piątek, 4 kwietnia 2014

Niepiśmienni

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Patrzę na świeżo habilitowanego Pana Męża: siedzi na tarasie, ma przed sobą kawę, dymiącą fajkę, żółty blok w linie, błyszczące pióro i i Pada. Czyta coś i robi notatki. 
Właściwie zawsze się tak zachowuje. Nim nastały i Pady robił notatki z grubych i cienkich książek, we własnych książkach robi ołówkiem notatki na marginesach a na biurku i w sekretarzyku ma szwadrony wiecznych piór i automatycznych ołówków. Z każdego kolejnego cieszy się równie mocno, ostatnio kupiłam mu na imieniny ołówek automatyczny, który wygląda jak zwyczajny, drewniany. To dopiero szpan. Całkiem niedawno przyszedł do domu bardzo zadowolony z najzwyczajniejszym żółtym, graniastym ołówkiem z gumką na końcu. Podobno są teraz bardzo modne. Od lat Pan Mąż najchętniej pisze ręcznie na wspomnianych żółtych blokach. Chyba wykupił i zużył cały światowy zapas tych bloków, bo ostatnio coś z nimi cienko. Dzieła wielkie, takie jak Notatki Do Habilitacji, plany kolejnych książek i inne takie powstają w porządnie oprawionych wielkich notesach Moleskine , które wytrzymują bardzo wiele otwierania, zamykania i notowania. Nie wiem, w czym będzie pisał jak i tego zabraknie, ale coś sobie znajdzie.
Patrząc tak na niego zaczęłam rozważać mój własny stosunek do narzędzi pisarskich. Naturalnie i ja mam moje zbiory. Pióro wieczne, którym jeszcze maturę pisałam - tanie, niezniszczalne chińskie pióro z turkusowym atramentem, pióra do kaligrafii, pióra stare i nowe, drogie i tanie napełnione kolorowymi atramentami. Leżą w eleganckim etui (poza tym jednym w torebce, na pewno już wyschniętym na amen) i schną sobie w spokoju, aż raz na jakiś czas wyjmę je wszystkie, wypłuczę w zimnej wodzie, ponownie napełnię kolorowymi atramentami i... dalej będą leżały nieużywane. Najczęściej bowiem używam piórka ze stalówką, którym nakładam na przyszłe akwarele płyn maskujący. Moje ołówki to zupełnie inna bajka. Te są regularnie używane, coraz krótsze od temperowania i trudno powiedzieć, żeby leżały zapomniane.
Ale - trzeba to przyznać otwarcie - ja już nic nie piszę. Powoli opadam w odmęty ręcznej niepiśmienności. Jeszcze mi trochę brak do sytuacji, gdy poproszona o napisanie czegoś  powiem z wyniosłą miną, że nie mam okularów, ale po prawdzie bliżej do tego niż dalej. Jeszcze nie aspiruję do grona większości, która pisze jedynie kciukiem, ale kto wie? Może to tuż tuż? W moich szwadronach porządnie oprawionych notesów nie pojawiają się od lat żadne pamiętnikarskie wpisy,więc zstępni dostaną po mnie sporo niezapisanego papieru. Jedyny notatnik jaki jeszcze czasem zapełniam to wielki, cienki zeszyt w kratkę w którym niezbyt starannie robię notatki o dzierganiu: próbka ma tyle i tyle oczek, wzór ściegu w kratki da się bezboleśnie przerysować z ekranu czytnika, szerokość rękawa w nadgarstku taka, pod pachą inna, i to wszystko.
Ostatnim moim bastionem pisarskim jest ten blog. Jeśli go porzucę, to jak dwa a dwa cztery w kilka lat będę jak Ringo Starr - będę umiała czytać i nie będę umiała pisać.
Być może skończę jak moja babcia. Gdy w dziewięćdziesiątej trzeciej wiośnie życia musiała mi dać ręcznie napisane upoważnienie do hipoteki siedziałyśmy wokół niej jak rodzice nad ćwiczącym literkę A sześciolatkiem i dyktowałyśmy kolejne litery tego upoważnienia. Naturalnie prace redakcyjne nad tekstem odbyły się poza babcią. Babcia miała to tylko napisać. Trzeba było znaleźć narzędzie pisarskie i papier. Babcia takich rzeczy nie posiadała. Trwała ta zabawa całe popołudnie, papieru zmarnowałyśmy pewnie sporo i wszystkie cztery (mama, babcia, Misia i ja) spociłyśmy się jak myszy. Rzeczone upoważnienie miało sporo uchybień, ale widać było po nim, że pisząca w swoim czasie wzięła wiele lekcji kaligrafii.
A czy szanowni czytelnicy piszą jeszcze cokolwiek ręcznie poza własnym podpisem i cyferkami w zeznaniu podatkowym?

29 komentarzy:

  1. A to jest bardzo ciekawe zagadnienie. Uwielbiam pisać piórami, swego czasu pisałam sporo (szkoła, studia, jakieś tam nieudolne próby literackie), a teraz tylko życzenia na kartkach okolicznościowych popełniam piórem. Martwię się trochę o to - byłam załamana jak ręka radzi sobie z dłuższym pisaniem po roku pisania głównie list zakupów.
    A jednak proces myslowy znacznie sprawnie przebiega mi przy pisaniu ręcznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, co z tego, że głowa wymyśli co napisać, skoro ręka zapomniała jak to się robi. Zwłaszcza jak usiłuje dotrzymać głowie tempa. Na klawiaturze piszę i cały czas wszystko jest doskonale czytelne. na drugiej stronie tekstu pisanego ręcznie litery tańczą kadryla albo znikają gdzieś między słowami. Jak ludzie kiedyś grube książki pisali?

      Usuń
  2. Świetna prowokacja do dobrej dyskusji:):):)
    Sama kilka dni temu byłąm świadkiem jak koleżanka została zmuszona przez pracodawcę do ponownego napisania pisma.Pierwsze było napisane odręcznie.Dyrekcja w naszym zakąłdzie nie przyjmuje żadnych takich pism.
    cyberprzestrzeń i komputeryzacja wchłoneły nas w całości.Nie ma miejsca na indywidualizm, a jesli to tylko w zaciszu własnego domostwa.
    Równiez posiadam w swoich zasobach moje wieloletnie pióro, które służyło mi od 4 klasy szkoły podstawowej, poprzez 5 lat liceum.Niestety trzymam go już z sympatii, nie nadaje sie do użytku.Gdyby ono potrafiło mówic....:):):)
    Sztuka kaligrafii....czy obecni młodzi w ogóle wiedzą co to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzą, wiedzą. Niektórzy nawet to studiują. A powinni w szkole a nie na płatnych kursach.

      Usuń
  3. Cały czas! Notatki z książek, notatki z zasłyszanego, co tam do głowy przyjdzie, słówka, pomysły rozmaite, notatki na wyprawach. Ale też i przyznaję się do korzystania np. z Evernote i z Google Docs, bo tam łatwo powrzucać skarby z internetów, szczególnie jeśli zmierza się do jakiegoś produktu końcowego w postaci elektronicznej. A papieru i pisadeł wokół mnie jest o wiele więcej, niż potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wokół mnie też. Ale notatki w Google robić? Nie, oni i tak wiedzą o mnie za dużo.

      Usuń
  4. już coraz mniej piszę odręcznie, niestety - notatki w kalendarzu w pracy ze zleceniami od szefowej na dzień bieżący i następne, strasznie bazgroląc
    ewentualnie listy zakupów czasami - tu już staram się ładnie pisać, żeby rękę ćwiczyć i przy okazji odczytać też siebie samą
    w zeszłym roku popełniłam aż 3 (słownie: trzy) kartki pocztowe z życzeniami świątecznymi
    a zeznania podatkowe to się teraz Prąpanią wypełnia w wersji elektronicznej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zawahałam się pisząc o tym zeznaniu, ale na brudno trzeba wo jednak napisać nim się wyśle.
      Czytelność pisma ręcznego w narodzie spada jak zaczarowana.

      Usuń
  5. Ja piszę dosyć często, choć niestarannie, ale ja zawsze pisałam jak " kura pazurem". Lubię pisać. Lubie widok liter pojawiających sie na papierze i o dziwo łatwiej i "sensowniej " pisze mi się na kartkach niż komputerze. Koputer to konieczność, nawet jak napisze sobie posta na kartce na " brudno" to na monitorze już mi sie nie podoba. Prawdopodobnie dlatego moje posty sa skąpe w słowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszemy, piszemy. Głównie piórem, dostanym od małżonka.
    Pacjenci się dziwią, że dohtor tak czytelnie umie pisać ;) Mam nawet jednego pacjenta, który przychodzi do mnie, bo właśnie piórem piszę. Grunt to dobra motywacja ;)
    Gratulacje Mężowi habilitacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      Ciekawe, dohtorzy piszą przedziwnie i drukowane recepty to błogosławieństwo dla aptekarzy. A stomatolodzy piszą przeważnie bardzo czytelnie.

      Usuń
    2. Recepty też drukuję, ale w dokumentacji medycznej już ręcznie muszę skrobać ;) No i miliardy wniosków, zaświadczeń i takich tam też ręcznie.

      Usuń
  7. Ps. I przepisy kulinarne w kajeciku też ręcznie piszę. Chociaż tutaj pióro gorzej się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio głównie życzenia świąteczne, jakieś notatki...Faktycznie , zbyt często ręczne pisanie zastępuje komputer. Ale do zapomnienia tej umiejętności- mam nadzieję- jeszcze daleko. :) BBM

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo, ja to tone pod makulatura wlasnej produkcji, pisze na scinkach papieru, zuzytych kopertach, iles tam Moleskines mam, japonskie Midori, filofaxa mam na rozne dzialy, Field notes, wielki skoroszyt w kratke, chyba z lat 60tych, swietny! do tego mam z 10 pior i rozne atramenty (jest angielska firma, ktora ma ponad 250 odcieni roznych kolorow atramentu, zwariowac mozna). ale na codzien uzywam pior nowoczesnych , hrehrehre- Lamy. Uwielbiam! codzienne jest w filutowym atramentem, tak przez zaskoczenie ;). do olowkow jeszcze nie doroslam, uzywam byle co...poza tym jestem w nieustajacym poszukiwaniu watermansa z lat poznych 40tych...Moja Mama miala i mi dala, jak bylam dorasrtajacym dzieckiem. No i w czasie tych 14 przeprowadzek zginelo....modelu nie pamietam, tylko ogolnie wyglad...no i szukam, szukam...
    Maxm tez 766585675934568897625111 innych notesow i zeszytow...chyba powinnam miec zeszyt - index wszystkich notesow....
    Fama glosi, z eladnie pisze recznie, ale najczesciej slubny i tak mnie nie przeczyta, a dziecko mniejsze, jak chodzilo ze ma na zakupy to czytalo liste zakupow tak:
    mleko, jajka, cos, cos, cos, kartofle, cos, cos, sok, cos, szynka, cos, cos, cos...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na co dzień właśnie Lamy zasycha sobie w torbie. Mont Blanca nie noszę w trwodze przed zagubieniem.
      Coś o tym filutowym atramencie Ci nie wyszło, nie rozumiem. O co chodziło? Może o filcowy pokrowiec; zaintrygowałaś mnie ;-)

      Usuń
  10. Uwielbiam pisać wiecznym piórem, mam piękne , kaligraficzne pismo i staram się wszystko, co tylko możliwe pisać odręcznie. Lubię, jak ludzie zachwycają się moim pismem. Naprawdę jest niespotykane. I mimo upływa lat, nie zmienia się jego charakter. Umiem też rysować, no ale to już zupełnie inna bajka... Pozdrawiam serdecznie. Buba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Od lat coś tam bazgrolę, a to jakieś rodzinne wydarzenia, aby nie zapomnieć o tym, a to wszystkie etapy rozwoju mojego wnuka. Spisałam jak się rozwijał, od kiedy mówił, chodził , a teraz zapisałam, że w wieku 3 lat składa wyrazy. Narazie krótkie, ale widzę, że usilnie pracuje nad tym, by i dłuższe przeczytać. Nic tego nie zatrzyma, jego ojciec, a mój najmłodszy syn składał bez problemu wyrazy i czytał całe zdania w wieku 4 lat. No i spisywałam co i jak z moimi lalkami sie działo, skąd, dokąd pojechały. Ot, taką mam niekiedy potrzebę zapisania czegoś. Od stycznia tego roku zapisuję kto była na imprezach u nas , co ja kupiłam innym np na Gwiazdkę czy urodziny. No i menu cotygodniowego rodzinnego obiadu. Same pierdoły, ale fajnie sie czyta po latach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to nie są pierdoły, to jest historia rodzinna! Pisałam kiedyś dziennik, ale kiedyś spaliłam wszystkie kalendarze z tymi wpisami. Bardzo tego żałuję.

      Usuń
  12. Zupełnie nie piszę ręcznie i wcale do tego nie tęsknię. Czasem listę zakupów dla męża zrobię, to chyba główna moja twórczość odręczna ;) Bardzo lubię pisać na klawiaturze laptopa i tak piszę całkiem dużo, choć - niestety - nie są to dzieła literackie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pisze recznie liste zakupów ;)
    I w pracy u kazdego pacjenta w aktach pare zdan raportu na koniec dyzuru.
    A jutro napisze karty swiateczne :D
    mam tez zawsze notes, z róznymi waznymi notatkami. Jakies numery telefonów, komu pozyczylam jaka ksiazke, adres ciekawej strony w necie, badz jakis wzór na druty szybko gdzies odpisany czy nawet namalowany.
    Faktem jest, ze malo kto faktycznie cokolwiek reka pisze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Od kiedy nie pracuję zawodowo nie piszę nic odręcznie - chyba , żeby liczyć zapiski w kalendarzu kieszonkowym . Wszystko co do zanotowania załatwiam w tablecie lub telefonie , Pity również , listę zakupów mam w telefonie . Ale lubię kalendarz kieszonkowy -papierowy , służy mi on do zapisków różnych wizyt , wyjazdów , haseł itp. Kiedyś miałam to wszystko w kompie , ale przez nieuwagę skasowałam i dlatego mam papierowy kalendarzyk - gdzie jedną linijkę ręcznego pisma mojego można znaleźć - dla grafologa w sam raz .I nie "wyślę " nic przez przypadek w kosmos.

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja wracam do ręcznego pisania. Listy zakupów to nawet nie liczę.W sieci jest dużo ćwiczeń kaligraficznego pisania. Mam zeszyt w dwie linie do ćwiczeń. Przepisałam już ręcznie Księgę Koheleta, a teraz przymierzam się do ręcznego przepisania książki, które bardzo poprawiła mi jakość życia. A kupiłam sobie zestaw do kaligraficznego pisania, taki z obsadką i stalówkami, dokupiłam jeszcze kilka stalówek i mam pyszną zabawę. Niestety nie mam talentu do rysunków tak jak Ty, bo wtedy nie odchodziłabym od pędzelków i kredek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fascynujące, mam sprzęt a nie mam ćwiczeń poza jakimś starym podręcznikiem. Podeślij, proszę, jakieś linki :-)

      Usuń
  16. Piszę, piszę :-) Głównie swoje osobiste notatki robocze na karteluszkach mniejszych i większych, ale pisze ich dużo. I zawsze piórem. Piór z dawnych czasów nie mam, bo albo popsuły się (i wyrzuciłam), albo zgubiłam, ale gubię z rzadka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja sporo notuję długopisami lub, chętniej, ołówkami. Nie zapominam więc sztuki pisania, ale za to bazgrzę jak kura pazurem, bo od bardzo dawna nie muszę pisać żadnych oficjalnych rzeczy łapka z długopisem. Efekt taki, ze jak mam adres na kopercie napisać, to wychodzą kulfony.

    OdpowiedzUsuń
  18. np. tu: https://www.youtube.com/watch?v=KJKMceXl1pk
    albo tu: http://antiquariavintage.blogspot.com/2013/10/calligraphy-tutorial-getting-started_29.html
    Można wygooglać pinterest+calligraphy i się pozachwycać, ludzie piszą pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zanika ta umiejętność. Mój mąż od czasu do czasu kaligrafuje w kajecie. A ja mam wrażenie, że pisanie ręczne trwa za długo. Męczy mnie np nieumiejętność rozmowy z kimkolwiek w trakcie pisania. Mój mózg się wylacza.
    Ale jeśli chcę sie czegos nauczyć, zapamiętać to tylko pisanie! Jestem wzrokowcem.
    A poza tym mam swoje humory nt długopisów ulubionych. I ulubionego pilnuję po lat kilkanaście, nie mam jednak żadnego sentymentu do piór z liceum i żadnego archaika nie posiadam. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.