poniedziałek, 19 maja 2014

Mało brakowało....

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

a by mnie tu już nie było. Jednej z licznych porannych tabletek wpadło się nie tam, gdzie trzeba. Nawet nie przypuszczałam, że potrafię tak szybko stanąć na głowie! Tabletka wypadła i jestem wciąż tu. Nawet nie chcę myśleć, co by Pan Mąż zobaczył jutro po powrocie do domu.
Ze wszystkich lekarzy na świecie naprawdę boję się tylko laryngologa. Fotele dentystyczne i ginekologiczne w porównaniu z laryngologicznym to komfortowe, wygodne meble na których można sobie przysnąć. Spróbujcie spać jak ktoś trzyma was przez gazę za język, wyciąga go wam z paszczy na całą długość i wtykając w gardło lusterko nakazuje mówić iiiiiiiiii. Jedna ze strun głosowych mi spuchła i gadam jak chłopiec w wieku dorastania. Czasem grubo, czasem cienko, czasem wcale. Wydaje mi się, ze z prawej strony gardła coś tkwi. Spustoszenia jakie mi w gardle uczyniła praca pedagogiczna nie łagodzi niestety dystans czasowy. Czternaście lat poza klasą szkolną nie spowodowało cofnięcia się zmian.
Według laryngologa nic się szczególnego nie dzieje, nic mi nigdzie nie tkwi, wystarczy tę spuchniętą strunę głosową obserwować i jakbym chciała to poddać się mikrochirurgii. Dziękuję, nie planuję występów wokalnych, wykładów ani konkursów recytatorskich. Głos uznałam już dawno za utracony i niech tak zostanie.
Ciesząc się że wciąż jestem tu zrobiłam dwa prania, kupiłam co trzeba na czas dłuższy do apteczki i zamierzam się porozkoszować kryminałkiem Jeffreya Deavera.
Kretka wygląda mniej nieszczęśliwie niż tydzień temu, ale wciąż jest kulawa. Dziś udało się jej dojść na psie boisko i pobiegać za piłeczką. Bieganie galopem wychodzi jej lepiej niż kłus, w galopie można oszczędzać bolący nadgarstek a napęd jest z tyłu. W kłusie trzeba używać wszystkich nóg i łap. Ludzie z sąsiedztwa, którzy zawsze ale to zawsze widzieli mnie z terierką wcale mnie nie poznają.
Robiąc dokładnie według wskazówek prześliczny sweter Moyen Age wydziergałam piękny rękaw aż do kolan. Trzeba było pruć.
Sweter pokażę po wydzierganiu pozostałego rękawa o właściwej długości.

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Poszłam na cmentarz drogim zmarłym podziękować, że mnie do siebie nie porwali.

      Usuń
  2. Kurczaki, dobrze, że z tabletką sobie poradziłaś!!!

    Ja najbardziej na świecie boję się zakrztuszenia na amen, a często mi się zdarza, że coś trafia nie do tej dziury. Ostatnio Mąż mnie ratował trzepnięciem w plecy, ale nie chcę myśleć, co by było, gdybym wtedy była sama...

    Głaski dla piesków! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej trzeba w dołek walić pięścią trzymając zakrztuszonego od tyłu w pasie obiema rękami.

      Usuń
  3. No i dlatego ja się tak okropnie boję robienia ze schematów gotowych...:P Jak robię z własnej głowy (ew. narysuję sobie wykrój) to zazwyczaj pasuje.

    Laryngologa ani foniatry się nie boję, mówienie wymiotogennego "ii" też mi niestraszne, kiedyś sama se wyjęłam (paluchami) ość utkwioną w gardle, żeby nie musieć wyczekiwać na ostrym dyżurze.
    Ale dentysta jest okropny ://///// i zawsze się boję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co bać, tylko trzeba centymetra używać. Użyłam i już mam rękaw dobrej długości.
      Dentysty się nie boję, odkąd istnieją znieczulenia. A zastrzyków nie boję się wcale.

      Usuń
  4. Gacku, no wiesz ??? chciałaś mnie pozbawić świadomości, że gdzieś tam w stolicy żyje sobie fantastyczna kobieta ??? no pozbawić czytania Twojego bloga. O innych pozbawionych Ciebie istotach i Osobach, wolę nawet nie myśleć. Zauważyłam , że po pewnym okresie życia wnętrze wiotczeje i łatwo się zahłysnąć nawet wodą. Ostatnią ofiarą takiego zachłyśnięcia był Z. Romaszewski. Mnie się zdarzyło kiedyś mocno schylić i ponieważ cierpiałąm wówczas na refluks, to odrobina żrącej substancji, wprost z przełyku, dostała mi się do tchawicy. Czułam, że się duszę, ciemność przed oczami, szczęśliwie syn był w domu złapał mnie wpół i popukał po plecach. Pomogło. Ale nauczka została. Bardzo uważam jak coś piję lub łykam piguły. Trzymaj się dziewczyno i nie strasz już :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mało brakowało, a faktycznie bym była była. W czasie przeszłym. Ale refleks miałam błyskawiczny, stanęłam na głowie, bo w domu były ze mną jedynie psy, one w plecy nie pukną ani kopa w dołek nie dadzą. Grunt, że tabletka mnie opuściła i udrożniłam się samodzielnie.

      Usuń
  5. Ty to potrafisz człowiekowi podnieść ciśnienie.

    Laryngologa sie nie boję ale nie za bardzo lubię. W sumie, to żadnego lekarza nie lubię jakoś szczególnie choć większość doceniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jak mnie się różne rzeczy wyprostowały? Chwila moment i fikutu...

      Usuń
  6. trzeba tabletkę na pół przełamać to wtedy się lepiej połyka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja piórkuję! Zaglądam a tu takie horrory! Dużo zdrówka i obyś zawsze taki refleks wykazała! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Są tabletki, których nie da sie przepołowić np. "nutrof" I tą tableteczk dławiłam sie już 3 razy i mam serdecznie dość. Za trzecim razem o mały włos skończyłoby sie tragicznie. Co do lekarzy specjalistów to możesz mi wierzyć na słowo, gorszy jest onkolog.
    Cieszę się, że jednak szczęśliwie sie skończyło. Czytając Twojego bloga poprawiam sobie humor. Noże to egoistyczne, ale taka jest prawda. Lubię Twoje pisanie. Pozdrowienia - joana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całego mnóstwa tabletek nie da się dzielić: wszystkich dojelitowych i o przedłużonym uwalnianiu. A takie właśnie łykam.
      Fakt, onkolog jest straszniejszy. Z onkologiem jeszcze nie miałam nieprzyjemności.

      Usuń
  9. Ty weź Kobieto nie strasz i bardziej na siebie uważaj. a z łamaniem tabletek to lepiej ostrożnie, bo przecież nie wszystkie wolno dzielić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ uważam, uważam i nie dziele :-)

      Usuń
  10. łykanie piguł, to trudna sztuka, małe jeszcze jako tako łykam, ale z dużymi zawsze mam problem. A moja koleżusia będąc jako pacholę w szpitalu dostała wapno i nikt biduli nie powiedział, że trzeba to rozpuścić, więc połknęła taką byczą tabletkę;0
    A wapno dwadzieścia lat temu miało jeszcze większa średnice niż dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to czytałam w bloglovinie to mi wtedy włos na głowie stanął! Ja całe życie mam problemy z połykaniem tabletek, kiedyś przez chwilę będąc w sanatorium pielęgniarka nauczyła pół garści na raz bez popicia, ale do dziś ja po swojemu jednak z popitką, pojedynczo, przygotowana.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.