środki czystości, mam własną biologiczna oczyszczalnie wiec muszę uważać co wlewam do kanalizy.
    a wędliny polecam suszone, przepisy można znaleźć tutaj http://straga.pl/wyroby-domowe/schab-dojrzewajacy-schab-surowy-suszony/, od stycznia regularnie suszy się u mnie kawałek świninki, rodzina uwielbia, polecam, roboty tyle co nic a efekt jest.
    do ogródka zaproś może barwinek, rozłazi się sam w dużo szybszym tempie niż bluszcz, jest zimozielony i na dodatek kwitnie. mogę podesłać większą ilość gdy przyjadę do PLu, u mnie to nieomalże chwast http://pl.wikipedia.org/wiki/Barwinek_pospolity

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem jaką masz glebę, ale u mnie w ciemnych miejscach fantastycznie sprawdza się kokorycz żółta. Jest bezobsługowa, rozsiewa się sama, ale jak jest jej za dużo łatwo się wyrywa. Podobnie jest z fiołkami, te jednak jeśli wyrosną w niewygodnym miejscu (np. między płytkami chodnika) ciężko się usuwa. Mam sadzonki jednego i drugiego, mogę wspomóc w razie co.
    http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c1c74b2b42620179.html
    Kokorycz to te żółte kępy z tyłu
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do porządków to moje zdanie też znasz. Czyścidła z Lidla są ok. Domowo to ja do butelki ze spryskiwaczem wlewam płyn do garów i ocet i mam uniwersalny czyścik.
    Do płukania ocet. Zmiękcza, odświeża kolory i wbrew pozorom potem, kiedy pierwszy zapach uleci - pachnie świeżością. Zdarzyło mi się wyjąć ciucha wypłukanego w lenorze czy innym cudzie po dłuższym czasie (ok miesiąca) - ciuch pachnie wtedy za przeproszeniem rzygami. Jeszcze naturalne wełny i bawełny są ok, ale już jakakolwiek akrylowatość powoduje ten zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używam żadnych zmiękczaczy do prania. Nie po to płuczę bieliznę z detergentu, żeby go za chwilę dolać. Śmierdzą poza tym te środki rzygowinami co potwierdzam.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.