wtorek, 20 stycznia 2015

Nie ma , ach nie ma jak życie domowe.

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Wyrosłam w przekonaniu, że życie rodzinne, o ile składa się z więcej niż góra czterech bardzo kochających się osób to męka i udręka. Kłótnie, wrzaski, spychotechnika, trupy wyskakujące z szafy i złośliwości bez umiaru i ogólnie to należy tego unikać.  Powolutku i ostrożnie żegnam się z tym poglądem. W marcu zeszłego roku na stypie szwagra zobaczyłam olbrzymią rodzinę mego taty wprawdzie pogrążoną w smutku i rozpaczy, ale tak współpracującą, spójną, życzliwą sobie nawzajem, że aż mnie serce ścisnęło. Naturalnie i tam są dziwne okazy, ale kto się nie brata, ten nie bywa i spokój.
Wpadają do nas ostatnio Misia z przyjacielem, Alicja i moja koleżanka. Robimy sobie wzajemnie przysługi, jemy posiłki, które czasem się przygotowuje długo i z przejęciem, a czasem w pięć minut.
I cud! Absolutnie nie ma wrzasków i wypominań, spychotechnik i złośliwych dogaduszek. Nikt nikogo nie wdeptuje w grunt, nie umniejsza, nie wypomina. Fakt, że trzymamy języki za zębami, ale to nie takie trudne, jak się zastanowić.
A pomiędzy nami kręci się pięć psów i nikomu nie przeszkadza.
Oto kilka fotek z naszego salonu. Misia maltretuje Tomka masażem i uczy mnie jak mam to robić, gdy zabolą go plecy. Przed chwilą koleżanka ostrzygła Zazulkę na łyso, aby towarzysz Misi nie cierpiał przy psinie na katar sienny.






Psy pomagają jak umieją, Kretka kontroluje uważnie proces masowania a Zazulka, której łysą głowę widać na pierwszym zdjęciu chętnie by po Tomku poskakała, ale Irek ją mocno trzyma.
Po tym zabiegu jeszcze pogadaliśmy, a potem - cud jeszcze większy - w pięć minut zmontowałyśmy z Misią kolację z tego co tam było w lodówce i byliśmy bardzo szczęśliwi. Takie życie rodzinne to może być.

9 komentarzy:

  1. Moja rodzina bardzo się przerzedziła /biologia jest bezlitosna!/, do rodziny męża daleko... szczęśliwie dzieci i wnuczęta nas odwiedzają, więc nie czujemy się samotni. BBM

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie to samo. Kłótniki i mąciwody leżą teraz na nieodległym cmentarzu, inni się po kraju rozpierzchli, a dziecko w końcu dorosło i sama przyjemność z nim co jakiś czas pobyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, ze tak CI się w rodzinie poukładało, że spotkania bywają samą przyjemnością. Zazulka bidulka w takich wygolonych kłaczkach. Domyślam się jednak, ze ma jakieś fajne ubranko, jak biega na spacerach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irek Zazulkę stroi w gustowne kamizelki, kurteczki i dresiki. Moich sweterków Zazulka już nie używa. Ciekawe, że psiaczek dokąd nie zamieszkał w małym domku z ogródkiem, gdzie może przebywać na zewnątrz ile chce był dość łysawy. Strzyżona regularnie i biegająca po dworze Zazulka wypuściła gęsty włos po przodku bichonie. Bez strzyżenia jest białym, puchatym pomponikiem z bardzo gęstą sierścią.

      Usuń
  4. Do takiej szczęśliwości trzeba jednak mieć odchowane i mądre dzieci. Moje mądre są (czasami aż za bardzo - mam wrażenie), ale muszą jeszcze sporo podrosnąć nie tylko fizycznie. Na razie cieszę się z tego co mam i podwójnie doceniam te nieliczne chwile spokoju rodzinnego i przebłyski sielanko rodzinnej. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebne nam było prawie sześć lat mieszkania osobno. Mojej córce był potrzebny sensowny związek nie z mamą tylko z facetem z krwi i kości. Ma w nim oparcie i pewnie ja się zrobiłam mniej straszna. I Bogu dzięki.

      Usuń
  5. :-) aż mi się ciepło zrobiło, takie życie rodzinne to ja też mogę zachcieć :D
    cium, Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super się to czyta. U mnie dzięki Bogu nikomu się nie chce wszczynać głupich rozmów. Teściowa coraz gorzej wchodzi na 5 piętro to i straciła rozeznanie kto, gdzie, kiedy :). A jak nawija o swoich siostrach, sąsiadkach, znajomych umiejętnie kiwamy głowami nie słuchając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać czas leczy wszystko na bardzo różne sposoby.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.