niedziela, 2 grudnia 2012

Wiele jesiennych twarzy

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Aż mi się nie chce wierzyć, że jeszcze niedawno zastanawiałam się ponuro nad sensem życia.
Ta lampa to jednak jest wynalazek epokowy.
A poczucie bezsensu egzystencji tonie w gorączkowej działalności oblanej białym, dziennym światłem.
Bo proszę państwa jest jednak wiele rzeczy do zrobienia. Ot, choćby kostium aniołka, który będzie mi potrzebny przez niemal cały grudzień.
Lokalnemu Świętemu Mikołajowi wykruszyła się bowiem z zespołu Śnieżynka. I Mikołaj zaproponował mi współpracę. Charytatywnie i bezpłatnie rzecz jasna, za to w wielu potrzebnych i smutnych na ogół placówkach, w szpitalach, w zakładach opiekuńczych i w kilku całkiem zwykłych szkołach. Kto Mikołaja zaprosi, ten nas ugości.
Na Śnieżynkę to ja nie bardzo, jakby takie Śnieżynki z nieba leciały, to nikt by się żywy nie ostał, ale przyobleczona w anielskie giezełko, z futrzanymi skrzydełkami i aureolką wyglądam bardzo dostojnie.
Szata jeszcze nie jest gotowa, muszę ją obszyć wściekle kolorowymi cekinami. Na szczęście przed skrojeniem szatki zmierzyłam się dokładnie tu i tam. I dobrze zrobiłam. Zdaniem tabel z Burdy jestem doprawdy ogromna. Dzięki centymetrowi w strategicznych miejscach giezełko leży doskonale i się nie opina na anielskich krągłościach.
Myślę, że okrągły, błyszczący Aniołek ze strusimi piórkami wmontowanymi w kosmatą perukę, w opadających, grubych skarpetach i z aureolką, prowadzący na smyczy udekorowane psy, stanowiące zaprzęg Świętego Mikołaja rozśmieszy niejedno dziecko.
Wraz ze Świętym montowałam dziś przebranie dla Kretki. Darujemy jej reniferowe rogi, bo sukienka peszy ją dostatecznie.



Muszka na występy wśród dzieci się nie nadaje. Zostanie zatem w domu. Alicja zgodziła się jej potowarzyszyć w te dni, gdy wypady będą dłuższe.

Nie samą pracą żyją Aniołki, zatem w andrzejki bawiliśmy się do rana w Quick Steaku. Przebrani mieli 20% rabatu, grzech się nie przebrać. Przemontowałam trochę kostium Hogaty, zrezygnowałam z zielonego makijażu i niegłupio zrobiłam. Pan Mąż twierdzi, że trochę jak Slash z Guns N Roses wyglądam na poniższym zdjęciu. Widać, że ręce jeszcze co nieco pamiętają.



A to Pan Mąż osobiście w roli bliżej niezidentyfikowanego rockmana. Miał niezwykłe powodzenie i podobał mi się tak, że chyba czasem na co dzień ustroję go w te włoski. Zaczynam rozumieć, co kręci facetów w długich włosach.

I jeszcze jedno wcielenie knajpiane, tym razem w sprytnej czapeczce Pana Męża:


Jak już zaczniemy z Mikołajem nasze podróże z pastorałem, wózkiem zaprzężonym w Teklę i Kretkę, choinką i  workami misiów - przytulanek, to się niewątpliwie pochwalę.

14 komentarzy:

  1. Pan Mąż z oburzeniem przyjął sugestię, że wyglądał jak bliżej niezidentyfikowany rockman, jego zdaniem był identyczny z Alice Cooperem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makijażu wyjściowego (scenicznego) brak ;-)
      Fajnie, że mieliście dobra zabawę :-D

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem Twojej inwencji twórczej, chociaż nie powinnam już dawno być, bo poznałam już jak potrafisz być kreatywna.
    Na widok Kretki w tym pomarańczowym pięknym ubranku, sama papa się śmieje. Dzieciaki będą szczęśliwe jak ujrzą Mikołaja , Śnieżynkę i tego Kretko-renka :)

    Ja tam nie wiem, do kogo jesteście podobni, widzę ludzi świetnie bawiących się i o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. tylko Kretunia ma minę taką "oj Mamo, weź, dzieci się będą ze mnie śmiać"

    OdpowiedzUsuń
  4. chciałabym nadmienić, że Alicja Kuper zwykle chadza umalowana ;-P
    ślicznie wyglądacie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Mąż chadza umalowany jedynie w TV i jak z niej wybiegnie bez demakijażu. Kiedyś w takim stanie poszli z przyjacielem na piwo i publika była bardzo ubawiona.
      Innym razem błagał o pomoc prezydencką makijażystkę, jak mu już make up do oczu spływał. Wciąż nie nauczył się sztuki noszenia chusteczek do demakijażu na wywiady.
      bez malunku też jest śliczny.

      Usuń
    2. ja bym sklonowała i wysłała klona do Pułtuska :-D
      strasznie się cieszę Waszym szczęściem. ech, może ja też kiedyś spotkam takiego fajnego faceta?
      co do malunków, no tak, raz jeden mnie baba do zdjęć malowała, bez spodziewanego efektu, za to z uczuleniem post factum :-/ błeee...
      uściskuję mooooooooooocno!

      Usuń
  5. A ja proszę o odpowiedź co to za lampa?

    OdpowiedzUsuń
  6. Lampa antydepresyjna Beurer, ma dwie jarzeniówki po 36 Watów każda i daje 10 000 luxów z odległości 20 cm. Na allegro dostępna.
    Cudnie się przy niej czyta, szyje, haftuje, maluje, żarówka 100 świeci przy niej nikło. Ma widmo dziennego światła i kolory są OK. No i napęd życiowy wraca biegusiem w ponure, pochmurne dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo wielkie dzięki za odpowiedź, muszę tylko jeszcze sprawdzić czy jej używanie jest dozwolone przy fotodermatozie.

      Usuń
  7. To dobra rzecz taka lampa, trzeba polecać. Wyglądaliście wspaniale i widać, że świetnie się bawiliście. Ciekawa jestem jak Kretunia się sprawdzi w psim zaprzęgu. Na razie minę ma nietęgą...

    OdpowiedzUsuń
  8. Czym częściej czytam tym bardziej lampy zazdraszczam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki piekny pomysl z tym zaprzegiem! Na pewno wyczaruje wielu dzieciom usmiech na twarzy :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Agatko - serce rośnie! Cudni jesteście!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.