wtorek, 27 stycznia 2015

Lalki, wózki i światło

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kretka biega jak młody jagdterier. Nic jej nie dolega. Zbliża się pora serii zastrzyków podtrzymujących remisję choroby zwyrodnieniowej stawów, ale po niej nie znać nic a nic, że to już. Naturalnie zastrzyki zrobię, ale cieszę się bardzo, że na razie pies na chodzie. Mimo tej radości wiem, że choroba przewlekła nie zniknie ot tak i że może się powtórzyć sytuacja z poprzedniej wiosny, kiedy psina chodzić nie mogła. Kiedy zatem na lokalnym śmietniku zobaczyłam stary, dziecięcy wózek, którego jeszcze nie zdążył dorwać żaden nurek, porwałam go natychmiast. Wózek był ubłocony po szczyt budki, pełen błota w środku i wyglądał jak... wózek ze śmietnika. Jednak jeździł, a wsadzona do niego Kretka nie wyrażała sprzeciwu. Zabrałam znalezisko do domu, po drodze odpadło błoto z kół. Odczyściłam pojazd z grubsza, sprawdziłam, że nie ma żadnych uszkodzeń poza brakiem pasów bezpieczeństwa i śpiworka, składa się i rozkłada wszystko co powinno. I teraz mam w razie czego wózek inwalidzki dla staruszki rozwiązujący problemy mentalne i fizyczne całej naszej gromadki. Kretka z bolącymi łapami nie może spacerować, ale strasznie jej przykro zostawać samej w domu. Muszka bez Kretki poza domem nie bardzo daje sobie radę. Nie poczeka przed sklepem, boi się tego i owego, panikuje. A bez psa co ja mam robić w parku albo pod kopą Cwila? Spacery są jednym ze sposobów walki z cukrzycą, ale sama mam chodzić? No nigdy w życiu, to jest nudne! A siedząc w domu czuję się jak w potrzasku. Zatem ta dam, prezentuję czytaczom bloga to rozwiązanie:



Jak widać po odczyszczeniu wózek nie wygląda bardzo źle.

Misia z przyjacielem wpadli do mnie w sobotę i zrobili kilka pożytecznych rzeczy. Misia widząc pudła z lalczynymi strojami i lalki same w sobie zaczęła je przebierać. Nikt jej nie przeszkadzał, bo jej towarzysz kombinował jak założyć mi w kuchni dodatkowe światło pod szafkami. To górne, nad szafkami jego zdaniem nie oświetlało blatów roboczych tak jak trzeba. I było zdecydowanie zbyt prądożerne. Kupiliśmy wodoodporną listwę LED i wszystko co do niej potrzebne, a on wie jak to złożyć do kupy i przykręcić do szafek. Chwilę dumał, coś mruczał, coś mierzył, zastanawiał się, a potem myk myk nie wiadomo kiedy było zrobione!



No stała się światłość w ciemnym kącie. Światłość stała się również w lalkowej witrynce, w barku i na pewnej półeczce. Światłość stała się tak szybko, że nie nadążałam śledzić co i jak. Rezultat końcowy bardzo mnie cieszy.


Pan Mąż z melancholią zauważył, że teraz trzeba w barku posprzątać. No trzeba, ale w barku nie ja rządzę. Sprząta rządzący. Mimo tej cierpkiej uwagi widać, że podświetlony barek się podoba. 
A Misia bawiła się tymi lalkami, bawiła, nie wiedziała na szczęście które ubranko do której lalki należy i tak mi je fajnie poprzebierała, że miło na nie patrzeć. Stylizacje Misi są ciekawe i udane i pewnie je pokażę, ale kiedy indziej. Bo i mnie zainspirowała do eksperymentów. Maleńka i urocza Tiny Kitty od Tonnera, niespecjalnie lubiana przez dzisiejsze kolekcjonerki, bo jej ciałko nie jest w pełni artykułowane (nie ma ruchomych łokci, nadgarstków, talii) stała sobie nie ruszana od kupna w witrynce w nieciekawym kostiumie kąpielowym w kratkę. Dałam jej wypasioną kieckę od Poppy Parker z Integrity  Toys i sami popatrzcie - klimat sukienki i klimat lalki to te same klimaty. Nawet butki pasują (a biedna Tycia Kicia - bo tak ją nazywam miała zawsze daremne buciki).



Z sukienką Tycia Kicia ma ten sam kłopot co ja z ciuchami z francuskich katalogów wysyłkowych, stan za długi, bo Poppy jest wyższa. Ale na szerokość wszystko gra. Nawet pończochy opadają jak w latach sześćdziesiątych, gdy jeszcze nie było w nich lycry i żeby nie opadały, to je trzeba było na blachę na nodze naciągać. Jak się tylko usiadło to efekt szlag trafiał i były na nogach obwarzanki. Dzisiejsze fanki pończoch mają o niebo łatwiej niż dawne elegantki.
Rozkwitają hiacynty w kolorze plamek na sukience, szminki i torebki malutkiej Kitty.
Nic mnie nie obchodzi, że ciałko tej panienki bywa nazywane "tłuczkiem". Mnie się ona bardzo podoba.

6 komentarzy:

  1. Taki elektryk to skarb!
    Nich Misia go w cieple trzyma i dobrze karmi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy czytam jak piszesz o swoich podopiecznych, to jestem wzruszona ogromem miłości. Życzę zadowolenia z wózka. Cudny. I swoja drogą aż dziw, ze ludzie takie wyrzucają na smietnik. Może przeczuwali, że tak dobrze zostanie wykorzystany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilenko, to chyba nie ogrom miłości, a elementarne współczucie. Stary pies jest jak stary człowiek. Miałam bardzo starą babcię i wiem, że jeżeli staremu (człowiekowi, stworzeniu) zapewni się właściwe leczenie i pomoc w łagodzeniu stresu (np dobre okulary, sztuczne zęby, aparat słuchowy, właściwy materac i kołdrę) to życie staje się o niebo łatwiejsze. Nikt inny niż ja mojemu stworzeniu nie pomoże. W Europie już 1/4 pogłowia psów to psy stare. One starzeją się szybciej niż my. Stary pies jest uroczym towarzyszem, zgranym z rodziną, mądrym. Troszkę pomysłowości, opieki lekarskiej i życie rodzinne płynie bez zgrzytów. I moja depresja siedzi cicho.

      Usuń
  3. A tak skomentowała ten wózek znajoma z FB Mimo, że jestem ZA, to myślę, że sporo kto gotów będzie Cie na strzępy rozerwać, typu "z dobrego życia w d...ch się poprzewracało" albo "niektórzy w ogóle dla dzieci wózków nie mają". I nie będzie to skierowane w stronę tego, kto ten wózek wyrzucił, tylko właśnie Ciebie. Ale życzę, by Cie to nie obchodziło .
    Mój własny wujek przestrzegł mnie przed zbieraniem do tego wózka puszek aluminiowych. Tylko ręce załamać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się! Nic się nie przejmuj, psinę wsadzaj kiedy będzie potrzeba do karety, ja jej życzę by nie musiała. Puszek nie zbieraj - faktycznie - wuj ma rację.

      Usuń
  4. Tycia Kicia urocza! ma taki retro wdzięk i pysiałek
    trochę jak dawniejsza Tyler, o której śnię :0

    moja koleżanka też mi tak poprzebierała moje niunie,
    że aż mnie wcięło - na jednej z nich ujrzałam bowiem
    portki aladynki, których przecież nie dziergałam - po
    dokładnych oględzinach okazało się, że Aga założyła
    na pupęż złotowłosej Summer - bolerko!!!

    i to był absolutny strzał w dziesiątkę! do dzisiaj hasa w tym!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.