sobota, 4 października 2014

Trywialna sprawa

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

"Nie patrz tam!" krzyknęła do mnie koleżanka, zawodowa charakteryzatorka, gdy w sklepie zainteresowałam się lusterkiem pięć razy powiększającym. To w łazience, tylko trzykrotnie powiększające bez okularów nie pełniło już dobrze swojej lusterkowej funkcji. Coraz trudniej było się umalować. A kto się maluje w okularach? Nie posłuchałam koleżanki, popatrzyłam, zdrętwiałam i jednak takie lusterko kupiłam. I wszystko sobie dokładnie teraz mogę obejrzeć. I tylko mam nadzieję, że inni ludzie widząc mnie na ulicy na przykład nie przywiązują do tego widoku nadmiernej wagi.
Zobaczyłam, pomyślałam i postanowiłam wdrożyć rewolucję w skrzynce do makijażu. Na pierwszy ogień poszły cienie do powiek. Wszystko perłowe, z brokatem, w tysiącu i jednym kolorów zostało przekazane komuś znacznie młodszemu. Zostałam z jednym cieniem poczwórnym Isadory o romantycznej nazwie Muddy Nudes (Błotnista Nagość!). Pożyteczne i mało podniecające beże i brązy. Najciemniejszym fantastycznie można sobie dorysować brakujące brwi. Nie czerwienieje i nie rudzieje na skórze i za to go kocham. Usposobienie kolekcjonerki nie dało mi jednak spokoju. No bo jak żyć z jednym kompletem cieni do powiek? Ile można z nich wykrzesać? Niewiele. Poszłam na łowy czegoś odpowiedniejszego dla mnie niż perłowo - brokatowo - tęczowa paleta Sephory. Ekspedientka w Douglasie pożeglowała prosto do stoiska Armaniego. Leżała tam bardzo odpowiednia paletka za jedyne 250 zł. Zaśmiałam się perliście i uciekłam. Młody, efektowny sprzedawca w klamrze na zębach i z nienagannym przedziałkiem przechwycił mnie gdy biegłam do wyjścia i próbował mnie ująć niezwykłym zupełnie i szalenie odpowiednim cieniem Bobby Brown, sinobrązowym, za jedyne 115 zł. Uciekłam jeszcze szybciej.
W stoisku Inglota było przyjemniej. Obsługująca je makijażystka skompletowała mi sprytną paletkę z trzech cieni do powiek, ale najpierw sprawdziła, jak się prezentują na mnie. Potem dobrałyśmy jeszcze dwa pudry do konturowania.
Z mojej skrzynki do malowania wyleciały następnie wszystkie bardzo kolorowe szminki, tusze do kresek i kolorowe tusze do rzęs. Został jeden tusz i jeden błyszczyk. I róż. Kreski i tak nie umiałam nigdy perfekcyjnie zrobić, a kreska nie perfekcyjna i na powiece 50+ to zgroza. Tak samo jak krwista szminka na zębach albo na pół zjedzona. Żegnajcie, już się nigdy nie spotkamy!
Poszłam do Rossmana po jakiś aktualny podkład, ale wymiękłam. Marketingowy żargon w którym opisane są te smarowidła spowodował jedynie stupor. Kupić trwały na cały dzień czy rozświetlający skórę wewnętrznym światłem? A może stapiający się kolorem ze skórą? A może jeszcze inny? Ogłupiałam i wyszłam. Na szczęście przed drzwiami Rossmana było stoisko Golden Rose a w nim sprzedawca, u którego ponad dziesięć lat kupuję lakiery do paznokci. Konkurencja wygoniła go z Placu Bankowego, gdzie miał mnóstwo klientek. Teraz przy metrze Stokłosy mało kto do niego zagląda. Polecił mi puder mineralny i dobrał kolor przy dziennym świetle a nie przy jarzeniówce. Nie wiedziałam, że to taki fajny puder, razem z kremem BB kryje akurat odpowiednio i bardzo łatwo go nałożyć. Nie obsypuje się, kryje co jest do ukrycia, ale nie więcej. No i puder mineralny Golden Rose kosztuje 30 zł a nie ponad dwieście.
Rewolucja się dokonała. Robienie makijażu, którego niemal nie widać trwa jednak znacznie dłużej niż dawniej. Te wszystkie pudry, pędzle, ech... Dobrze, że w lusterku coś widać bez okularów.


8 komentarzy:

  1. No wlasnie, to po 50tce to straszna rzecz jest, codziennie cos nowego w moim lusterku znajduje, ale na szczescie sama nie musze chodzic i szukac i probowac. Mam dziecko, ktore wie ode mnie lepiej co ja powinnam miec na twarzy! mam takie duze minimum rzeczy. cienie mi sie walkuja w tlusty walek w zgieciu powieki, wiec w ogole unikam , a szkoda....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na to rada jest bardzo prosta: niczym powieki nie smaruj poza podkładem pod cienie Art Deco. Trzeba tego ciut ciut, nie ma to koloru, ale cienie siedzą jak przyklejone. Używam tego do cieni zawsze, bo bez... to rozpacz w kratkę. Prawie każdemu się cienie tak wałkują bo powieka to najtłuściejsze miejsce twarzy (gdyby taka nie była to by w zimie odpadła na mrozie ;-))

      Usuń
    2. mam, cienie wytrzymuja dlugo ale nie bardzo dlugo niestety....

      Usuń
  2. Zlamalas mnie. Dla mnie czysta chinszczyzna. Taka juz ze mnie ignorantka, podkladów, cieni, szminek itepe. Posiadam jednak sztyft labello, i krem z 5% mocznika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym się tu załamywać? Ja od młodości cierpiałam na trądzik pozostawiający przebarwienia. Jedyna na te przebarwienia rada to było przeczekać. Bez makijażu, bywało, wyglądałam bardzo niewyjściowo. A sam podkład sprawy nie załatwia. Trzeba do niego jakiś róż dołączyć, zrobić oczy... i się zbiera. Polki malują się bardziej niż Niemki, będąc w Niemczech mogłam poznać rodaczkę po butach i po szmince ;-) Różnica kulturowa.

      Usuń
  3. U mnie z wiekiem zapanował minimalizm. Teraz maluję kreski na górze powieki, cienie przerzedziłam, ostały się jakieś dymne, przygaszone, bez brokacizny. Podkład - w to nie żałuję utopionych pieniędzy, ale w granicach rozsądku (do 50 zł). Puder przejrzysty, róż minimalny. Lakiery dla mnie najlepsze to te z avon, Kupuję w promocji i cieszą mnie bardzo długo na pazurach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat róż można sobie nakładać mniej ostrożnie niż kiedyś. Robi świetnie swoją robotę. Ale brokatowe cienie nie!

      Usuń
  4. ooo - jak dobrze, że tu trafiłam - w Golden Rose od lat
    kupuję lakierrro! nic to, że od roku tę samą barwę :)
    zachęciłam się tym kremem BB - idę w week-end na
    złotoróżaną konsultację!!! howgh!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.