niedziela, 6 stycznia 2013

St Brigid

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze po internecie poruszałam się jednym palcem, przeczytałam o Alice Starmore i na jakimś zamazanym zdjęciu zobaczyłam jej projekt celtyckiego arana. I nie mogłam o nim zapomnieć.
Jak tylko wydawnictwo Dover wydało reprint jej książki Aran Knitting nabyłam ją bez wahania.
Wiem, że grubym babom mięsiste warkocze nie pasują. Ale oj tam, oj tam. Chciałam mieć ten sweter i koniec.
Żadna dostępna w mojej szufladzie włóczka na żadnych drutach nie chciała dać takiej próbki, jaką zalecała projektantka. W końcu cieniutka Alpaka od Dropsa połączona z Alpaką Lace od Cascadeyarns za pomocą cienkich drutów dała oczekiwaną gęstość ściegów.
I po koszmarnie długim procesie produkcyjnym (od sierpnia 2011 do dziś) mam moją Brygidę!
Nie kombinowałam przy wzorze, zrobiłam go kropka w kropkę według zaleceń. Jedynie zeszyłam ściegiem dziewiarskim a nie za igłą, bo za nic w tej plątaninie nitek nie udawało się uzyskać czystego brzeżka taśmy przy podkroju szyi. I golf zamykałam elastycznymi oczkami a nie zwyczajnie. Wciskanie głowy w golfy należy już do przeszłości. Nie znoszę tracić przy tym ani kolczyków, ani okularów.




Wzór byłby pewnie lepiej widoczny wykonany gładką, aranową włóczką. Lekka puszystość alpaki dodaje mu jednak pożądanej w tym przypadku dyskrecji. A sprężystość alpakowej włóczki gwarantuje widoczność poplątanych warkoczy po nie wiem ilu praniach.
Sweter musi być piękny, skoro Pan Mąż, nieczuły na urok wzoru w trakcie produkcji widząc gotowy wyrób, zaczął się dopytywać, czy na mnie nie jest to aby za duże.
Nie jest za duże! Sięga dokładnie do połowy sempiterny, jak kochana Ewcia, ekspertka w tej dziedzinie,  kazała!

Jedno mnie peszy: zanim kupię włóczkę na planowany wyrób, przeliczam jej ilość niemal z kalkulatorem w dłoni w yardach i metrach. I zawsze mi zostaje po zrobieniu swetra solidna resztka. Nie połowa kłębka, nie cały kłębek, ale przynajmniej dwa. Tym razem zostały prawie cztery! Nie wykonałam frywolnych frędzelków na dolnej krawędzi, bo jakieś mi się nieporządne wydawały, ale cztery kłębki pozostałe z wyliczonych czternastu, to za dużo. Z czego wynika, że alpaka od Dropsa to cholernie wydajna nić.


20 komentarzy:

  1. Czy długo dziergany, no nie wiem. Z pewnością mamy takie dłuższe projekty. Ale za to jaki efekt, przecudnej urody sweterek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny! I do tego w moim ulubionym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny jest :-) I moim zdaniem wybrana włóczka bardzo pasuje. Jest taka elegancka :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmmmm, ładny... ja się już od dawna nie odważyłam na warkocze, uwielbiam je robić, ale nosić.... :)) Może spróbować?
    To ile ci tej alpaki Dropsa wyszło? 0,5 kg? A tej drugiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A drugiej cztery i pól motka. Na długość tyle samo, bo jedną nitkę roboczą utworzyły.

      Usuń
    2. Dziekuje :) pozdrawiam, Basia

      Usuń
    3. Na ten największy rozmiar robiony n drutach 3,25 wyszło 11 motków alpaki dropsa i około 4 alpaki lace. 11 motków to 0,55 kilograma.
      Dziś sprawdziłam w starym wydaniu Aran Knitting, ze w założeniu ten sweter był znacznie większy i bardziej workowaty. Na dzisiejszą modę moje wykonanie jest lepsze.

      Usuń
  5. Bardzo piękny. W naturze kolor jeszcze lepszy boś fajnie te dwie wełenki połączyła. Aż mi się wierzyć nie chce, że tyle czasu zeszło od rozpoczęcia :), ale skończony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, chyba mu rok dodałam :-)
      Ależ jest ciepły, wytrzymać w mieszkaniu w nim trudno, mimo chłodku zimowego.

      Usuń
  6. ooooch, ja się PanuMężu nie dziwię, też bym próbowała takie cudeńko wyłudzić wszelką dostępną metodą :-D
    :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dam, nie dam, może kiedyś pożyczę. jemu można pożyczyć ciucha, bo nie gotuje, więc nie poplami i ładnie pachnie :-)

      Usuń
    2. pożycz pożycz... nie bądź Wiśnia ;-P
      jak było na Szarotkach? obudziłam się z niesmakiem do siebie o 16:00 :-( no ale jak się kończy robotę o 6:00 a zasypia o 10:00 to w sumie nihil novi, co nie?
      ychh... siem stęskniłam za Wami :-(

      Usuń
  7. Widziałam Twojego arana na własne oczy - piękny.
    A kto, ja się pytam, po tym jak wystąpiłaś w gorsecie, nazywa Cię grubą babą...? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Centymetr i diabetolog. Zwłaszcza ten ostatni. I mierzy mnie na każdej wizycie, przynudza o stosunku obwodu bioder do obwodu talii i procentach, BMI, glikemii i takich innych nudnych sprawach. Nawet gorset przed nim prawdy nie ukryje.

      Usuń
  8. gratuluję cierpliwości sweterek wyszedł cudny brawo

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem po kiego tu przylazłam, teraz będę patrzeć i patrzeć, na dodatek jeszcze książkę chyba muszę kupić - i po co mi to było ??
    Chciałam sobie dawkować tą Alce i przez Twój sweter znowu zaczynam kombinować skąd wytrzasnę kasę na książkę :))
    Bardzo piękny sweter i ja też mam w nosie, że "grube baby" nie powinny chodzić w mięsistych warkoczach :D
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejć, teraz już nie mam wyjścia. Muszę kupić tą książkę. Na szczęście jest dostępna na allegro :) Piękny, piękny i kolorki też ma piękne. Jak ja Ci go zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak wiesz od dawna podziwiam u Ciebie tę sztukę odczytania wzoru, wykonania go i tego, że w efekcie finalnym wygląda na to, co zostało zamierzone na wstępie. Obłędny wzór.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uf, ale cudo!!! Podziwiam, zawsze wyjdzie Ci to co ma wyjść.
    Teraz pewnie będę śniła po nocach o czymś tak cudownym. :)
    Pozdrawiam serdecznie - Iza

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.