piątek, 1 listopada 2013

Ze sztambucha kamieniarza

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Cmentarne peregrynacje za nami. 
Po raz pierwszy Pan Mąż zgubił się na cmentarzu na Węglowej Wólce. Bywalcy małych, lokalnych cmentarzy nie mają pojęcia jak wielkie potrafią być cmentarze komunalne. I jak się z roku na rok zmieniają.
Do grobu jego babci trzeba iść ze dwa kilometry albo i lepiej, droga jest w zasadzie prosta, ale od osiemnastu lat - bo tyle  lat już z nim tam chodzę - zawsze startował ze ściśle określonego punktu: od bramy głównej. Tym razem zaparkował pod inną bramą, nasyczał na mnie i nawarczał, że już nie da się pojechać tam, gdzie zawsze i się zgubił. Nawet przez chwilę był w rozpaczy.
Dobrze, że mam kompas na wyposażeniu w głowie zamontowany na stałe i jakoś grób się znalazł. Tym razem zanotowaliśmy oboje numer kwatery w notatnikach w telefonach.

Na Powązkach było jak zwykle spokojnie, ale zauważyłam nowy trend w kamieniarstwie nagrobnym. Gdzieś z boku czarnej, marmurowej lub granitowej płyty z małych mosiężnych literek ułożona jest podniosła sentencja. Ma taka sentencja ze dwie linijki tekstu. Dla kamieniarzy taka moda to złoty interes, wszak każda literka i jej zamontowanie to strumień złotówek. Tyle, że kamieniarze powinni sobie założyć jakieś sztambuchy z tymi sentencjami, bo na razie chyba te wierszyki są przechowywane na luźnych kartkach w warsztacie, z nagrobka na nagrobek literki się troszkę zmieniają, choć widać że dla całego rzędu czarnych grobowców w okolicy Pomnika Smoleńskiego źródłem natchnienia musiał być jakiś wiersz. Tyle że każdy wykonawca coś w nim po trochu zmieniał (może literek poszczególnych brakowało?). Efekt jest… niezwykły. Przypomina to trochę pamiętnik ze szkoły podstawowej z wpisami ku pamięci. Niby wszystkie wpisy takie same, ale jednak nie całkiem.

A dziś na cmentarzu przy Wałbrzyskiej zobaczyłam, jak będę wyglądać za sześć, siedem i ewentualnie jak dożyję za dwadzieścia kilka lat. Spotkałam tam spore stadko ciotek i kuzynek z którymi dzielę rysy twarzy. Sama bym ich nie zauważyła, widujemy się rzadko i nieregularnie - zwykle z okazji pogrzebów i Zaduszek - ale Misia widząc te osoby trzeci raz w życiu i to z daleka nie miała wątpliwości, z kim ma do czynienia. Pokrewieństwo mamy wypisane na twarzach. Wymieniłyśmy rytualne uściski i to by było na tyle.

Nasi zmarli mają zapalone znicze. 


5 komentarzy:

  1. Nawet na małym cmentarzu zalanym światłami palących się zniczy można stracić orientację.
    Cmentarze bardzo się rozrastają. BBM

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobienstwo do rodziny nie jest zle, przynajmniej ma sie te pewnosc, ze nie jest sie adoptowanym- chyba kazdy przezyl taki podejrzliwy koszmarek w szczeniecym wieku? ;)
    A u nas takiego rodzinnego spedu nie ma. Wszystkich Swietych zreszta teuz nie, bo jestesmy landem ewangelickim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam szans na takie podejrzenia: twarz jak u wszystkich kuzynek - do dziś nic się nie zmieniło. Ręce i stopy takoż. Nawet dziecko widziało podobieństwo.
      Ponieważ jestem antyspędowa, to wszystkie cmentarze poza tym najbliższym, kwadrans spacerkiem od domu objechaliśmy wcześniej.

      Usuń
  3. Ha, ha masz słuszne spostrzeżenia, że te sentencje domorośli połeci przerabiają sobie jak im tam w głowach lepiej zabrzmi, bardziej wzniośle i patetycznie jak sądzę.
    Z tą przynależnością genetyczną do krewniaków, to też trafne spostrzeżenie. Ostatnio spoglądałam na pogrzebie siostry mojej mamy, na żyjących jeszcze krewniaków mamy, czyli braci i kuzynów. W tym również i moich kuzynek i kuzynów. NIe da się ukryć, że podobieństwo jest. W rodzinie mojej mamy występują piękne proste i niezbyt duże nosy u kobiet, u mężczyzn spora głowa i las włosów, dosłownie gąszcz. Moi synowie to odziedziczyli ;)
    Gacku zazroszczę Ci, że możesz sie wybrac na Powązki, mnie się marzy spacer po Starych Powązkach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię cmentarze, a stare w szczególności. Spędy rodzinne uwielbiam, pod jednym tylko warunkiem, a mianowicie, że nie muszę gotować i gościć :) Niestety, nigdy się nie spotykamy w naprawdę szerokim gronie.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.