środa, 5 grudnia 2012

Gdzie są moje szydełka?

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


Niedawno zrobiłam sobie porządek w robótkowych szargałach.
Skądinąd bardzo przyzwoicie go zrobiłam i dokładnie wiem, gdzie co jest.
Dziś się okazało, że wiem sporo, ale gdzie są szydełka, nie wiedziałam. Pamiętałam tylko, że dwa cieniutkie umieściłam z koralikami. Ale gdzie wetknęłam resztę - nie. A ponieważ szło o zakończenie bardzo ciepłej i na już potrzebnej czapki zaczęłam metodycznie przeszukiwać moje włości.
Raz, drugi, trzeci.m I NIC.
I mimo późnej pory postanowiłam te szydełka jednak odnaleźć. Pomagałam sobie głośno klnąc jak jakiś szewc. Przekopywałam się jak kret przez skrzynie, półki, pudełka i worki. Wszelkimi słowami brzydkimi we wszystkich znanych językach rzucałam obficie. I pierwszy raz od lat wściekłam się tak, że mało nie pękłam. Była i śmiesznie czerwona twarz, i wrzaski i niemoc i prawie się ze złości popłakałam. A Pan Mąż uradowany stał sobie i patrzył i twierdził, że się cieszy, bo znów człowiek się zrobił z zastupaczonego robota; taki człowiek, co jak coś zgubi i nie może znaleźć to klnie, szuka i jest śmieszny i normalny jak człowiek. A nie chłodno spokojny i niewzruszony jak głaz.

Szydełka się znalazły, były starannie zapakowane i zamknięte wraz z jakimś rodzajem wełny na solidną, nieprzezroczystą pokrywkę, żeby się nie zakurzyły. Zaraz schowam je tam, gdzie całe lata siedziały i gdzie jak po sznurze szoruję, gdy są mi potrzebne, czyli w koszyku z podręcznymi robótkami.

A z czego się cieszy Pan Mąż (i ja też)? Antydepresanty prasują uczucia na gładko.Wszystkie uczucia. Owszem, pozwolą się rozgniewać, obrazić, ale dopiero w 24 godziny po zdarzeniu. Czyli wtedy, gdy normalny człowiek o sprawie zapomina. Po cholerę się pieklić o niewyrzucone śmiecie na drugi dzień? Co gorsza to samo dotyczy cieszenia się, zainteresowania, radości, miłości i wszystkich ich odcieni dodających życiu smaku. Nie łykam ich od lipca i uczucia wróciły.
Pan Mąż się cieszy, bo odzyskuje swoją żonę. Ja się cieszę, bo znów mam siebie dla siebie. I znów, jak dawniej potrafię się zdrowo wściec.
Jak dobrze!

14 komentarzy:

  1. Jak ty pięknie i prosto umiesz powiedzieć o sprawach trudnych i ciężkich.
    Ja moje ogłupiacze odstawiłam miesiąc temu. Choć odzyskałam uczucia, to ciągle mam wyrzuty, że ciążę moim bliskim. Ciążę moimi humorami, gniewem i "burriten nieszczęścia". Ale faktycznie ja to ja- rzucająca szczotkami i butami. Klnąca i płacząca na wzruszających książkach. Chcę wiedzieć jaka jestem!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak Agata, dobry wkurw to jest to. Dobrze jest się wściec. Mnie trudno z równowagi wytrącić. Latami niczym mnich buddyjski ćwiczyłam cierpliwość. Jak czegoś szukam bezskutecznie, to na koniec wzywam Św. Antoniego na pomoc, i pomaga ha, ha ale muszę już być zdesperowana i muszą mi łapy opadać od bezsilności poszukiwań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święty Antoni jest faktycznie skuteczny niebywale, ale do takich głupot jak szydełka trudno świętego wzywać. Tu trzeba było znaleźć osobiście. Już się wystraszyłam, że dopada mnie ten Niemiec, co kapcie kradnie.

      Usuń
  3. A moze to Tomek zatrynil szydelka, zeby sprawdzic stan Twojego ciala-umyslu! Ja przez przypadek znalazlam szydelka - TEZ! - (przekonana, ze leza luzem w szufladzie j ednej takiej) - po prostu przestawialam pudelka ladne na polce i jedno bylo dziwnie ciezkie, hrehreher ale bym miala jakby mnie naszlo na szydelkowanie! rhehrehrh.

    Idzie ku dobremu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, to nie Tomek, sama zakitrałam je w to dziwne miejsce. I pamiętałam, że zakitrałam, tylko nie pamiętałam gdzie!

      Od lat się tak strasznie nie wściekłam, sąsiedzi musieli mieć ubaw.

      Usuń
    2. A jak tak sie werbalnie wsciekasz (bo zakladam, z enie rzucasz przedmiotami) to czy znecasz sie nad tym czyms, ze go diabl przykryl ogonem czy sobie wymyslasz - ja zawsze sobie i bardzo kwieciscie (choc nie wulgarnie, bo damie nie przystoi damie wymyslac od lachmyt i takich tam), zazwyczaj ma to cos wspolnego z farbowanymi lisami i tepymi starymi babami bez mozgu :P

      Usuń
    3. Bezosobowo, głośno i naprawdę wstrętnie. Nie jak lady, a jak baba z gminu. I rzadko mi się słówka powtarzają. Miałam kiedyś kolegę, który przez kwadrans potrafił słać wiązanki tak pięknie i piętrowe, że to była sztuka nad sztukami. I się nauczyłam tego i owego. Czasem się przydaje.

      Usuń
  4. Ja kiedyś w przeprowadzce wzorowo zapakowałam wszyściutke końcowki Knit Pro, że po rozpakowaniu za nic nie mogłam ich znaleźć. Minę miałam nietęgą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczęściara! Odstawiłaś ogłupiacze i odzyskałaś siebie! Niestety zanim się zorientowałam że choleryka można wytresować na "równe" emocjonalnie cóś już tym cósiem się stałam. Tego stanu nie da się odstawić. Nie mogę znaleźć to owszem nagadam tej babie co ją w lustrze widuję ale na spokojnie. Na zimno! Ciesz się Gackowa jak diabli. A Pana Męża przytul od siebie i ode mnie za to że jest taki jaki jest.
    Ciepło pozdrawiam. Mamaczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj sobie pól roku i troszkę i wróci, wróci, niech ten hipokamp do poprzedniego stanu wróci to i charakter dawny się przypomni.
      Bardziej mnie cieszy fakt "nieuprasowanych" emocji pozytywnych. Na tabsach nie ma dzikich złości, ale radości, takiej wszechogarniającej, takiej "z brzucha" też nie ma. Ani szczerego zachwytu nad dajmy na to wróblem.

      Usuń
    2. Gackowa,
      nie bez powodu prosiłam o przytulenie Pana Męża. Moje emocje "uprasowały" nie piguły ale ze zdumieniem wzniesione brwi, wyraz niemej dezaprobaty na twarzy, "bolesne" westchnienie. Dlatego właśnie tresowany choleryk jestem. Po 26 latach "wspólnego" życia już tego nie odkręcę. Efekt jest taki jak po pigułach. O radości takiej prosto z "brzucha" - zapomniałam! A piszę to nie po to by się wyżalić ale ku przestrodze. Chyba nie można wyciszyć tylko niemile widzianych emocji. "Bilans musi wyjść na zero".
      Pozdrawiam. Mamaczek.

      Usuń
    3. Zawsze da się zmienić męża.
      Ja zmieniłam i nie narzekam. Ten mnie nie wychowuje.

      Przecież każdy jest jakiś.

      Usuń
  6. A mnie mój mąż nakazał, bym nie chowała pod swą powściągliwością wkurwu tylko od razu wykrzyczała, bo stwierdził, że potem mnie jak durną stupor ogarnia i nijak ze mną wytrzymać, więc gary o powałę lecą regularnie, szast-prast i po sprawie. Dzięki temu całkiem nieźle się trzymamy.

    Ostatnio ze dwa razy gubiłam klucze domowe, które to ważne ze względu na klucz do skrzynki listowej i klucz do roweru zabytkowy na koło.
    Dzisiaj musiałam do Olci dzwonić czy ona nie widziała gdzieś dwóch szmat cudnych odłożonych, bo przepadły.

    I tak mniej więcej raz w tygodniu czegoś szukam, bardzo często z nerwem i zacięciem. Też tego Niemca podejrzewam.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.