Jestem bardzo rozczarowana: pocięta ręka i pocięty bok nie bolą, mimo, ze znieczulenie już przestało działać.
Spędziłam miłe pół godzinki na czystej chirurgicznej sali, na własnym, zielonym , flizelinowym prześcieradełku, a duży chirurg i dwie jeszcze większe pielęgniarki zabawiali mnie rozmową, skakali wokół mnie i robili co trzeba.
Znieczulenie znieczuliło, mam dwa niewielkie plastry na ciele i sześć a może pięć szwów. Rozmowa była pogodna, niebieskie baletki z folii śmieszne a chirurg szybki. Tylko w oczy świecili, ale w końcu można oczy zamknąć.
Pan Mąż dowiózł do przychodni i przywiózł do domu, dał lody, herbatę, Jacka Danielsa (wszystkiego poza herbatą mi nie wolno), wyprowadził psy i kupił papierosy (a miałam nie palić, no dobra, od niedzieli zacznę nie palić). Niańka z niego niekonwencjonalna. Zatem nałożyłam na pozszywaną rękę rękawiczkę - bo jak tę rękę teraz myć? i przerobiłam pierwszy z dwudziestu motek Limy. Będzie żakiet w warkocze.
Warkocze bez druta do warkoczy robi się znacznie łatwiej z grubej aranowej włoczki na drutach nr 4, niż na cieniasach i kombinowaną, kosmatą alpaką. Póki co szara powierzchnia dzianiny wygląda ponuro.
co za chirurgiczny dzien!
OdpowiedzUsuńmy też mieliśmy tę nieprzyjemność ;)
Jesteś szalona!:*
OdpowiedzUsuńZdrowiej:)
I jak to mówią gitara !! pewnie się prędko zagoi i będzie lepiej :)
OdpowiedzUsuńZdrowka zycze.
OdpowiedzUsuńI niech nadal nie boli.
Pozdrawiam
Sklonuj Męża! Też chcę taką opiekę :-D
OdpowiedzUsuń:-*
czym się ciepło i bezboleśnie!
Hmm ja to bym poszła i reklamację złożyła ;)
OdpowiedzUsuń