Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Post powstaje na wezwanie Pimposhki.
Kącik do dziergania zrobił się w salonie. Początkowo meble tańczyły w tym pokoju na różne sposoby, ale w końcu od jakiegoś czasu wszystkie fotele i kanapa wiedzą już gdzie mają stać i ja wiem, które miejsce jest moje. I tu właśnie powstają wszystkie prace na drutach i część haftów.
Na miejscu, które zwykle zajmuję ja przy pracy siedzi Kretka. Muszka, dowódca kanapy leży tam gdzie zwykle. Czasem podczas procesu produkcyjnego Kretka grzeje mi bok, a Muszka na podnóżku - nogi. Jeżeli w gościach jest Zazulka, to spoczywa obok kolorowej poduchy na górnej krawędzi kanapy. Podczas przerw w dzierganiu trzeba psy głaskać po brzuszku.
W koszyku obok kanapy jest włóczka, na stole niezbędnik dziergalny: Przybornik Knit Pro i pudełko po cygarach pełne drutów Addi i skarpetkowych. Wszelkie miarki, centymetry, holdery, markery i szydełka też są na podorędziu. Nie ma nożyczek, bo zwykle tnę włóczkę moim krawieckim zębem. Krawiecki ząb nie jest moim wymysłem, choć go posiadam. Według profesora Grzywo-Dąbrowskiego po zębie siekaczu z charakterystyczną szczerbą od nici można poznać że zwłoki były za życia krawcem.
Na stole leży również komplet pilotów, stoi kubek z herbatą i popielniczka z zapalniczką oraz fajki. Na poręczy kanapy czeka iPad z otwartą właśnie książką Ann Budd o swetrach robionych od góry, bo takiż właśnie powstaje. I Pad ma również w brzuchu sporo numerów Intervawe Knits, Knitter, Knit Scene, Vouge Knitting, bo te gazetki w postaci cyfrowej mają ceny znośniejsze niż w papierze. I nie potrzebuję do nich kolejnych metrów półek.
Na fotelu zwykle wieczorami siedzi pan Mąż, siedzi, czyta i pali fajkę. W tv leci jakiś kryminałek, a dzianina rośnie. Na podnóżku poza leżącym psem spoczywają nasze nogi.
Najlepiej dzierga mi się wieczorami. Około siódmej wieczorem Muszka zaczyna zaganiać mnie na kanapę, pora wziąć druty w ręce.
W moim buduarze robię inne rzeczy: maluję, czytam, piszę, ale dzierganie odbywa się w salonie. Jest to czynność czysta, cicha, niewymagająca Bóg wie ile miejsca i nikomu nie przeszkadzająca.
Natomiast życia bez własnego pokoju, w którym mam swoje zabawki, aparaty fotograficzne, sztalugę, farby, lalki, maszynę do szycia, książki, komputer i dwa robocze biurka oraz bardzo wygodny, regulowany biurowy fotel i składany stojak do ramy hafciarskiej sobie nie wyobrażam. We własnym pokoju piszę, szyję, maluję, śmiecę, tnę papierki i szmatki, haftuję duże rzeczy na ramie, a bywa, że sypiam, bo jest na czym spać. Własny pokój jest kobiecie bardzo, ale to bardzo potrzebny.
Już wyczaiłam, zanim jeszcze zobaczyłam komentarz u siebie. Dzięki wielkie! Widzę, że mamy taką samą lampę ;). (lampa mi została). Podsumowanie przeniosłam na niedzielę (jutro o tym napiszę) bo mnie o to poproszono, co by dziewczyny mogły zdjęcia w weekend porobić. A co do własnego pokoju to absolutnie się z Tobą zgadzam. Mam swoją pracownię gdzie powstawał mój doktorat i za nic bym jej nie oddała, na szczęście w nowym domu taki pokoik też na mnie czeka.
OdpowiedzUsuńJak pisała Virginia Woolf - własny pokój i własny dochód to podstawa człowieczeństwa kobiety ;-)
UsuńFajnie, że mamy taką samą lampę. Fotel Ektorp też polecam, jego pokrowce łatwo się pierze.
Och jak szczegółowo opisałaś proces twórczy, a raczej warunki jego powstawania! Pies grzejący bok - boskie, też bym chciała, ale niemąż posiada niestety alergię... W kwestii własnego pokoju - całkowita zgoda. Ja wprawdzie takowego nie mam, ale mam przynajmniej taki kącik, w którym pracuję (choć nie dziergam) i nikt mi tam się nie plącze. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńW sprawie alergii na psa polecam parę postów wcześniej relację o strzyżeniu Zazulki. Regularnie strzyżony i kąpany pies nie uczula - jego uczulająca flora futrzana i złuszczony naskórek znikają.
UsuńBardzo zabawne to wyrażenie: "zwłoki były za życia krawcem" :D.
OdpowiedzUsuńDziewiarstwo to w ogóle jest dość społeczne zajęcie, miło się siedzi w towarzystwie i spokojnie dzierga. Te pozostałe zajęcia wymagają ciszy.
A swój kąt jest faktycznie bardzo potrzebny.
Jak ja podziwiam Was babeczki, dziergające, haftujące i w ogóle piękno-robiące. Ja coś tam kiedyś naklejałam na doniczki, jakieś kolczyki sobie zrobiłam, ale to tyle. więcej zapału niż wytrwałości:(((
OdpowiedzUsuńTu nie ma co podziwiać, to nie jest sprawą wyboru, tylko konieczność, przymus, pęd dziki ku jakiejkolwiek twórczości.
UsuńNulle dies sine linea.
Inni mają tak z pisaniem - Ty na przykład - albo z malowaniem. Chyba wolałabym na poważnie malować, ale wychodzi i tak zawsze haft albo coś na drutach.
I dla tegoż właśnie pokoju nowego domu nie mogę się doczekać. Jest mi potrzebny do życia jak tlen. Życzę wielu udanych tworów wieczorowej pory!
OdpowiedzUsuńNawet po to jest potrzebny, żeby zostawić na noc rozgrzebany projekt i nie chować go, bo pora kolejnego posiłku na stole w kuchni przyszła. Rozgrzebany haft czy puzzle spokojnie mogą poczekać za drzwiami zamykanymi na klamkę.
UsuńOpis mnie rozczulił, w takim towarzystwie każda twórczość się udaje :)
OdpowiedzUsuńWłasny świat zamykany za drzwiami w sferze moich marzeń tym większych po przeczytaniu o Twoim świecie "za klamką ".
Pozdrawiam
Swietne pomocnice, na pewno nie tak uporczywe, jak kociamber ;)
OdpowiedzUsuńTak na marginesie, i sasiedzki Grubasek odszedl na druga strone.
Przykre, ale tak już jest. Poczeka tam na Pańcię lub Pana.
UsuńMasz super kącik i wszyscy ładnie się mieszczą i na siebie "zerkają",no i pod ręką
OdpowiedzUsuńwszystko jest i piloty i papieroski itd.
Ja mam pod oknem stół (lubię dzienne światło)i na stole podobnie jak u Ciebie;piloty,papieroski itd.Tylko pieska już nie mam (zdechł w październiku) ciągla za nim tęsknimy,a mąż jak czasem tzn.nieraz "posiedzi" za mną,albo internet i brydż.Pozdrawiam.Podczytująca Katarzyna.
Piesków cała masa jest do wzięcia natychmiast. Na co czekasz? Jakieś miłe stworzenie bardzo chce z Tobą na drutach robić.
Usuńoj jak bym chciała mieć własny pokój tj pracownię/żyjnię :)) chociaz inni ludzie mi nie przeszkadzają, to jednak miejsca zawsze za mało na mój bajzel...
OdpowiedzUsuńAle chyba włóczki bawełnianej nie tniesz zębem??? bo to jak sznurek, próbowałam.
Kordonek bez problemu, wełnę bardzo łatwo a grubej bawełnianej nie używam. Czasem poliamid w skarpetkowej jest oporny i nożyczkami trzeba.
Usuńząb krawiecki ;DD
OdpowiedzUsuńBrak własnego pokoju mi doskwiera nieco, ale po trosze przywykłam
ja mam (miałam właściwie) kącik dziergalniczy w kuchni przy radiu.
Dzisiaj mi się śniło, że robiłam na szydełku ;D
całkiem jak przy rzucaniu palenia, śniłam, że palę. Ot siła nałogu ;)
Iksińska, ten krawiecki ząb to pojęcie z zakresu medycyny sadowej i wstępnego ustalania tożsamości. Strasznie się uśmiałam jak to w podręczniku znalazłam.
OdpowiedzUsuńJeszcze będziesz szydełkować, spokojnie. Idź w końcu do tego lekarza.
Właśnie myślimy,żeby do schroniska się udać i jakiegoś niedużego pieska (mieliśmy
OdpowiedzUsuńpinczerka) wziąć,bo mieszkamy w bloku i mieszkano jest niewielkie.
Pozdrawiam K
Bardzo słuszna decyzja. Zanim weźmiesz zwierza pogadaj z woluntariuszami, oni dobrze znają podopiecznych. Wybieraj nie po sierści i wielkości, a po charakterze, spokojny piesek, nawet większy od pinczerka nie przeszkadza w domu.
UsuńMiło czytało się opis- taki rodzinny czas i miejsce, w których wszyscy czują się dobrze... Pozdrawiam Was i Zwierzynę! :) BBM
OdpowiedzUsuńJa też mam swój pokoik. Tylko brak mi najważniejszego...czyli zdolności.. Czytam Twojego bloga
OdpowiedzUsuńi chyba przestanę bo wpadnę w poważne kompleksy. Bo...(nie zaczynamy zdania od "bo"!?) Nie potrafię tak ciekawie opowiadać o prostych sprawach, nie maluję (choć bardzo bym chciała) o szyciu nie mam bladego pojęcia, nie haftuję tylko trochę dziergam,nie mam też psa ani kota. Ot taka sobie kobietka, która tylko uwielbia czytać. I na 100% Twojego bloga dalej będę czytać :) Pozdrawiam serdecznie. - Zofia
Rób tylko to co lubisz. Nie ma sensu się zadręczać. każdy coś lubi i umie, a innych rzeczy nie tyka. Ja nie znoszę biurokracji, formularzy i spraw urzędowych. Nic z nich nie rozumiem.
UsuńDziękuję za "wskazówki" bardzo cenne,bo o tym nie pomyślałam żeby pogadać z
OdpowiedzUsuńwolontariuszami o charakterze pieska,tylko patrzylibyśmy żeby był czarny i nieduży jak nasz pieseczek.Pozdrawiam.
podczytująca K
Och, poza byciem czarnym powinien być przyjazny, zachowywać czystość (choć z tym na początku może być różnie), być w miarę zdrowy, pewnie spokojny i grzecznie chodzić na smyczy. I nie za bardzo zestresowany. Nie powinien też w schronie siedzieć Bóg wie jak długo, bo do ładu z nim nie dojdziecie. I niech to nie będzie król klatki, tylko miłe, przyjazne stworzenie potrzebujące pomocy.
UsuńPowodzenia!
Czasem mnie te obłapiające zwierzaki w czasie dziergania wkurzają, bo mowy nie ma by szybko wyjść bodaj po kubek wody. Trzeba kota zestawić, pod psem natrafić na kapcie, psa delikatnie ocucić by się nie zrywał pod nogami. Wyjść w pełnej asyscie by za sekundę wrócić w takiej samej gromadzie i poukładać się znów wespół-zespół w malowniczej pozie.
OdpowiedzUsuńAle smutno będzie bez nich kiedyś, chociaż na pewno wygodniej i czyściej.