wtorek, 27 maja 2014

Mieli rację

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dawno temu, kiedy studiowałam pedagogikę na UW chyba już na piątym roku mieliśmy dziwny przedmiot pt. pedagogika dorosłych. Nic z niego mi w głowie nie zostało, poza dziwaczna dla mnie wówczas tezą, że największym problemem pedagogicznym dorosłych przyszłości będzie sensowne zajęcie tymże dorosłym wolnego czasu, którego będą mieli coraz więcej. 
Trzeba będzie wymyślać im aktywności, przy których nie umrą z nudów, nie zapiją się na śmierć, nie utyją do rozmiarów mastodonta, będą się dobrze bawić i nie przyrosną do kanapy przed telewizorem.
Taki obraz przyszłości wydawał mi się zdumiewający. Kończyłam studia, nie miałam ani automatycznej pralki, ani zmywarki, pisałam pracę magisterską, miałam roczne dziecko i męża w wojsku, cały dom na głowie z mamą i babcią w środku i ani chwili wolnego czasu. Wszyscy dookoła też mieli bez ustanku co robić. Gdzie tu miejsce na takie fanaberie?
Minęły lata, nadeszła przyszłość i faktycznie, coś z tym czasem wolnym się porobiło. Pralki automatyczne mają niemal wszyscy, czas konieczny do prowadzenia gospodarstwa domowego dzięki różnym urządzonkom się bardzo skrócił. Aprowizacja nie zajmuje aż tak dużo czasu jak dawniej, niewielu robi przetwory. Nawet gotować samodzielnie nie trzeba i się z głodu nie umrze.
O ile ktoś nie pracuje dwanaście godzin dziennie i, nie wychowuje nieletniego dziecka albo nie pielęgnuje stetryczałych rodziców to czas jest.
I faktycznie pojawiają się rozmaite dziwaczne, przeważnie miłe dla oka albo ciała aktywności. Jedni wolą sport, inni craft. Jedno i drugie było w naszym życiu obecne od zawsze, ale w zupełnie innym wymiarze.
Usportowieni biegają, skaczą, pedałują, pływają, tańczą z gwiazdami, kicają na salach gimnastycznych, fruwają paralotniami i finansują związane z tym, prężnie rozwijające się gałęzie przemysłu. Rower nie jest już środkiem lokomocji, a prywatnym rumakiem służącym raczej zabawie i to nawet najstarszym. Tak samo sala gimnastyczna. Z śmierdzącej spoconymi ciałami szkolnej wyszalni zmieniła się w miejsce miłe i eleganckie. Błogosławię moje zajęcia z programu Trzymaj Formę finansowane przez dzielnicę Ursynów i dzielnie macham kończynami w pozycjach niegodnych damy, a ciało mi jędrnieje. Moja babka mając po pięćdziesiątce wieczorami zasypiała na kanapie, a ja szaleję.
Słowo craft oznacza robienie czegoś ładnego. Czasem z niczego, albo prawie z niczego. Niby sztuce jest pokrewne, choć raczej takiej w wydaniu dla przedszkolaków, bo program wychowania przedszkolnego zakłada craftowanie na potęgę: korale z gliny albo jakichś pestek, wycinanie, klejenie, malowanie itp. Dorośli to nie przedszkolaki, dawniej prace ręczne były przez nich wykonywane , bo były potrzebne. Trzeba się było w coś ubrać, jakoś dom upiększyć. Zrobić meble. Dawniej to się rzemiosłem nazywało. Choć ta motywacja dalej jest u craftujących bardzo silna, to coraz częściej obserwuję pojawianie się nowych sposobów na zapełnianie wolnego czasu przez zajęcie rąk. Niekoniecznie trzeba być jakoś szczególnie zdolnym, aby dało się je uprawiać. A zatem było malowanie mebli (dla nieumiejących malować za pomocą stempli i stencilu), robienie wikliny z gazet, decupage, dorosła wersja zajęć przedszkolnych w postaci scrapbookingu i quillingu, obecnie coraz modniejszy jest tzw. journaling czyli prowadzenie malowanego, bardzo dekoracyjnego pamiętnika. Pojawia się nawet tzw doodling - ci co nie mają nic do uwiecznienia w piśmie i obrazie nich kreatywnie gryzmolą i starczy.  Jak poszukać, to znajdziemy tych aktywności strasznie dużo. Do każdej z nich są podręczniki, filmiki na You Tubie, tutoriale, specjalne przybory, papiery, zeszyciki, pisaki, wzorniki... Wielbiciele bardziej tradycyjnych sztuk mogą robić biżuterię nie całkiem prawdziwą a nawet buty.
I dobrze, każdy niezależnie od zdolności znajdzie coś dla siebie, tworzą się społeczności profesjonalistów i amatorów, przemysł (na ogól chiński) ma co produkować, sklepy, księgarnie i autorzy mają z czego żyć, a aktywności są urocze. Niezamożni też się mogą realizować, bo papier i ołówek drogie nie są.
Mieli rację na tych studiach. 

11 komentarzy:

  1. Niektórzy w ramach "relaksu" się remontują :P
    A później się będą urządzać.

    Rysujesz jeszcze, Gackowa?
    Znaczy chodzisz na zajęcia?
    Brakuje mi fotek Twoich prac.
    Bardzo je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No fakt, coś w tym jest... ci craftujący jakby mniej też narzekają. A co do czasu, narzekamy wciąż na brak, ale jak już jest, pusto jakoś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, syty, leniwy dobrobyt jest cholernie nudny.

      Usuń
  3. Myślałam że na emeryturze umrę z nudów. Ale niestety cierpię na chroniczny brak czasu. Ogród, pies i druting skutecznie mi go wypełniają. Największym pożeraczem czasu jest jednak internet, muszę go sobie reglamentować. Ale prawda czasy są niesamowite, każdy może znależć coś dla siebie. Pozdrawiam. Ol-ka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, pies, druting, ogródek. Dobre tradycyjne zajęcia ;-)

      Usuń
  4. Kiedyś, było nie do pomyślenia, odnoszenie terminu: aktywny tryb życia, do emerytki lub emeryta. Senior lub seniorka mieli zasiadać na fotelu, spacer do kościoła i ew aktywność pani, to druty. Pana przerzucanie kanałów w tv za pomocą pilota.
    Dzisiaj miło patrzeć, jak emerytki / ci - śmigają na rowerach lub zasuwają z kijkami w dłoniach. U mnie jest siłownia, często obserwuję nie młode osoby ćwiczące na różnych przyrządach Mowa tutaj o siłowni na świeżym powietrzu. Sama widzę na swoim przykładzie, że aktywność czy to fizyczna, czy umysłowa, to przedłużenie sobie życia i spowodowanie, że będzie ono przyjemniejsze. Dobry temat poruszyłaś :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholera, kiedy przestałem pracować w administracji (a bywało, że i po 16 godzin na dobę) i zacząłem być nauczycielem akademickim bylem przekonany, że czasu będę miał aż nadto. Bo to pracuje się tylko od października do czerwca (z przerwą na luty), a i zajęcia tylko przez dwa, góra trzy dni w tygodniu... Po paru latach zastanawiam się gdzie podział się mój wolny czas, bo w moim kalendarzu za cholerę nie mogę go znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego nie fikasz na rurze, nie brykasz na sali gimnastycznej, nie pleciesz łapci z łyka, nie ćwiczysz zentagli (cokolwiek to znaczy), nie robisz bransoletek z koralików. Kompulsywnie robisz wciąż to samo w pracy i poza nią - analizujesz , myślisz i to zapisujesz. Widać masz czas tylko na to..

      Usuń
  6. Mieszkam w towarzystwie domu kultury i to mój plan na przyszłość. To naprawdę świetna sprawa, że dziś jest co robić. Jeśli się chce. Bo np. moja mama z tych które siedz w domu. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, jak ktoś chce - znajdzie wszystko. Każdemu co innego pisane, by być w zgodzie z sobą, ja uwielbiam samotność i ogródek w przerwach.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.