wtorek, 28 października 2014

Przenikliwe salami i znikające kołnierzyki

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Nie chciało mi się chodzić do sprawdzonego masarza i salami krojone w plastikowej paczuszce kupiłam byle gdzie. Dostałam za swoje. Salami było smaczne, tłuste, pochodziło z Sokołowa i było wyprodukowane dla znanej sieci tanich sklepów. Zwykle do produktów robionych dla tej sieci dolewa się dla taniości wody ( sieć ma własne linie produkcyjne w zakładach spożywczych), ale o ile do pasztetu wody da się dolać, to do salami niestety nie. Pewnie było tłuściejsze niż normalnie, o co mniejsza, ale również bardziej wonne. Komuś się chyba ilości nawaniacza pokręciły. Po otwarciu plastikowej trumienki zasmrodziło mi to salami lodówkę na amen. Przenikliwy, być może identyczny z naturalnym - ale nie całkiem - zapach przywarł do ścianek lodówki, półek, wszystkich słoików, wgryzł się w masło, ogórki, paprykę a nawet w kalarepkę. Ocalał serek homogenizowany, jajka i chrzan. Resztę trzeba było wyrzucić, półki z lodówki wyprać w zmywarce a całą szafkę chłodzącą umyć dwa razy brud-purem.
Ostrzegam przed tą wędliną. Bliźnich i siebie.

Zauważyłyście drogie czytelniczki jak znikają z użycia pospolite dawniej elementy odzieży? Cienkie cieliste rajstopy ostały się chyba tylko w modzie bankowo-korporacyjnej i czasem wieczorowej. Od tygodnia co najmniej nie widziałam kobiety w spódnicy ani sukience. Tylko w kiosku ruchu na okładce babskiego pisma i w TV, gdzie mi tłumaczą, że sukienki są cacy. No i na niektórych blogach je oglądam. A w realu - nie!
Do sukienek, rajstop i spódnic ostatnio dołączyły żakiety i bluzki z kołnierzykiem. Znikają z normalnego, nietelewizyjnego życia w tempie błyskawicznym. Nim się ludność zapakowała w ciepłe ciuchy widziałam coraz więcej ubrań po prostu wyciętych z dzianin i byle jak zeszytych bez najmniejszego bodaj wykończenia. Jakieś nowe średniowiecze nadchodzi, na dodatek strasznie szare i bure. Niektóre modne i nowe ciuchy wyglądają, jakby nimi myto okna w domu, gdzie wszyscy nieustannie palą fajki, cygara i papierosy. Taki sposób farbowania na tytoniowe łaty jest w modzie. 
Z kupnem czegoś do ubrania się poczekam na jakąkolwiek zmianę mody. W szarym, brudnym i niewykończonym jest mi wyjątkowo nie do twarzy.


15 komentarzy:

  1. Witam, od kiedy zaczęłam oglądać program Wiem co jem i do sklepu nosić lupę żeby doczytać skład wędliny / okulary to za mało na taki drobny druk/ to Sokołów wypada bardzo nieciekawie na tle innych. Też mam taki problem ubraniowy i identyczne zdanie o ciuchach które serwują nam sklepy. Mam nieodparte wrażenie że chodzi tu o kasę, ładne tkaniny , ładnie odszyte wymagają większego nakładu kosztów i czasu pracy ze stratą zysków dla producentów , więc lepiej serwować nam "modę" w obecnym stylu. Toż to czysty zysk. W proteście też przeczekam ten idiotyczny styl a mam wprawę , bo już przeczekałam buty ze szpicami które mi się nie podobały i nie mogłam ich nosić. Uff. pozdrawiam
    ps. na zapach w lodówce dobra jest woda z octem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy więcej salami z Sokołowa. Raz wystarczy. A co do przeczekania i ignorowania to mam wprawę. Swego czasu przeczekałam całą Barbarę Hoff w Juniorze i żyję.O butach w szpic nic nie wiem, tak je przeczekałam. Poubieram się w demobilu przez chwilę. Ignoruję poliester, więc H&M, C&A i takie inne też ignoruję.

      Usuń
  2. A ja modę mam gdzieś ;-) Kolory tradycyjnie jesienne, dzianiny głównie dopasowane, spodnie jakieś w szafie chyba mam. Dżinsów na pewno nie mam. a kołnierzyków nie lubię ;-)
    Nie czekaj na zmianę, noś co lubisz, a inni niech biorą z Ciebie przykład :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, Ty sobie możesz uszyć i czniać na sklepy :-) ja se mogę o uszywaniu pomarzyć, choć kompletuję materie wszelakie i mam nawet piękną krateczkę na sukienkę właśnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znoszę szyć, nie znoszę szyć. Na drutach sobie wydłubię.

      Usuń
  4. Zwinęłam się ze śmiechu przy ostatnim zdaniu, chociaż to raczej powód do płaczu niż do radości. Mam jednak dokładnie to samo co ty...
    Niestety w pogoni za taniością przekracza się kolejne granice - z jakością tkanin nie da się zejść już niżej, wiec upraszcza się kroje, rezygnuje z wykończeń, oszczędza na barwnikach. Dramat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że to taka moda, ale faktycznie, wielki świat tego badziewia nie nosi. A na rodaczkach coraz częściej widzę właśnie taką "modę". Zrobię sobie zatem dużo kolorowych swetrów!

      Usuń
  5. Aleś Gacusiowa w sedno uderzyła.Normalnie szok z tymi ubraniami.Masz rację,że wielcy tego świata to i odżywiają się inaczej i ubrania mają z prawdziwej wełny lub bawełny w najlepszym gatunku.Pamiętam jak były wybory na prezyd.Obamę (1 -sza kadencja) to ludziska ,którzy się tam zebrali,byli ubrani jakby "jednakowo" mieli kurteczki plastikowe,fason jakby jednolity,tylko nadruki i patki różnokolorowe.Wyglądali cudacznie.Pomyślałam sobie,że u nas to jednak,ludzie ubierają się z szykiem.Ale upłynęło tyle lat,że i u nas się tak samo zaczyna "na jedno kopyto".Trzeba chwytać za druty lub szydełko i samemu tworzyć sobie ubrania,bo włóczek jest teraz dostatek.
    Pozdr.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zaopatrzyłam w surowiec na bluzki, bo ani poliester (udający jedwab) ani poliakryl (udający wełnę) mi nie pasują. jest w nich zimno, ale za to jest się mokrą ogólnie. Mam wełnę, kaszmir, jedwab i trzeba będzie popracować. Bo cenowo to wyszło jakbym kilka niezbyt drogich bluzek kupiła.

      Usuń
  6. Oj, raczej nie jest tak źle z cielistymi rajstopami i sukienkami. Ja przez całą zimę noszę rajstopy cieliste 8DEN. I to wcale nie pod spodnie. A w tym tygodniu jestem drugi raz w sukience/spódnicy. Dziewczyny i kobiety naprawdę noszą sukienki/spódnice i grube czarne rajstopy - widzę to w tramwaju :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wpis bardzo na temat. Wiesz, że podobno dziś jest Dzień Spódnicy? ;) Swoją drogą- jakie teraz święta wymyślają! Mają ludzie poczucie humoru! ;) BBM

    OdpowiedzUsuń
  8. Salami które jest jadalne, to oryginalne węgierskie z naturalna pleśnią zewnątrz. Ono się rozpływa w ustach. Lubie sobie kupić raz na jakiś czas kilka plasterków cieniutkich jak listki. Wszelkie inne udają salami i nie powinny mieć prawa nosić tej nazwy. One mają tyle wspólnego z salami co nic. Wędliny w tzw tańszych sklepach, wogóle nie biorę do ręki. Nie ufam producentom. Wolę sobie kupić po kilka plasterków u mojego zaprzyjażnionego rzeżnika w ich rodzinnym sklepiku. Mniej i lepiej w takim przypadku znaczy zdrowiej . Co do odzieży z sieciowych sklepów, to w większości są to sklepy dla młodych bardzo osób. One nie mają dużej kasy, więc kupują tanio i modnie, bez zwracania uwagi na to, czy to sztuczne czy naturalne. Czasami jednak i w H&M czy Kappall zdarzają sie ciuchy z naturalnych surowców. Dla pań wymagających i ubierających się bardziej klasycznie są sklepy z ubraniami z wełny, jedwabiu, kaszmiru, ale i ceny są tam wiadomo jakie. Kiedyś miałam okazję ubierać się w sklepie UllaPopken, ale znikneła mi z Poznania i pozostały sieciówki, gdzie można kupić odpowiednie rozmiary /czytaj duże/.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, coraz więcej kobiet, powiedziałabym nawet 90% nosi spodnie. Starsze, młode, tęgie, chude. A ja wolę spódnice i sukienki. Mam tylko 1 parę spodni (tylko na dłuższą podróż) Noszę rajstopy wiosną, latem cienkie, jesienią i zimą grube. I dobrze mi z tym. Gorzej, że znikają sklepy z materiałami. I problem gdzie kupić by dać uszyć. Spódnice gotowe rzadko nadają sie do noszenia. Brak podszewki, a jak już jest to do połowy siedzenia. Pytanie czemu to ma służyć?! Pozdrowienia - Joana

    OdpowiedzUsuń
  10. Szukam białej bluzki bawełna, dzianina, bez kołnierzyka z wycięciem większym jak t-shirt, z rękawami do łokcia lub 3/4 bez ozdób. Tako samo i czerwonej i niebieskiej. NIE MA. Na każdej jest dżet, haft, pitu-pitu.
    Nic tylko maszynę dziewiarską ustawić i z bawełny udziać.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.