czwartek, 23 października 2014

Sezonowa karuzela

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Było ciepło jak nie o tej porze roku i chyba zapomnieliśmy, że potrafi być zimniej. Dziś rano gdy zbierałam się z psami na spacer Pan Mąż jeszcze będąc w szlafroku mi oznajmił, że na zewnątrz są aby trzy stopnie. A w nocy będzie mróz i jutro w dzień będzie pół stopnia mrozu i on w takim razie przyniesie ciepłą odzież z piwnicy. Ale jak się już sam wykąpie, odzieje i coś zje. Okutałam się czym tam mogłam i poszłam. A jak wróciłyśmy to w przedpokoju zastałam sporą górę męskich garniturów, które wraz z naszymi jesiennymi i zimowymi kurtkami, puchówkami i czapkami spędziły lato w piwnicy. To znaczy kurtki i czapki tylko latem bywały w tej piwnicy, a garnitury siedziały tam odkąd się tu sprowadziliśmy. Mimo, że każdy z nich po ostatnim użyciu był w pralni, to sześć lat w piwnicy dało im nieporównywalny z niczym aromat. 
Chyba trzeba je wyrzucić powiedział Pan Mąż. Najmłodszy z nich ma 10 lat i jak go ostatnio na sobie miałem, to czułem się niewyraźnie i niemodnie. Jak mi będzie jakiś potrzebny to sobie kupię, na razie się nie zanosi. Nim Pan Mąż się rozmyślił złapałam tę stertę w objęcia i pocwałowałam w kierunku pojemnika na "kolekcje odzieży, pościeli i butów". Sąsiad patrząc jak walczę z podajnikiem tego pudła miał dużo radości. Sporo radości miałam również ja bo po pierwsze nie będę tych eleganckich tkanin na nic przerabiać, po drugie znikło jedno potencjalne miejsce do hodowana moli. I w piwnicy będzie nieco więcej miejsca.
Nieco zaskoczona odkryłam, że mam o dwie kurtki zimowe więcej niż zapamiętałam. Mimo, że letnie kurtki, prochowce i marynarki naturalną koleją rzeczy opuściły szafy i poszły do piwnicy, pomieszczenie się w małych domowych szafach z grubymi, zimowymi ciuchami zawsze jest trudne. Ale się udało. Tylko szuflad na szale, czapki i rękawiczki trzeba będzie chyba dokupić. Nasze wielkie mieszkanie po sześciu latach jest całkowicie i na amen zapchane. Jakim cudem mieściliśmy się kiedyś w trójkę z psem w 34 metrach kwadratowych?

13 komentarzy:

  1. Piwnica niby sucha, ale aromat zostaje, Ja tam nawet gumaki niechetnie trzymam, ale trzymam, bo wielkim metrazem tez nie zadziwie.
    Kiedys czlek wszystkiego mial mniej, i jakby szczesliwszy z tym niewiele byl- chyba sie starzeje, ze tak to zaczynam widziec ;)
    Ostatnio tez usunelam czesc z szafy, wedle reguly, co ostatnie 2 lata nie nosilam, tego juz wiecej nie ubiore.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa razy do roku robię czystkę, ale Pan Mąż jest zbieraczem odzieżowym. I też mam jakieś dziwne rzeczy, co to nie noszę, ale wyrzucić żal, na przykład czarne poncho od dziesięciu lat nie noszone. Jutro wyniosę do pojemnika.

      Usuń
  2. Jeśli masz zamiar nadmiar szali też wrzucić do tego magicznego pojemnika na osiedlu, to daj znać. Zrobię selekcję wstępną z przyjemnością! :-) ulach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szal dla Ciebie zrobię z przyjemnością. Szale niestety rozchodzą się pierwsze ;-)

      Usuń
  3. Jak miło znowu czytać Gackową.Kurcze,piszesz o mrozie a moje pelargonie i begonie na tarasie,nie mówiąc o mieczykach,które w glebie .Mam nadzieję,że wytrzymają.Oby.Pozdrawiam,Teresa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledwie zdążyłam dziś posadzić dzieci papirusa do doniczek i zabrać do domu. Papirus ma 70 cm wysokości, siedzi w oczku wodnym i w wielkiej kępie nie mam go gdzie w domu trzymać. Mieszkanie duże a parapety małe.

      Usuń
  4. Gacek, a przejrzałaś kieszenie na okoliczność ukrytych dolarów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie grzebię po mężowskich kieszeniach. Ani po jego szafach, ani po szufladach, ani w jego torbach, portfelu i nigdzie. Taki mamy styl. Tylko w dżinsach wkładanych do pralki sprawdzam kieszenie, ale też nie zawsze.

      Usuń
  5. Wysłałam wcześniej odpowiedż, ale nie dotarła jak widzę. No to znowu napiszę, że też stoję w obliczu przerwania gromadzenia wszystkiego co na grzbiet, przez mojego mężą. Do garderoby nie da się już wejść, ba szpilki wcisnąć. W 50 % to kurtki, ubrania, koszule . których już z wielu względow nie założy. Ale ma.
    Gacek my też mamy w domu i małżeństwie tak, że nie zaglądamy sobie , ani do telefonów, ani na konta, czy też na skrzynkę do komputera. O kieszeniach i portfelach nawet nie wspominam. Jak prosze męża o coś z torebki, to przynosi mi całą torebkę. Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to u nas jest tak samo :-) Widać dobre małżeństwa mają ze sobą coś wspólnego.

      Usuń
  6. U mnie też zaczęło się nieodwołalne wywalanie. Odłożyłam stertę shirtów na raz i won. Bez problemu wyrzuciłam i oddałam to co mi się zbiegło i na kupie do niewielkich napraw zostało bardzo mało. Zresztą i tam po przemyśleniu wiele jest nie do zrobienia :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma takiej przestrzeni, której nie da się zapełnić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zwłaszcza jak się nie chce przejść na minimalizm.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.