wtorek, 6 maja 2014

Majówka w Lanckoronie w Willi Tadeusz

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Trzeba uważnie patrzeć na drogowskazy, żeby dojechać do Willi Tadeusz. Lepiej uważać, bo okoliczne drogi są wąskie i zawracanie nie jest łatwe.
Na tej drodze mieści się jeden samochód i nikogo wyminąć się nie da, nie da się nią również pędzić. I dobrze, to coś w rodzaju podjazdu.  Sunąc ostrożnie po bitej drodze w pewnej chwili widzimy między drzewami pensjonat Willa Tadeusz:



Willa jest duża, mieści się w niej ponad 20 pokoi dla gości, mieszkanie gospodarzy, jadalnia, salonik, weranda i różne tajemnicze zakamarki. Mój obiektyw nie objął Tadeusza na wprost, całe jedno skrzydło jest poza kadrem.



Z boku Tadeusz dał się sfotografować. Tak wygląda od strony północnej.


Kto wejdzie do środka znajdzie się w niewielkim holu. To bardzo ważne miejsce, stąd wchodzi się do łazienek, kuchni, jadalni i do pokojów. Tu się wszyscy goście spotykają, tu stoją wygodne fotele i sofa.


Sala jadalna robi ogromne wrażenie. Tu wszystko jest prawdziwe, autentyczne i historyczne. Wszystkiego doglądają liczne wizerunki marszałka Piłsudskiego.


 Z jadalni jeden tylko krok i jesteśmy w saloniku, gdzie młody Lolek Wojtyła uczył się tańczyć.


A przez werandę można wyjść wprost do ogrodu. Ogród jakby właził z całych sił do domu.




  
Na podłodze w pokoju najprawdziwszy pers! Zatem czeszę Muszkę, aby pers przetrwał naszą wizytę. Wioząc do pensjonatu zwierzęta zawsze biorę ze sobą naszą narzutę na łóżko dla spokojności sumienia. Niech psy wylegują się na mojej narzucie a nie bezpośrednio na łóżku. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ten pomysł się gospodarzom nie spodobał.



Prawdziwy kaflowy piec i śliczne nocne stoliczki. Poza piecem w pokoju był piecyk elektryczny błyskawicznie nagrzewający pomieszczenie.


Moje stroje nigdy nie miały okazji pomieszkać w takiej szafie.


W niesłychanie wygodnym łóżku (nie skrzypiało!) mieściliśmy się swobodnie we czworo. Sprytne lampki umożliwiały czytanie w łóżku.


Ale wielki taras!


Lanckorona jest prześliczną miejscowością o starej, charakterystycznej architekturze.



 Kandydaci na architektów szykują się do egzaminu z rysunku i przenoszą na papier zabytkowe domki Lanckorony.




Nowi właściciele starych domów nie mogą ich przebudować, ale mogą zatrudnić projektantów zieleni do stworzenia ciekawych ogrodów. Jest w Lanckoronie na co popatrzeć jeśli chodzi o ogródki.




Po kilku dniach w Willi Tadeusz czujemy się jak nowo narodzeni. Jesteśmy uśmiechnięci, wyspani, troszkę przytyci od niewiarygodnie smacznego jedzenia i pełni wiary w pogodną przyszłość. 
Są jeszcze miejsca, gdzie budzą człowieka rankiem ptaki, gdzie ptaki śpiewają wieczorem kołysanki, gdzie nie ogląda się telewizora z puszką piwa w garści. Czujemy się dopieszczeni we wszystkich aspektach i na pewno tam niebawem wrócimy.
Tadeuszu trwaj!

5 komentarzy:

  1. Odkąd usłyszałam piosenkę Grechuty o Lanckoronie marzę, by tam się wybrać. Raz nawet podjęłam trud. Tyle że wracałam wtedy z urlopu z angina i gorączką. Zajechałam do Lanckorony, bo taki był plan, ale tak się źle czułam, że zaraz stamtąd odjechałam:(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jedź tam jeszcze raz, nic straconego. Wypoczynek gwarantowany i dopieszczenie wszelakie. Tam się nie można źle czuć, nawet ludzie jacyś ładniejsi. I nikt nie miał ze sobą różowych dresów ani majtek do kolan z klapkami gumowymi do kompletu.

      Usuń
  2. Dałaś tyle i tak pięknych zdjęć, że poczułam się jakbym tam była. Wrażenie robi prawdziwość tego miejsca z kawałem historii. Nie ma tam pozbieranych po wsiach nawstawianych klamotów, tylko meble współgrające ze sobą. Jestem zachwycona tym miejscem i czuję, że namówię kiedyś mojego małżonka by odwiedzić willę Tadeusz i zobaczyć okolice. Jestem zbudowana Twoją kulturą osobistą. Mało osób dba o to, by inni przyjeżdżający po nim, czuli się równie dobrze. Mam na myśli to, że zabrałaś narzutę by pieski mogły sobie swobodnie zalegać na łóżkach. Mało ludzi tak podchodzi do tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, tak zdziczałam, że kultura osobista mi po trochu usycha. O narzucie i pilnowaniu stworów pamiętam o zbieraniu ich kup też, o zachowaniu ciszy w nocy i sprzątaniu po sobie stołu i łazienki również, ale o prostym mówieniu dzień dobry już nie zawsze. Dobre Krakusy mi przypomniały o powinności powitania bliźnich co rano. To jest skutek przebywania z niemymi stworzeniami, które witają się przez tracenie nosem. Spsiałam jak nic.

      Usuń
  3. Czarodziejskie miejsce. .Pojechałabym tam z zamkniętymi oczami, gdyby tylko zdrowie mi dopisało. Ale, ale jeszcze ciut i nuż sie uda i wyruszę. Po Twojej rekomendacji pojechałabym na pewniaka. Z najlepszymi pozdrowieniami - Joana

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.