poniedziałek, 14 października 2013

Jesienne eksperymenty

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Każda pora roku jest jakaś: zimą się żyje, bo nie bolą kości; wiosna poza urokami krajobrazu jest smutna, latem trzeba dojść do siebie a ekscytacje i eksperymenty przypadają na jesień. Pan Mąż co roku o tej porze zauważa, że nadszedł wiedźmi czas. Poza grabieniem ogródka i wynoszeniem worków pełnych liści otacza mnie więcej niż zwykle niteczek i wełenek. Czapki powstają jakby same z siebie ( już 3 są gotowe, ale takie proste, że nie ma co pokazywać), chustki w aktualnych kolorach się dłubią i naruszane zostają nienaruszalne zapasy trumienne.
Kankanka tak to nazywa. Zapasy trumienne to są zapasy surowców (naszym zdaniem) tak pięknych i cennych, ze nasi bliźni wsadzą nam je do trumny, żebyśmy je mogły przez wieczność całą podziwiać. Bo do śmierci nic z tego nie zrobimy, ze strachu, że szkoda tej wełny/ tkaniny/ nitki na nasz pospolity wyrób.
Taki też trumienny zapas naruszyłam. Kilka lat temu w lumpku trafił mi się motek moheru długowłosego w bardzo moim kolorze, w szatańskim szafirze czyli bardzo nasyconym błękicie kobaltowym z czarnymi węzełkami. Motek był potężny, ważył 35 deko i miał byle jaką metkę jakiejś rodzinnej angielskiej przędzalni moheru. Posiałam tę metkę. Po zwinięciu motka na kłębki powstały trzy wielkie kłęby. Przekonałam się przy zwijaniu, że taka byle jaka, ręcznie pisana metka jakby na kartce z zeszytu wyrwanej zrobiona, to tak samo jak w przypadku włoskich win i whisky gwarancja jakości nigdzie indziej nie osiągalnej.


Ja wiem, że grubasom puchaty moher nie przysługuje. Ale piękna jesień i widmo szybkiego swetra na drutach nr 6 i ten kolor popędziły mnie do roboty. Być może wyjdzie z tego nie sweter a płaszcz. I dobrze, bo zeszłoroczny szaro fioletowy podpaltek już u ludzi.
W dalszym ciągu nie haftuję. Zupełnie mi z haftem nie po drodze. Wcale możliwe, że to haftowany kot mnie z haftowania wyleczył. Wzór kota Fryderyka W Bibliotece wraz z nićmi kosztuje w Needleart ponad sto złotych. Gotowego Fryderyka w lumpeksie znalazłam za złotych 6. Wisi u Pana Męża na ścianie i udaje, że jest mojej produkcji.
Nosz co to ma za sens. Dla bliźnich obowiązuje wytłumaczenie, że oczy mi się psują.

Kuchenne eksperymenty obejmują kiszenie kapusty. Kiedyś fajny przepis na kapustę opublikowała Małgosia, ale nie zapisałam, a ona skasowała bloga. Trudno, internet i You Tube pełne jest przepisów. Skorzystałam! Przygotowanie kapusty do ukiszenia wraz z szatkowaniem za pomocą malaksera trwa krócej niż wybranie się po dobrą kiszona kapustę. A kwaszenie trwa dwa dni. Kamionkowa beczułka jest pełna zakiszonego zielska i sobie podjadam po całych dniach. Lepsze od czekolady i pasuje do pieczeni wieprzowej, na którą pora jest tylko jesienią.
Jesień uderzyła mi do głowy i zapragnęłam ugotować coś z Nigellą, Na BBC Lifestyle leci cykl Nigellissima skoordynowany z książką kucharską pod tym samym tytułem. Sos do spaghetti bez gotowania z oliwek i anchovies wydawał się ponętny. Ale jak śmierdział! Nie do opisania. Jest jednak powód, że cywilizowane narody do solenia potraw używają soli a nie rybnych filecików. Nie kupię książki Nigellissima, o nie!
Zastanawiające jest że na co najmniej dziesięciu kanałach telewizyjnych ciągle coś jest gotowane, pieczone, duszone, garnirowane i organizowane są w tych konkurencjach zawody jak sportowe. A w realu mało kto naprawdę cokolwiek gotuje. Pewna znajoma realistka w nowo kupowanym mieszkaniu wcale sobie kuchni nie zorganizowała, bo jej przestrzeni szkoda na nieużyteczne zupełnie pomieszczenie. Będzie miała tylko elektryczny czajnik i pewnie mikrofalówkę.




24 komentarze:

  1. A co ciekawe większość tych telewizyjnych kucharzy, podobnie jak Nigella pochodzi z Anglikowa. A tutaj to już wogole się nie gotuje, co najwyżej rozmaraża albo w mikrofali. Niech za przykład posłuży historia z pracy, przychodzi koleżanka, mama dwóch chłopców w wieku wczesnoszkolnym (tutaj to 4 lata wzwyż) i mówi, słuchajcie wczoraj zabrało nam mrożonych frytek i ugotowałam chłopakom ziemniaki. Wiecie jak im smakowało? Chłopcy zjedli ugotowane ziemniaki i im smakowało, historia godna dzielenia się z koleżankami. Ha!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj biedna ta pani, nie umiała sama zrobić frytek z ziemniaków!
      telewizyjne dyskusje kulinarne są mało inspirujące. Przypominają mi dyskusje na forach sprzed kilku lat jak haftować krzyżykami i czy krochmal skleja nitki muliny. Póki te programy były dwa czy trzy, było ok, dawało się przełączyć na co innego. Niestety, babskie pasma nadają to od rana do nocy. Na dodatek po sprawdzeniu to jest po prostu niejadalne.

      Usuń
  2. Jedni gotują, inni nie. Sama gotuję jak muszę, ale mam wielu znajomych uwielbiających gotować i eksperymentować w kuchni. Zauważam też wśród młodszego pokolenia, mam na myśli usamodzielniających się 20-parolatków, modę na gotowanie. Mój syn gotuje lepiej i chętniej niż ja, jego koledzy niemal rywalizują na tym polu. No i w ogóle mam wrażenie, że faceci lubią gotować, może zresztą lubili zawsze, tylko się wstydzili...? Gotujący facet jest seksowny, a kobieta nakarmiona to kobieta szczęśliwa, jak mawiał pewien znany kucharz, a ja potwierdzam :))) W restauracji wolę sobie wyobrażać, że w kuchni są mężczyźni... itd. Natomiast mam też znajomych mieszkających w pałacu, którzy zamawiają abonamentowe obiady z restauracji średniej kategorii, a w kuchni rozmiarów mojego balkonu mają tylko mikrofalówkę i toster.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa.
      Ale na całą okoliczną rodzinę naprawdę gotuję tylko ja. Ani mama, ani teściowa nie bardzo do tego się nadawały.
      Gotują chyba tylko ci, co muszą, albo nie tolerują szybkich barów.

      Usuń
  3. Kwaszona kapusta własnej roboty, to inny zupełnie smak. Ta kupna ma chyba sporo polepszaczy, ulepszaczy, wzmacniaczy i czort wie co jeszcze. Bo jakże inaczej stałaby w sklepie, po kilka dni w plastikowych wiaderkach, nie zmieniając koloru i smaku ???
    Zakisiłam sobie główkę poszatkowanej kapusty, przełożyłam do słoików by nie kisiła się dłużej. Pycha, jem i o dziwo brak sensacji gastrycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co ma w sobie kupna kapusta, pewnie to co i moja, bo to najtańsze: kapustę i sól.
      natomiast moja jest zdecydowanie lepiej uszatkowana. Nie dam rady zamknąć jej w słoiki, pożeram beczkę w trzy dni :-) A jak dziecko wpada to sobie z beczki bierze do domu.

      Usuń
    2. Kupna kapusta nie ma tego, co dość cenne - czasu. Słyszałam, że zamiast tego ma ocet. Do kiszenia kapusty zabieram się od kilku lat, ogórki sobie odpuściłam, bo wychodzą mi tylko małosolne ;-) Ale nie wyobrażam sobie domu bez kuchni. Dużej kuchni ;-) Lubię gotować i ponoć nieźle mi to wychodzi, co niestety widać...
      Kolor moheru przepiękny, kompletnie nie moja bajka, ale zachwyca niezmiernie :-D

      Usuń
  4. przepisem byś się podzieliła i doświadczeniem .. a nie tu ciężarna czyta i płakać jej się chce, że takiej jak w domu to nie dostanie nigdzie .. a ona chce ..chce bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje doświadczenie ma dopiero 2 kilo zrobionej kapusty. Przepis jest prosty - białą kapustę poszatkować i posolić. (20 deko soli na 10 kilo kapusty) Mocno ugnieść, ze 20 minut dać je poleżeć pogniecionej aż sok puści. Ubić następnie szczelnie w naczyniu kamionkowym lub szklanym, przykryć i zostawić na dwa - trzy dni w temp. pokojowej. Na You Tube są filmiki i tutki.

    OdpowiedzUsuń
  6. już wiem co będę robić wieczorem (oprócz pasiatego ogrzewacz oczywiście) :D dziękuję bardzo !

    OdpowiedzUsuń
  7. Kapustę należy zważyć i zważyć na dokładnej wadze sól. Na 1 kg zielska dwa deko soli! Nie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapasy trumienne, trafiła Pani w dziesiątkę. Jak oglądam swoje, też tak kiedyś pomyślałam. Trzymam takie cuda i czekam na olśnienie co zrobić pięknego, mądrego i praktycznego np z kaszmiru żeby go nie zmarnować. Każdy pomysł wydaje się banalny i boję się żeby decyzji za mnie nie podjęły mole. Pozdrawiam Barbara

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie gotuje i ja i moj chlopak i trudno powiedziec kto lepiej. On na pewno czesciej bo frajde mu sprawia ogromna i do kuchni mnie prawie nie dopuszcza. Oboje pochodzimy z domow gdzie sie gotuje, piecze i robi przetwory wiec to dla nas sprawa naturalna. Od niedawna staramy sie tez czasami cos wyhodowac (np. chilli na parapecie, ziola) Warzywa i jajka zdobywamy tylko u zaprzyjaznionych rolnikow i naszych rodzin. Jedzenie celebrujemy i cieszymy sie tym jak zdrowo sie odzywiamy :)
    A co do zapasow trumiennych to niestety ale wczoraj robilam porzadki w moich i faktycznie jak sie zastanowie to wiekszosc z zachomikowanych materialow czeka na swoj wielki projekt ktorego sie doczekac nie moze. Musze to zmienic. Maszyna w ruch! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zimą kości nie bolą, ale jesienią nawet bardzo. I nie lubie jesieni bo kojarzy mi się z odchodzeniem, zamieraniem, zaduszkami itp. Po ostatniej porcji leków mam problemy z dłońmi i stopami. I o dzierganiu mogę tylko pomarzyć. Ale.. ale czytać na szczęście mogę. Zaglądam codziennie do Twojego bloga. Dodaje mi energii, rozbawi, a dla oczu prawdziwa uczta. Życzę wszystkiego co najlepsze i dalszych tak ciekawych wpisów.Powodzenia Z serdecznymi pozdrowieniami - Izabela

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam sporo różnych kłębków i kłębuszków, ale żadne z nich nie zaliczają się do tych naj, naj, więc spokojnie ich używam do robótek. ;) BBM

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja się pochwalę.W pocie kuchennego czoła zakisiłam 25 kg kapusty z szykanami (marchew,ziele ang.kminek).Wszystko jest w porządku-tylko ten zapaszek!!!Pozdrawiam,Teresa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziś jeszcze słoik rydzów na skiśnięcie nastawiłam. Zobaczymy co wyjdzie. Ponoć to bardzo jest pyszne.

      Usuń
    2. zacznę od początku.
      worków z liśćmi nigdzie nie wynosić tylko podziurawić trochę, liście posypać rozgniecionymi skorupkami jajek, lekko związać i postawić pod krzakami. na wiosnę przypomnieć sobie gdzie stoją. w środku będzie piękny, liściowy i całkiem za darmo kompost, za który ogród podziękuje.
      nie mam w domu telewizora wiec się nie orientuje co piszczy w tv francuskiej ale byłam niedawno w PLu u mamy i stwierdziłam, ze tylko programy informacyjne nie gotują, pewnie kwestia czasu ;) podobne przemyślenia jak Ty mam jednak gdy widzę ilość salonów z kuchniami w naszej metropolii, miasteczku mniejszym od Sopotu, na które ludziska wydaja koszmarne pieniądze (kredyty na lata) a potem i tak mikrofala i gotowce. znam jednak młodych ludzi, którzy autentycznie lubią gotować i robią to doskonale, na ogol ci akurat mało uwagi przywiązują do wystroju kuchni a raczej do jakości produktów, o które w PLu niestety nie łatwo :/ chłopy są lepszymi kucharzami od kobiet bo podchodzą do tego zajęcia jak artyści a nie wyrobnicy, dlatego więcej jest słynnych kucharzy facetów. niestety syf w kuchni zostawiają również artystyczny ;)
      a teraz robotki. wprawdzie mam na swoim koncie dziesiątki swetrów, jeszcze więcej czapek to widząc poczynania drutowe drutomaniaczek z całego świata czuje się jak początkująca. ostatnia kamizelkę poczyniłam jakieś 15 lat temu dla młodocianej wtedy córki, od tego czasu drutów nie miałam w łapach i nagle ostatnio w LIDLu dorwała mnie skarpetkowa włóczka, z której postanowiłam zrobić szal albo chustę. nie mogąc się zdecydować na wzór nagle wpadła mi fotka wzoru liściowego. okazało się, ze pochodzi z rosyjskiej strony, jest opis wykonania, koleżanka w pocie czoła przetłumaczyła, bo ja już tylko bukwy rozpoznaje, zrobilam dwa listki i utknęłam, nijak nie zgadzają mi się strony, z których ma być zaczęty 3 liść :(
      może Ty wespół z koleżankami umiałybyście mnie naprowadzić na dobry trop ? tłumaczenie jest raczej w porządku, zastanawiam się czy autorka nie zrobiła jakiegoś skrótu myślowego, którego ja nie ponimaju. podaje linki do oryginału i tłumaczenia.
      oryginał http://www.liveinternet.ru/users/zosi/post282385629/
      tłumaczenie https://docs.google.com/file/d/0B25q9cT89Pn7MWZQbm5teXgxRzg/edit?usp=sharing
      z góry pięknie dziękuje :)

      Usuń
    3. Pytano już o to na forum Robótki na Drutach, to jest na Ravelry do kupienia za grosze.
      Nie wiem, jak to robić.

      Usuń
    4. http://www.ravelry.com/patterns/sources/svetlana-gordons-ravelry-store

      Usuń
    5. dziękuję za podpowiedz. mam już tłumaczenie wiec kupowanie po raz drugi trochę mija się z celem. przepraszam za zawracanie gitary.

      Usuń
    6. W tej chwili nie mam czasu, ale się temu przyjrzę.

      Usuń
  13. U mnie tez czapkowo, nie do pomyslenia, wzielam szydelko w reke, i dzisiaj wyszla mi kolejna myboshi dla dziecka :)

    Gotowac tez nie lubie, chyba, ze cos szybkiego. Dzisiaj ryz z papryka. Na golabki i podobne, szkoda mi czasu. Taka ze mnie marna gospodyni :P

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.