Kołderka jest gotowa. Otulić się nią trudno, bo jest dość gruba i sztywna. Niewątpliwie znajdą się dla niej użytkownicy.
Posłuchałam mistrzyni kołderek Kankanki i spięłam wszystkie warstwy agrafkami a potem - jak mi się to nigdy nie zdarza - starannie to sfastrygowałam. Spikować się dało sprawnie, aby jedną igłę połamałam na agrafce. Listwa brzegowa też dała się doszyć bez problemu. No i kołderka jest. Resztę beżowego koca wsadzę w drugi patchwork, ale za jakiś czas, bo już wiem, że umiem i mi się nie chce.
Pan Mąż przyniósł mi takie piękne tulipany, co się nie chcą dać sfotografować. Na zywca mają kolor subtelny, bogaty i piękny. A tu są po prostu pomarańczowe.
samo dobro :-)
OdpowiedzUsuńuściski!
To namaluj je:)
OdpowiedzUsuńMiałam zamiar, ale się dziś wysypało tak, że rozpacz. Znów nas w rodzinie będzie mniej. Nikt się nie rodzi, a coraz ktoś odchodzi. Muszę oprzytomnieć.
Usuń