piątek, 11 stycznia 2013

Pognębione

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Gnębią nas różności.
Misi jakoś w grudniu spuchło gardło. Jeden lekarz dał zwolnienie, drugi poznał się na kamieniu w ujściu ślinianki i próbował ten kamień wydłubać bez powodzenia. Pognębiona rosnącym przy każdym posiłku guzem pod żuchwą Misia postanowiła szukać pomocy na ostrym dyżurze chirurgii szczękowej.
Najpierw nie chcieli jej oglądać i sugerowali hipochondrię. W końcu bez entuzjazmu zrobili USG. Kamień objawił się w całej swej kamienistości a zgnębiona ślinianka też nie wyglądała szczególnie zdrowo. Z oddziału na izbę przyjęć przyszedł wielki, wąsaty oberlekarz, obejrzał badanie, obejrzał śliniankę i spytał moje dziecko, gdzie mieszka. Dziecko odpowiedziało. O, to niedaleko, ucieszył się oberartzt: Idź zatem dziecko do domu, przynieś piżamkę, zanocujesz u nas, a rano ci te kamienie usuniemy. A przy okazji zrobimy plastykę wędzidełka podjęzykowego.
Następnego ranka, czyli wczoraj dziecku wykonano zabieg, założono cztery niebieskie szwy pod językiem, następnie poczekawszy aż będzie już mogła sama łykać ślinę i podawszy coś na ból wypisano ją do domu. Miałam robotę fotograficzną w Pałacu Kultury. Punktualnie przed wykładem dziecko białoszare na twarzy zjawiło się w Auli A na 12 piętrze. Usiadło w kąciku, najpierw przytuliło się do taty, a potem z kurteczki i szaliczka uwiło sobie gniazdo i przysnęło. Zrobiłam co miałam zrobić, zabrałam dzieciaka do taksówki i przywiozłam do siebie. Dałam miskę twarogu ze śmietaną, świeży chleb pokrajany w malutkie kawałeczki i dużo Ketonalu oraz Prazol. Dałam nocną koszulkę, ciepłe skarpetki, puchową kołderkę i kocyk i udostępniłam rodzinne łoże boleści. Psy ułożyły się malowniczo i wspierały chorą jak umiały. Rano dziecina już w prawidłowym kolorze pojechała do siebie, a ja zaczęłam mój dzisiejszy oblot warszawskich chirurgów.
Na prawej dłoni, pomiędzy palcami miałam taki sobie mały guzek. W lecie ten guzek się chyba wściekł. Zrobił się szorstki, swędzący, i przeszkadzający. Dermatolog kazał mi go czymś tam smarować, co wiele nie pomogło. Zatem kazał zmianę wyciąć. I słusznie, bo ja tego nie chcę mieć.
Mama kiedyś coś takiego samego miała i jej na Wawelskiej w szpitalu onkologicznym to wycięli. Skutecznie i na zawsze. Wolę mieć bliznę niż to coś.
Pierwszy chirurg chciał to wyciąć za 500 zł. W bardzo eleganckim i zupełnie prywatnym i płatnym szpitalu. Zaprotestowałam, bo nie dalej jak wczoraj wydaliśmy kwotę, jaką niejedna rodzina ma do dyspozycji na miesiąc na leki Pana Męża. Chirurg wysłał mnie do kolegi, który wytnie paskuda w ramach abonamentu luxmedowego w środę. Pośpiech obu chirurgów w ustalaniu terminu wycinania utwierdza mnie w przekonaniu, że słusznie tego wycinania żądałam. Pośpiech wręcz taki, że ten pierwszy osobiście o sprawie drugiego powiadomił, nie zostawiając tego recepcji. Zatem już w środę dowiem się jak się żyje z nieczynną prawą dłonią. I co do jedzenia zrobi mi Pan Mąż. I jak się ubierać lewą ręką.
Jakby tego było mało Kretkę bardzo bolą plecy. Ledwie biedna łazi. Łyka grzecznie psie tabletki przeciwbólowe i wygrzewa się pod elektryczną poduszką. Ostatnio widziała tę poduszkę w zeszłym roku, ale na jej widok przypomniała sobie natychmiast co to jest i z rozkoszą się pod nią uwaliła w psim łóżeczku. Z pamięcią psy nie mają żadnego problemu. Może z czytaniem i pisaniem tak, z pamięcią - nie.
Zdrowa jest tylko Muszka.

18 komentarzy:

  1. I jak Ty będziesz dziarać bez ręki???
    To dopiero będzie ból!

    U mię takoż zdrowa tylko Dyśka, znaczy zwierzę osobiste. Zdrowa jak ryba, choć to pies:)
    Caluśka reszta wespół wzespół ledwie dycha - z dżinglem na czele.

    Rozwaliłaś mię kamieniem w śliniance.
    Nie miałam pojęcia, że tam też mogą być!

    Zdrowiejcie, kochani, jako i ja zdrowieć planuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę dziergać, w końcu sobie poczytam.

      Usuń
  2. Zdrowia i wytrwałości w kontaktach białymi kitlami.
    Co do Kretki to ja polecam preparat psiowy Multiflex (jest przeciwzapalny i przeciwbólowy ale ziołowo). Mojej pomaga. Buziaki dla wszystkich chorowitków

    OdpowiedzUsuń
  3. w 1995 se zwichnęłam łokieć. prawy. mycie jest upiorne, ale sikanie (szczególnie jak się jest spodniolubnym, to w ogóle drrrrrrramat. polecam spódnicę oraz braki w desusach, inaczej za każdym razem będzie potrzebna pomoc :-/
    trzymajcie się jakoś! i cierpliwości, bo jak wiadomo "wszystko mija, nawet najdłuższa żmija" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, pamiętam to rozpaczliwe sikanie, a właściwie rozbieranie się i ubieranie jak mi kiedyś nadgarstek wysiadł. A spodniolubna jestem zdecydowanie.
      Znaczy będzie wesoło. Bo nie mam zimowej spódnicy.
      Zapinanie stanika też było mało interesujące.

      Usuń
  4. Jak przeczytałam opis Miśki i tego, jak zajęłaś się córką, to łezka mi się w oku zakręciła. To jest właśnie to, czego ludzie w cierpieniu potrzebują. W środę będę posyłała dużo serdecznych myśli w Twoją stronę, aby wszystko przebiegło bez problemów. Co do spodni, to chyba będziesz musiała jakieś na gumce nosić i nie będzie problemu z założeniem. Trzymaj się dziewczyno, ściskam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jedne paskudne dresy, przydadzą się :-)

      Usuń
  5. No faktycznie chwilowo rodzina pognębiona ale mam nadzieję, że sprawy szybko się wyprostują.
    12 piętro? Czyżby mąż wykładał w CC?

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrowia wszystkim bez wyjatku!godlesia

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę w środę trzymać kciuki. Dla Kretuni uściski, zdrowiejcie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też jestem śliniankowa i zaliczyłam kiedyś noc bólu z opuchlizną. Rano na szczęście rodzicielka poratowała mnie lekiem, co to na wszystko szkodził jak cholera, ale śliniankę biegusiem stawiał do pionu. Nazwy nie pamiętam, to było ok. 20 lat temu i obawiam się, że mogli go przestać produkować w Polfie od tego czasu... Potem nas jedna mądra lekarka przeszkoliła (nas, bo rodzicielka też śliniankowa), że podstawowa profilaktyka przy takich skłonnościach, to powodowanie dużej produkcji śliny, wypłukującej piasek ze ślinianki, nim piasek stanie się kamieniem. A produkcji można w prosty sposób pomóc, jedząc kwaśne (uwielbiam cytryny, papierówki, antonówki i renety) oraz żując gumę. U nas metoda działa, może i Misi na przyszłość pomoże. Zdrowia Wam wszystkim życzę i dobrych lektur na czas bezdrutowy :-)
    Pozdrawiam
    M

    OdpowiedzUsuń
  9. No i jak tu nie wierzyć w 13 ponoć przynoszącą pecha i wszelkie inne paskudztwa. A jednak - dla mnie od zawsze 13 była liczba SZCZĘŚLIWĄ!!?? Była, bo teraz tez w środę idę do szpitala i czeka mnie paskudna operacja. Też coś tam w brzuchu rośnie, tylko nie wiadomo co to. Będę myśleć o Tobie.
    Już kiedyś pisałam, uwielbiam Twojego bloga. Zawsze kiedy mam "doła" zaglądam do Ciebie, poczytam, pooglądam i humor mi wraca.
    Trzymam kciuki za Twój szybki i szczęśliwy powrót. Powodzenia.
    Wracaj do zdrowia i blogowania. - Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam nigdzie znikać, co najwyżej będę dziubała w klawisze jednym palcem. Dziecko się zrasta, pan Mąż pięknieje, Kretka w kubraku nawet podbiega, nie jest źle.

      Usuń
  10. Bidule moje wszystkie.... utulam i zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdrowia całej Waszej fajnej trójce życzę :).

    Popłakałam się, czytając, jak się córką
    zajęłaś.
    Nad sobą się popłakałam, bo ja biedna ,
    też akurat choruję ( zapalenie płuc) i tak bym
    chciała, żeby ktoś mi chociaż herbatę zrobił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nalewam... wirtualnie. I miodem słodzę też wirtualnie ;-P

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.