piątek, 5 czerwca 2015

Sukienka z saronga

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Jakiś czas temu kupiłam w lumpeksie bawełniany kupon tkaniny w bardzo wesołe wzory. Chyba to kupon na sarong był. Pochodzi z Malezji jeśli wierzyć nadrukowi ukrytemu wśród wzorków, z panelem geometrycznego wzoru. Urzekły mnie kolory, wzór i absolutnie nieosiągalna obecnie w naszych sklepach jakość bawełnianego kretonu: gęsty, mocny, dawno u nas nie widywany. Kosztowało to może 8 złotych i na pierwszy rzut oka powinno na ciuch dla mnie wystarczyć. A że wzornictwo etniczne, no etniczne i co?
W ramach mantrowania poniedziałkowego za powodzenie operacji glejaka u przyszywanej ale jednak bratowej nie wiem nawet kiedy między praniem, sprzątaniem i gotowaniem skroiłam z tego bardzo prostą sukienkę. Tak prostą, że aż prawie prostacką: dekolt w serek, kieszenie w szwach, zaszewkę na przodzie zrobiłam tylko dlatego, że przody mi się o trzy centymetry dłuższe skroiły niż tyły, a wzór nie pozwolił na zwykłe obcięcie dołu. Dekolt i dół odszyłam bezecami (jak to się nazywa po polsku? Dalej szyję po niemiecku...), poleżało dwa dni na stole, bo musi odleżeć po skrojeniu i wczoraj w dwie godziny zeszyłam to w całość. Panel, który na sarongu byłby z przodu wylądował na plecach, jakoś mi na front nie pasował. Powstało TO:


Z bliska tkanina wydaje się wściekle szafirowa. Z daleka jest bardziej beżowa, ale to tylko wzór i mój wieczny apetyt na barwy z piekła rodem jest zaspokojony.



 Panel na tyle ponoć wyszczupla. Muszka i Kretka uczestniczą w sesji. Moje psy wiedzą, że ludzkie nogi są do głaskania psów i się nadstawiają.




 Przód w wygodnej szerokości i bez panelu nie wyszczupla, ale czy Gruba Baba nie może posiadać wygodnej, obszernej kiecy na upały? Z kieszeniami na przydasie? Kupne kiecki zwykle nie mają kieszeni.
Sąsiadka, kobieta moich gabarytów ale majętna spytała czy to jest z Max Mary bo ona tam coś podobnego za 2 tysiące widziała. No nie jest to z Max Mary. (Max Mara sprzedaje takie workowate kiecki za dwa tysiące???) Materiał choć czysto bawełniany okazał się bardzo mocny, ostatnią igłę nr 80 stępił na amen, maszyna huczała jak kombajn.




Przypomniał mi się jakiś czytany przed laty reportaż z Izraela opisujący hodowlę pomarańcz i kiwi na pustyni. Aby takie przedsięwzięcie się udało, kładziono wśród owocowych krzewów instalację nawadniającą osobno każdą roślinę. Wody potrzeba było do tego niewiele, ale każda roślina dostawała swoją porcję bezpośrednio do systemu korzeniowego. Nie zrobię sama takiej instalacji, ale od czego są butelki PET?  Ta cudem ocalała z ubiegłorocznej suszy kępka kopytnika zmartwychwstała po wkopaniu i napełnieniu tej butelki. Moja glina nie da się zwyczajnie podlać, bo wszystko z niej spływa górą. Ale taki system, choć wygląda wstrętnie może da roślinom ocalałym pożyć nieco dłużej. Nawet najpodlejszym chwastom nie chce się rosnąć w moim psogródku.




Pomysł z bluszczem zamiast trawnika jest niezły.



W miarę wypijania Żywca Bez Pianki, mleka i innych rzeczy sprzedawanych w plastikowych butelkach będę fundować kolejnym krzaczkom osobiste nawadnianie.

10 komentarzy:

  1. Ceny w sklepach oszalały dlatego nie należy w nich kupować a przynajmniej ja nie kupuję. Fajne rzeczy są w SH a od czego własne zdolności? Kieca fajna a do tego własnoręcznie uszyta więc warta więcej niż 2 tys.- jest bezcenna :) Pomysł na nawadnianie boski- na pewno wykorzystam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sukienka wygląda świetnie. I w dodatku fajna kolorystyka. Najważniejsze to dobry pomysł. Też często korzystam z SH ... przynajmniej mam coś innego ...
    Ale fajnie wymyślone z tym nawadnianiem.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kieszenie w szwach to juz taka szkola jazdy dla mnie, ze sie w glowie kreci o_O
    Zgrabny ciuszek wyczarowalas. Faktycznie, ten tyl z przodu troche dziwnie by wygladal, a nawet byc moze taniej ;)
    Prosze uwazaj z bluszczem, gdy zacznie kwitnac- kwitnie ponoc taki nigdy nie obcinyny- owoce sa trujace dla psów, a ponoc psom smakuja. Uswiadomilo mnie tutejsze towarzystwo opieki nad zwierzetami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę uważać, ale wystarczy, że nie dam nawozu z potasem i nie zakwitnie, bo niby skąd bez potasu mu się kwitnienie włączy? A jak zakwitnie to go wykastruję natychmiast z owocków trujących.

      Usuń
    2. Ja mam od zawsze taki bluszcz na ścianie domu, na całej ścianie domu, aż po dach. Kwitnie co roku jesienią (!), a owoce walają się na chodniku pod domem przez całą wiosnę. Nigdy nie nawożony, ani nijak inaczej pielęgnowany, korzenie pod płytkami chodnikowymi. Pies owoców nie rusza.

      Usuń
  4. Myślałam, że to kąśliwy komentarz, ale sprawdziłam co u Ciebie. Nie ma co głaskać monitora i oglądać filmików o psim recyklingu. Marsz do schronu po kogosia potrzebującego na czterech. Zaraz wakacje, więc będzie w czym wybierać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak operacja? Śledzę bloga, trzymam kciuki i żadnych wieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Operacja udana, pacjentka żyje, mówi, chodzi ale to i owo chwilowo z głowy wypadło. Wszystko wróci, ale ileż teraz jest nowych wrażeń. Znienawidzony dawniej FischMac okazał się pyszny. Frytki też. Imiona własne gdzieś uleciały, ale powoli wracają, liczebniki też. Powrót odbywa się w tempie kosmicznym. Tylko głowa boli.

      Usuń
    2. Zdrowia! Bardzo kibicuję!

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.