wtorek, 15 stycznia 2013

Bez tytułu

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
W niedziele Kretka z przyjaciółką pojechały do szkoły w Raszynie uświetniać zbiórkę Orkiestry. Na zdjęciu czeka na występy bawiąc się z co milszymi uczestnikami pokazu psów rasowych.


Więcej nigdy jej na taki szkolny spęd nie zabiorę.
Dzieci może i zainteresowane, ale nie wszystkie. A te niezainteresowane wrzeszczą, skaczą gonią na łeb na szyję i wyją. Ani wolontariuszy, ani nauczycieli, ani porządku, ani grafiku - pandemonium!  Odwykłam stanowczo i więcej sobie nie życzę. Ani Kretce, bo ona wprawdzie spokojna i obyta, ale przecież uszy ma.
Poza tym prezentowanie dzieciom i rodzicom z dumą rasowego psa, dlatego że jest rasowy, jak w domu siedzi Muszka jakieś mi się głupie wydaje.
O Kretce byłoby co opowiadać, zwłaszcza, że rasa z pozoru mała, ładna i taka jakby akuracik dla rodziny, dla dziecka na prezent w sam raz. I jeszcze pieski niedrogie. A potem w każdym schronisku i w każdej psiej kaźni  mieszańce jagdterierów zamknięte za kratami na zmiłowanie czekają. Zatem byłoby o czym mówić; niestety, w hałasie i wśród biegających dzieciaków głos nawet wzmocniony mikrofonem ginął i nikł.
Bardzo zmęczone i z postanowieniem noworocznym, że żadnych szkół więcej wróciłyśmy do domu.

Pisałam już kiedyś, że jestem przemysłowym producentem resztek.
Nim kupię tkaninę czy włóczkę na coś konkretnego liczę dość dokładnie ile tego potrzeba. A potem, po skrojeniu/wydzierganiu okazuje się, że z pozostałego materiału da się spokojnie zrobić jeszcze dużo użytecznych rzeczy. Kupując tkaninę według wskazań Burdy mogłam uszyć ciuch i dla siebie i dla Misi. A potem jeszcze lalce.
Z włóczką jest to samo. Posiadam pokaźny zbiór bardzo porządnych włóczek w ilościach za małych na sweter, ale na mniejsze projekty wystarczających. Między innymi trzy puchate kłębki Sierry Andiny od Adriafilu tam sobie na zmiłowanie czekały.
Wzięłam je na druty i powstała czapka dla koleżanki, której marznie bardzo głowa. Alpaka powinna sobie z tym poradzić. Wzór z książki Aran Knitting Alice Starmore nazywa się Kittiwake.


Mam nadzieję, że czapka się koleżance spodoba.  Chciałam wykończyć tę alpakę do ostatniego metra, bo środkowa część czapki żarła włóczkę na potęgę. Niestety, jeszcze 7/8 kłębka zostało. Na lalki ta włoczka trochę za gruba, na mitenki za mało tego.Wyrzucić szkoda.
I zostanie na wieki taka sierota pojedyncza.

10 komentarzy:

  1. połącz z czymś co ma podobną grubość z magicznych zbiorów resztkowych i nawet malutki baktusik można sklecić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no to teraz już wiadomo, dlaczego nauczyciele głośno mówią, całe życie w tym harmidrze, jakoś trzeba nad tą klęską zapanować.Ktoś tak powiedział,że szkoła to fabryka gwoździ...?
      Czytam od bardzo dawna, dziękuję za gościnę, pozdr. Monika

      Usuń
  2. Gackowo kochana przepaskę z aranem zrób i akuracik będzie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekstra czapka, a na resztki może coś z rzędami skróconymi ? Cudeńka są na przykład tutaj : http://www.ravelry.com/designers/heidrun-liegmann

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna czapka! A z reszty może dziecinna czapeczka wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  5. o rany ale cudowna czapka:) ale bedzie cieplutko , jak kolezance się nie spodoba ja chętnie przygarnę :)onika27

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu piękna czapeczka! BBM

    OdpowiedzUsuń
  7. Czapka się koleżance spodobała!

    OdpowiedzUsuń
  8. No jeszcze miałaby się nie spodobać taka piękna czapka ? mnie zachwyca niezmiennie wszystko, co wydziergasz.
    A temu, że nie spodobało CI się to zbiorowe ryczenie dzieciarni, to ja się nie dziwię, też by mi się nie podobało. Kretki nawet to pewnie nie obeszło, bo ona jest twarda sztuka.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.