środa, 18 grudnia 2013

A co ze Świętami?

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Rozbijamy się z Kretką w towarzystwie Świętego Mikołaja coraz intensywniej. Kalendarz pełniutki, wczoraj cały dzień był zajęty, jutro Pogotowie Opiekuńcze, w piątek od skowronka do żaby robimy, w sobotę też kilka godzin ucieknie. Zrozpaczona Muszka siedzi sama w domu i nie rozumie ani trochę, co się dzieje. Rozumie, że jest inaczej niż zwykle i bardzo jej przykro. Ale nie ma Muszka ani trochę daru potrzebnego do takich peregrynacji.
Dziś czwarte urodziny Kacperka uczulonego na psa bardzo, więc dziewczynki posiedzą sama cały wieczór. Tradycyjne roboty przedświąteczne upycham kopytkiem pomiędzy aniołowaniem. 
Meble już przebrane w zimowe pokrowce, okien nie umyję, bo nie ma kiedy, odkurzacz mało nie skonał na zatkanie. Ale dał radę. Dziś wykorzystałam Pana Męża i z grubsza aprowizację ogarnęliśmy, sama bym z bazarku tego nie przywlekła, bo na obie nogi okulałam. Nawet mi kazali na cito robić dopplera, ale nie mam żadnych strasznych chorób, tylko kurcz trwający od miesiąca i siniaki na brzuchu od heparyny przepisanej na wszelki wypadek. Zastrzyki zrobiłam sobie sama, bo skoro i tak prędzej czy później (sądząc po rodzinnym wywiadzie) dostanę insulinę, to nie ma się co opitalać i biegać z podskórnym zastrzykiem do pielęgniarek. Druga noga tradycyjnie nie działa z powodu zwyrodnień, które jak powiedział mi fizjoterapeuta, z wiekiem będą się jedynie nasilać. Zaopatrzona w składaną laskę poruszam się dość sprawnie, ale z laską i dwoma psami nie jestem w stanie ciągnąć jeszcze rolls royce'a z bazarku.
Zatem sery, wędliny, włoszczyzny, kartofle, buraki, woda mineralna i dwie tłuste Stollen już w domu.
Poskakałam sobie po stołkach aby zapędzić w jedno miejsce półmiski, które przez cały rok rozlazły się po szafkach, zlokalizowałam z piętnaście opakowań worków do lodu - Pan Mąż uważa, że przygotowania do świąt obejmuje kupno owych worków, a potem i tak kupuje lód do ulubionego napoju na Statoilu; wyrzuciłam z lodówek masę słoików z resztkami nieokreślonych substancji, załadowałam spiżarnię nowymi słoikami ze znaną póki co zawartością, wyprałam kolejną partię szmacianych dywaników. Zorganizowałam również nielegalnie opłatek, bo nikt do kościoła się nie pofatyguje, ale od dawna nieżywa babcia w głowie krzyczy, że opłatek być musi. Dobrze, że nie krzyczy, że ten opłatek ma być legalny.
Karp i pstrągi w zamrażarce, jemioła na gwoździu w przedpokoju, gwiazdy betlejemskie zamiast bukietu na stole. Nie jestem pewna, czy kupię choinkę. Od kilku lat mam wrażenie, że wciąż ją ubieram i rozbieram. Przez cały rok znajduję pod dywanem jej szpilki. Na Sylwestra ma przyjść trochę ludzi, przy choince nie da się potańczyć, zajmuje pól salonu (saloniku?). Być może czubek pewnej sosny z ogródka w wielkim wazonie posłuży za choinkę. Się zobaczy.
Zmiatam puścić kolejne pranie, trzeba przede wszystkim przygotować łóżko dla Alicji, bo co jak co, ale na święta musć teściowa musi być!
Ma ktoś z czytelników dobry przepis na przepalankę? Dziadek nazywał to krupnikiem, ale w składzie była kawa, karmel i korzenie - poza spirytusem rzecz jasna. proporcje mi z głowy wyleciały.

23 komentarze:

  1. Mam przepis na krupnik :
    Do karmelu upalonego ze szklanki cukru i 2-3 łyżek wody dodaje się korzenie ( laska wanilii, 10 goździków , kawałek cynamonu, 5 ziaren ziela angielskiego, 2 liście laurowe, łyżkę skórki pomarańczowej) i po kilku minutach - 50 dkg miodu. Po zrumienieniu masy wlewa się 0,5 litra czystej wódki i zagotowuje mieszając. Trzeba uważać, żeby płyn nie wykipiał i nie zapalił się w garnku. Po zdjęciu z ognia dodaje się 0,5 litra spirytusu i przykrywa. Po ostygnięciu płyn się cedzi, zlewa do kamionkowych butelek. Przed podaniem należy go podgrzać, bo krupnik pije się na gorąco.
    Źródło: Ewa Orczykowska "Goście w domu", 1968
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gotowanie miodu w wódce to jakiś absurd. Z wódki zostanie po chwili woda. Szkoda procentów na ulotnienie.
      Zrobiłam jak pamiętałam, bez miodu, za to z mocną kawą. Może i proporcje własne, ale efekt oczekiwany. Smak dziadkowego krupniku jest osiągnięty.

      Usuń
  2. Ojej współczuję dolegliwości. Sama zmagam się z rwą kulszową. Ostatnio pomogły mi trochę leki homeopatyczne. Z pewnością cała ta bieganina przed świąteczna nie pomaga Twoim nogom.
    Co do choinki to od 2 lat po Świętach nakładamy wielki worek na nią i zostaje wyniesiona na strych. Na czas Świąt znosimy ją znowu. NIe bawiłabym się w choinki , bo zupełnie mnie to nie bawi, ale jest wnuk i musi być choinka. Pozdrawiam CIę Agata i życzę mniej bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, przy człowieku z rwą to ja jestem zdrowa jak koń. Bardzo Ci współczuję.

      Usuń
  3. Ja na razie tylko barszcz zakisiłam... a choinki nie będzie, odkąd dzieci duże, z ulgą jej nie ubieram.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po heparynie nie powinno być siniaków, radzę konsultację z medykiem. Z zasady lekarz wypisuje receptę i sama sobie pani zrobi, bo jak zrobić zastrzyk podskórny "każden wi". Pozdrawiam i życzę zdrowia Barbara wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po jednym jest siniak, po drugim nie ma. Medycy - po świętach skoro nie mam zakrzepów, magnez pomaga i córka masażystka.

      Usuń
  5. Może stroik świąteczny, jeśli wchodzi w rachubę? łatwo zutylizować, przenośny...:) A choinki sztuczne niestety nie pachną :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie stroik - już jest właściwie i bukiet gałęzi z ogródka. Żadnych choinek w tym roku. Nawąchałam się dziś prawdziwego klującego świerka w pogotowiu opiekuńczym.

      Usuń
  6. :)..trafiłam do Pani przypadkiem- z wyszukiwarki - a spędziłam masę czasu , często uśmiechając się do monitora....
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam zatem nową czytelniczkę serdecznie :-)

      Usuń
  7. Zdrowia życzę. Przy takim nawale przedświątecznych prac będzie Ci szczególnie potrzebne. A może troszkę wyluzuj, żeby oszczędzić nogi? Czy naprawdę wszystko musi być na 5+ ? :) BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wyluzowane, spokojnie. jest na absolutnym luzie, ale jednak musi być trochę świątecznie. Aniołowanie jest bardzo wyczerpujące i pouczające.

      Usuń
    2. Wyobrażam sobie. Trwam w nieustannym podziwie, tym bardziej że siebie jakoś nie widzę w podobnej akcji charytatywnej. bbm

      Usuń
  8. Jeju! A ja jeszcze nic:((( Ale w weekend nadrobię. Bo u mnie w lodówce tez sporo słoiczków z czymś:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze są przetwory niewiadomo z czego otrzymane w prezencie. Pachnie burakiem, słodkie a kolor ma truskawki. Zarchiwizowane w śmietniku.

      Usuń
    2. Zdrowych nie tylko swiat ci zycze! Pezepis na karmel do wódki ma jakis mój ojciec, ponoc dobry, nie smakowalam nigdy. Moge popytac, gdybys chciala zrobic drugi eksperyment ;)

      Usuń
    3. Muszę zrobić drugi, bo ten wyszedł wściekły mocny. Za mocny, ale smak dziadkowego uchwyciłam i odtworzyłam idealnie. Pan Mąż pewnie to wypije jakie jest, drugi będzie słabszy.

      Usuń
  9. U mnie też roboty świątecznej od groma, wszystko niemal na ostatnią chwilę, żeby świeże było, ech :) Ale choć okna pomyłam już i żyrandole mąż pomył, tudzież odkurzył. A teraz poleciał po śledzie i przyprawy. Karp i mintaj będzie kupowany w niedzielę, żeby bez mrożenia się obyło. Choinka stoi od początku grudnia, sztuczna niestety, i wszystkie kurzołapy świąteczne tez już stoją. I jest super i podoba mi się i lubię to wszystko, choć chwilami leń mi szepcze, że po co to... ale ja mam wnuczkę 6-letnią i jak nie dla nas, to dla niej MUSI być i nie ma innej opcji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak jest dziecko to nie ma rady, droga na skróty wykluczona.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdrowych i pogodnych Swiat zycze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdrowych, pogodnych, radosnych Świąt! :) BBM

    OdpowiedzUsuń
  13. To moze podaj Twoj przepis na przepalanke? Moze byc po Swietach, bo wiadomo, na razie wszystkie latamy jak z piorkiem, choc niby wszystko pod kontrola...
    Spokojnych i zdrowych Swiat calej Twojej rodzince zycze. Teresa

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.