niedziela, 10 listopada 2013

Psie życie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


Po wielu miesiącach cierpień a to na to, a to na tamto Kretka znów jest jak nowa.
Okulistyczne leczenie działa i psie oczy zrobiły się znów gładkie i przezroczyste. Rano i wieczorem pakuję do każdego oka odrobinę cholernie drogiej maści. Pies na zabieg przychodzi w podskokach. Krople też daje sobie do oczu wpuszczać bez awantury - podstawia cierpliwie prawe i lewe oko i nie ma nic na przeciwko.
Kretkowe wrzody rogówki biorą się z wysuszenia oka. Suche oko dokucza i mnie i zawsze mam jakieś nawilżające krople. Zatem skończywszy tę kurację będę psa kilka razy dziennie traktować jakimiś sztucznymi łzami. Sztuczne łzy są tanie a cyklosporyna A droga. No i zapobiegnę tym samym bolesnemu schorzeniu.
Kubraczki, kombinezony i ludzki preparat z glukozaminą i chondroityną też swoje zrobiły. Kretka biega i skacze jakby nigdy żaden kręgosłup jej nie dokuczał. Piesek jak nowy! Ponoć leki weterynaryjne mają lepszą dostępność biologiczną - tak mi vet w głowę kładł - ale doświadczalnie stwierdzam, że ludzki preparat działa lepiej. I jest o niebo tańszy, choć nie tak smaczny jak psi syropek. Połowę tabletki trzeba codziennie w paszczę wrzucać i popychać palcem w różową gardziel nie zwracając uwagi na zębiska. Podobno z boku ta procedura wygląda dość ryzykownie. I tym sposobem Trocoxil na razie nie jest potrzebny.
Na zdjęciach Kretka dokazuje ze swoją koleżanką Teklą. Problemem jagdteriera, pracoholika bezmiernego, jest to, że puszczony wolno ze smyczy na dworze natychmiast jest w pracy. A jak jest w pracy, to bawić się nie może. Kretka bawi się z Teklą w domu albo jak jest na smyczy. A bez smyczy i nie w domu będzie kopać mnie w tyłek żądając tupania i pohukiwania, będzie żebrała o piłeczkę i kopała w ziemi wielkie dziury.
Muszka też już czasem umie się bawić. Jednak nie lubi odstępstw od rutyny ani silników spalinowych. Dziś odwiedziła nas Zazulka i wszystkie psy razem wyszły na dwór. Muszka przy pierwszej okazji skręciła ze spacerowej trasy i uciekła. Uciekła do domu. Pan Mąż klasnął w ręce w ogródku i zabrał ją zza płotu do mieszkania. Tym razem Muszka spacer odbyła na smyczy.
Mój malutki piesek na dźwięk kosiarki do trawy, motocykla albo odkurzacza do liści staje się straszliwym brytanem z ząbeczkami na wierzchu. Nasz gospodarz domu śmieje się z tego i się pieska nie boi, ale jego kolega po fachu z drugiej strony osiedla jakby coraz bardziej krzywo patrzy na Muszkę. 
Powstał nowy poranny rytuał. Rano budzę się, a Muszka leży mi na nogach. Wystarczy odchylić kołdrę i cmoknąć i puchata kula wtula mi się w ramiona. Muszka jest w dotyku absolutnie rozkoszna. Taka przyjemność jeszcze przed kawą!

Przez ostatnie piętnaście lat właściwie nie kontaktowałam się z rodziną mojego ojca. Nie miałam siły. Ostatnio jednak mój brat coraz częściej o nich napomykał, nienatrętnie zachęcał, przetarł szlak, a i czas zrobił pewnie swoje. Przetrawiłam żałobę po wszystkich  starych i młodych najbliższych i zaczęłam się łamać.
Przecież ja się boję tylko Baby Jagi i ciemnej szafy, ale cioci mam się bać? Drżeć ze strachu przed spotkaniem stryjka? Pocić się na myśl o ciotecznej siostrze? Po kilku dniach drżączki i trzęsionki zadzwoniłam do stryjka. Ucieszył się. Spotkamy się niebawem i pogadamy o hafcie krzyżykowym. Pojechałam do cioci. Niedaleko, tylko trzy przystanki metrem pod same drzwi. Chyba nadużyłam jej gościnności, ale naprawdę się stęskniłam.
I żyję!

18 komentarzy:

  1. Bardzo milo mi bylo czytac, ze Kretka znowu na nózkach, a oczy jej duzo mniej dokuczaja. Ach te nasze zwierzeta, czlowiek martwi sie bardziej niz o samego siebie, gdy cos im sie dzieje ze zdrowiem, bo czlek sam wie, co mu jest i sam popróbuje sie wylekowac, a zwierze na czlowieka zdane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One są dziećmi zastępczymi. A czasem i zastępczą resztą rodziny, to się dba, a do ich lekarza dzwoni się częściej niż do swojego.

      Usuń
  2. Wypisałam się z rodziny, a życie nieubłagane jest, szykuje mi spotkanie w sprawach spadkowych po dziadkach.... na pismo czekam, poczytam, może uda się nie jechać, jakimś oświadczeniem wykręcić... I żeby nie było, nie wojuję, już tylko nie mam siły.
    Zdjęcia psie cudne.
    Ja mojemu Kropkowi sprawiłam za małe posłanie i teraz tak kombinuję, może by jakiegoś malucha do tego posłania skombinować? :-) A Kropkowi nowe, większe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, spotkaj się i najwyżej się zgadzaj na wszystko. Ile to postępowanie będzie trwało jak się będziesz wykręcać.
      A towarzystwo Kropkowi sprawić warto zawsze. Dopiero dwa psy są szczęśliwe. Kropek też niech ma z kim pogadać.

      Usuń
    2. Dwa już mam (wilczurka i kundel), z trzecim kombinuję i nie wiem, czy młody powinien być czy może dorosły. No, i żeby taki mały zawsze był :-)

      Usuń
    3. Dorosły jest tak samo fajny jak hodowany od dziecka, tyle, że upierdliwości wieku dziecięcego odpadają. Takie maluchy gotowe znajdziesz na FB na Mikropsy do Adopcji. Jest tego bractwa masa, niektóre bardzo piękne, w wieku dowolnym i zawsze będą malutkie.

      Usuń
  3. Brawo! zrobiłaś krok na przód :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwi doczytali do końca :-), prosto nie było.

      Usuń
  4. Odwiedzam Cię od jakiegoś czasu :) Przyszłam od Kankanki :) I od razu mam pytanie :) (jeśli można) Jaki lek stosujesz teraz u Kretki ? Mam 8-letnią, czarniutką cocer spanielkę, która również ma problemy z kręgosłupem i stawami. Właśnie skończyłam jej stosowanie weterynaryjnego specyfiku. I nie widzę wcale poprawy po ponad rocznym stosowaniu. Wiem, że sporo jest leków ludzkich z glukozaminą, ale jak przetestowałaś, to może nie ma sensu, bym eksperymentowała, i skorzystała z Twego doświadczenia. Ja swojej daję jeszcze specjalistyczną karmę JOSERA BALANS LIGHT & SENIOR (w Krakvecie 15kg za ~ 150zł).
    I z innej "beczki" - dałaś mi do myślenie (ostatni-rodzinny akapit posta). Też mam podobnego "mola". Proste to nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę tu nic reklamować. jest tych preparatów masa. W składzie ma być glukozamina i chondroityna. Kolagen też nie zaszkodzi. Dzienna dawka na człowieka liczona jest na 70 kilo. Ja zawsze szukam czegoś w tabletkach i żeby było zalecenie "2 tabletki dziennie", bo wtedy 1 tabletka jest na 35 kilo wagi, a pół tabletki pi razy oko pasuje dla Kretki. Trzeba szukać czegoś, co się da dopasować do wagi psa.

      Usuń
    2. Kontakty rodzinne to bardzo niebezpieczny teren. Można w sekundę na minie wylecieć. I jak się w tym uczestniczy całe życie bez przerwy, to jakoś się układa. Ale wieloletnie przerwy powodują niekompatybilność. Nie wiadomo, z kim się właściwie rozmawia, na czym się można wywalić. Jak na razie jestem jeszcze pionowo.

      Usuń
    3. Właśnie, istotniejsze jest dawkowanie. Chyba bardziej o to mi chodziło. Teraz wiem na czym stoję :) Dzięki :)

      Usuń
  5. Psu lekarstwa nigdy jeszcze nie dawałam, bo nie miałam psa (ale będę miała na emeryturze). Doszłam za to duże wprawy z kotem. Leczenie zwierzaka to jednak koszmar!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmarne jest tylko płacenie rachunków u veta. Ani z dzieckiem, ani ze zwierzakami nie miałam kłopotu z podawaniem leków. One nie są głupie i nieprzejednana postawa Pańci przekonuje futrzaka do łykania, podstawiania i okazywania czego trzeba :-)

      Usuń
  6. Ja też odświeżyłam kontakty z rodziną taty i bardzo się z tego powodu cieszę, mam fajne kuzynki, ale i cioteczki też :)

    Co do przytulania psa... Nie wiem, co za cholera we mnie siedzi, nie jestem w stanie! Psia sierść tak strasznie mi śmierdzi, że nie mogę, mam odruch wymiotny :( Przykre to, ale chyba nie ma na to rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to, że śmierdzi nie ma rady. Moje panie są czyste, regularnie kąpane ale i tak bezbłędnie poznaję po zapachu, która aktualnie siedzi obok mnie. Czuję ich zapach, ale nie jest on mi obrzydliwy. Kretka ma ostrzejszy, Muszka słodszy.Ja pewnie im też jakoś pachnę.

      Usuń
  7. Przypomniałaś mi, jak po latach braku kontaktów chciałam odwiedzić wujostwo. Nie zdążyłam... i siedzi mi to w pamięci jak cierń. BBM

    OdpowiedzUsuń
  8. oj znam te siódme poty na mysl o spotkaniu z"rodziną"...

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.