poniedziałek, 24 listopada 2014

Spokój w głowie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Nie produkuję ostatnio postów jak karabin maszynowy bo jestem zajęta życiem. Jakiś cud się stał, nie mam listopadowego doła, nie robię nic kompulsywnie, nic nie muszę i fantastycznie mi się śpi. Ogarniam bez napięcia i porządki, i psy i nawet tfu, na psa urok kuchnię. Z dzieckiem jakoś się układa, zajęcia fitness dla podstarzałych robią swoje, ciało zrobiło się twarde i zwięzłe. Aż się boję zapeszyć, ale niech ten stan trwa jak najdłużej. 
I nic to, ze obrazek kolejny na zajęciach z malowania nie wygląda. No za nic nie chce wyglądać, nic ładnego w nim nie widzę, ale trochę jeszcze mu poświęcę uwagi. Jak nie wyjdzie, to zamaluję wielkie płótno na biało i zacznę rzeźbić co innego.
Sweter dla Pana Męża powoli nabiera rękawów, jeden zaczęty, drugi powstanie, potem listwa i szlus. Dziękczynne skarpetki dla miłego pana, który pomógł mi pozbyć się liści z ogródka zostały przyjęte z entuzjazmem. Pewnie nie będą zbyt trwałe bo z dropsowej Limy powstały, za to mróz obdarowanego w stopy nie ugryzie jak już przyjdzie.
Prezenty gwiazdkowe z grubsza ogarnięte, nowy King przeczytany, za chwilę zacznie się sezon aniołowania z Mikołajem.
Nie wiem, czy ten spokój duszy zawdzięczam Citalowi, czy nowej praktyce medytacyjnej. Pewnie i jednemu i drugiemu. Słuchanie uspokajających mantr pana Tolle niesłychanie mnie wkurzyło, zatem go nie słucham, ale idiotyczne z pozoru skupienie się na własnym oddechu w celu uspokojenia gonitwy głupich myśli jest fantastycznie skuteczne. Oddech ma się zawsze przy sobie i jest czynnością, która trwa. Komu się wydaje, że to nudne niech zatka sobie nos i zamknie usta. Zaraz się przekona, ze to fascynująca czynność.
A na grudzień w przerwach między szpitalami, szkołami i fikaniem nogami przewidziane jest otwarcie  manufaktury małych dziergadeł. Czapki, mitenki, skarpetki. Parę kłębków ubędzie!

10 komentarzy:

  1. Ha! Citalowi, jak bum cyk cyk:)
    I praktyce medytacyjnej takoż.

    I weź przestań z tą panią starszą, bośmy chyba w jednem wieku kobity i postarzasz mię normalnie, no...

    P.S. Szkolę się.
    U Twego Pana Męża.
    Linkami na FB.
    Przydatne wielce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Numer PESEL proszę pani, numer PESEL.
      Pan Mąż dziękuje za uznanie.

      Usuń
  2. Mnie Tolle wybawił od przymusu myślenia, dzięki niemu dotarło do mnie, że nie jestem swoim umysłem. Co to za ulga, przestać traktować poważnie te wszystkie straszne myśli.
    Ale jak fajnie nie mieć listopadowego doła, ja tez nie mam i się nadziwić nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwowanie własnych myśli jak się przepychają do świadomości też jest pouczające. Nie jestem tożsama z własnymi, czasem bardzo niezdrowymi, myślami.
      Ciekawe, że robienie na drutach to też rodzaj medytacji. Za mało mam praktyki aby teoretyzować, ale Tolle nie jest dla mnie. Boję się gdy ktoś mi za bardzo między szare komórki wnika. Obojętnie jak miodopłynny głos ma, boję się przekazu podprogowego. No nieufna jestem i cześć. A medytacja robi to samo, a właściwie sama sobie robię to samo.

      Usuń
  3. ja dlatemu kocham jogę :-) bo się ustawiam w asanie i se oddycham. bardzo cenię sobie oddech, szczególnie ostatnio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działanie tego jest doprawdy zdumiewające. I to bez żadnych planów i założeń - samo się dzieje.

      Usuń
  4. Masz pięknie zagospodarowany czas, interesująco. Wtedy brakuje miejsca na doły. :) BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas mam tak od lat zagospodarowany. Mimo to doły bywają głębokie. A tej jesieni równa droga przede mną. Tylko wełny coraz więcej w szufladach.

      Usuń
  5. Myślę, że to również zasługa pięknej jesieni. Ja niedawno oprzytomniałam, że minął październik i połowa listopada a ja nie smęcę jak co roku. Popytałam i wiele koleżanek stwierdziło, że właściwie też jesiennej deprechy brak. No ale się skończyło. Mam nadzieję, że grudzień nie pozwoli popaść w smutki, w końcu święta tuż tuż

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam inaczej, czekam na jesień i zimę, bo wówczas mam święty spokój od ogrodu i podlewania kwiatów na tarasach. Masakra. Poza tym, lubię każdą porę roku, każda z nich coś fajnego w sobie ma. Obecnie panuje taki trend, że najlepiej byłoby gdyby lato trwało okrągły rok. Tak nie będzie. Jedno co jest troszkę nostalgiczne w jesieni, to fakt, że przypomina nam o naszym życiu. Dla jednych trwa wiosna, dla drugich lato, dla mnie jest już jesień życia. Nie będę kłamała, ze to piękne jest, bo nie jest. Wyjścia awaryjnego nie ma, więc trzeba polubić i poszukać dobrych stron.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.