piątek, 14 grudnia 2012

Siedmiu wspaniałych

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Znaczy ma być o facetach co mnie kręcą. Albo kiedyś kręcili. Czyli w intymności wchodzimy.

Otagowała mnie Ania z bloga "Sztuka oswojona", zasady są takie:

1. Wymieniamy 7 waszym zdaniem naj naj panów, nie gra roli, czy cenicie ich za piękną buźkę, czy też za jakieś inne przymioty, grunt, żeby Wam się podobał

2. Uzasadniamy przynajmniej jeden wybór, dlaczego ten, a nie inny pan. W miarę możliwości wstawiamy fotkę albo filmik.

3. Napisz, w jakiej kolejności tworzysz swoją listę Wspaniałych

4. Otaguj przynajmniej jedną osobę.

Nie jest to zadanie łatwe, bo w długim życiu dobrych egzemplarzy spotyka się mnóstwo, ale może i warto zerknąć w ten ciemny kącik.

Zatem jedziemy

1) od zawsze na zawsze The Beatles. Najpierw w całej swojej poczwórności, a później w osobie Lennona.
The Beatles wyglądali w młodości tak (klik w link)
http://www.youtube.com/watch?v=F3RYvO2X0Oo

a Lennon wyglądał z żoną tak:


A za co?  Za rewolucję w muzyce, obyczajach i modzie, za entuzjazm i profesjonalizm, za muzykę, za teksty, za rysunki, za styl.
Temu stylowi staram się być wierna. Na ile sobie mogę pozwolić. Zatem motor - buty tak, mieszkanie w Dakocie - nie.
Od trzydziestu dwóch lat mieszka w mem sercu nostalgijka malutka i straszny żal o jego śmierć.

2) Sean Connery,  w czasach Bonda bardzo ale to bardzo przypominał mojego tatę. I jako że tata był w świecie a zdjęć wiele nie zostawił, to czasem sobie w Iluzjonie szłam na Bonda z tatą pogadać. Tata robił w podobnej firmie jak Bond, wiec miało to ciut sensu. Szyk i styl też miał podobne, tylko gadgety inne. Z wiekiem Sean zrobił się ładniejszy, a tata brzydszy. To już zdecydowanie Seana wolałam oglądać.


3) Robert Redford w wydaniu z Żądła lub z Butch Cassidy i Sundance Kid. Atrakcyjności dodawał mu oczywiście Paul Newman. Co za para ciasteczek! W Jeremiachu Johnsonie też było na co popatrzeć i w Trzech Dniach Kondora


A potem mi wychłódło, bo się zrobił stare pudło! I jak go zaczęto przez pończochę/glicerynę  filmować  i się okazało, że jest mojego wzrostu to mi odeszło.
Tak patrzę na zdjęcie i widzę, ze Mąż nr 1 całkiem w redfordowym typie był. Odmówić mu tego nie można.

4) Albrecht Duerer. Nic mi nie przeszkadza te kilkaset lat różnicy wieku. Przez kilka lat kontemplowałam jego portret. Teraz kontempluję jego prace. Z coraz większym nabożeństwem.


5) Clint Estwood z czasów jego romansu z westernami. Jako Brudny Harry już mi nie leżał. Strasznie mnie kręciły te długie nogi w wąskich dżinsach. No istny Roland z Gilead.


6) David Morse:gra zwykle dużych, spokojnych, wesołych ludzi. W Zielonej Mili - cudny. Nie jest to bardzo popularny aktor, ale porusza we mnie jakąś cienką strunkę. I głos ma miły.

7) Moja ostatnia i najważniejsza postać.
    Pan Mąż.



Kręci mnie nieustająco, mądry jest bardzo, nogi długie w wąskich dżinsach prezentuje, brzucha nie zapuszcza i jest dostępny tu i teraz, a nie 400 lat temu. Potrafi mówić zmysłowym basem, zawsze pięknie pachnie, doskonale się ubiera i jest zrobiony cały akurat dla mnie. I razem ze mną robi się coraz starszy, wiec pasuje wciąż a nie tylko w 1995 dajmy na to.
Ostatnio podoba mi się coraz bardziej.
I bardziej.
I bardziej.
I chyba już tak mi zostanie.
Ku mojej wielkiej radości.
Jak czasem na niego patrzę, to się zastanawiam, czy w kinie nie jestem i czy seans się zaraz nie skończy. Ale skoro 17 lat razem, a seans trwa, to jeszcze chwilę przecież potrwa.

I teraz powinnam kogoś wyrwać do tablicy.
Ale nie mam śmiałości.

Wiem!
Rozelko, do odpowiedzi, kto Cię kręci????

7 komentarzy:

  1. z Clintem mam identyczne skojarzenia :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za takimi zabawami blogowymi. Zwykle nie podejmuję pałeczki. Ciebie bardzo lubię, zatem odpowiem u Ciebie, a Ty wytypuj kogoś oficjalnego, kto będzie potrafił wkleić zdjęcia na bloga z sieci. Wstyd na piątkę, ja tego nie potrafię.
    Ale do rzeczy, mnie kręciły brzydale. Najwcześniej była fascynacja Czeslawem Niemenem. Póżniej najróżniejsi panowie, zwykle zawsze bardzo brzydcy z duzym zgarbionym nochalem i sylwetka przypominającą grużlika na przepustce. Ładni nie byli z mojej bajki. Ostatnio bardzo mi się podobał Adrien Brody kiedy grał w Pianiscie. Póżniej przytył i niestety utracił urok jak dla mnie. Podobnie jak Ciebie, mnie również fascynuje mój własny mąż. Spełnia kryteria, chociaż ostatnio troszkę w pasie przybrał. Niezmiennie mam do niego słabość i to od 40-tu lat dziwne prawda ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawa zaliczona, fajnie, że jest nas dwie co własnych mężów lubią.
      I to jak lubią :-)))

      Usuń
  3. No uff, przynajmniej ostatni trafił Ci się krajowy, a nie zagraniczny...
    ulach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie mi miłe, czy mam opisywać, że cudzy mężowie mi się podobają?
      No własny mi się podoba, lokalny.

      Usuń
    2. A jak pięknie opisałaś Tego Ostatniego:)
      To mi się naj, naj najbardziej podoba: I razem ze mną robi się coraz starszy, wiec pasuje wciąż:) Fajnie

      Usuń
    3. Kenneth Brannagh jest bardzo bardzo na ekranie. A w domu Pan Mąż jest bardzo, bardziej, najbardziej.
      No farta mam i już, choć w totka nie wygrywam.
      Ale jak nad tym pomyśleć, to my sobie takie życie zrobiliśmy, i nikt nam nic nie dał. Trzeba było we własne ręce los wziąć, powiedzieć bliźnim, że to nie ich sprawa, żeby się odwalili.
      A potem obficie biorąc ze sztuki kompromisu zrobić życie.
      Trzeba to było robić szybko, bo dziecko miało niemal 10 lat.
      I hula do dziś, i to jak!

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.