Opętała mnie myśl o torbie. O płóciennej torbie ze skórzanymi wykończeniami na parcianym pasku. W handlu owszem dostępna jest taka torba, ale strasznie droga. I niekoniecznie w tym kolorze.
Nim przemyślałam sprawę do ostatniego szwa już kupiłam lnianą obiciówkę, okucia, nici, taśmę parcianą - niestety zbyt wiotką na pasek, ale za to w dobrym kolorze - i wkłady usztywniające. Popatrzyłam na tego typu torby bez usztywnienia w lumpeksie. Nie chcę flakowatego worka, tylko coś zachowującego kształt.
Narysowałam miniaturę. Narysowałam wykrój. Napociłam się jak mysz, zaprojektowanie nawet najprostszej rzeczy to ciężka robota koncepcyjna, bo jak duża ma być klapa? Jak wyznaczyć zapięcie? Jak je wykonać? Jak głęboka ma być przednia kieszeń? Jak to ma być zrobione, żeby na żadnym szwie nie zachodziły na siebie grube, skórzane obszywki (jaka igła to ugryzie!) itd, itp. Można wiedzieć, jak ma wyglądać gotowy przedmiot, ale projektując bodaj worek takie rzeczy trzeba rozgryzać.
Dać podszewkę czy nie dawać? Jakie ma to konsekwencje dla konstrukcji całości? Okazuje się że ma duże i podszewki nie zrobiłam. Igła musi ugryźć gdzieniegdzie siedem warstw lnianej obiciówki podprasowanej sztywnikiem oraz lamowanej skórą z kurtki Pana Męża. Nie wiem jak to będzie z zeszyciem całości w jeden przedmiot. Większość roboty wykonałam i nawet mimo ewidentnych niedociągnięć mi się to podoba, ale boki i dno (jeden element) nie bardzo dają się dopasować do tyłu i przodu. Trudno wdawać i naddawać sztywną jak blacha formę. Lamowanie szwów wewnątrz chyba zrobię ręcznie, bo łatwiej to będzie ręcznie do szwa przyszyć niż zmuszać maszynę go gryzienia tego drugi i trzeci raz.
W razie czego zapas igieł do dżinsu mam.
A gotowanie zrobiło się nieco mniej łzawe odkąd do siekania cebuli używam okularów do pływania. Nie warto przecież kupować aż maski przeciwgazowej, chociaż do tarcia chrzanu nawet w malakserze spokojnie by się przydała.
Skoro zamiast świńskich wędlin jadamy ostatnimi czasy śledzie w oleju, to tej cebuli mam do posiekania sporo. I lepiej to robić w szczelnych Arenach niż płakać.
Pan Mąż się produkuje w Nowych Mediach i jest z tego strasznie dumny. Wydusił nawet ode mnie kilka fotografii w wielkiej rozdzielczości dla grafika, bo w tym piśmie grafik każdemu autorowi robi zmyślny ołówkowy portrecik. Zatem i jemu zrobili taki rysunek ( z mojej fotki).
Rozpisał się tam o wartości informacji, czyli ile informacja kosztuje. Strasznie się cieszy. A ja z nim.
a ja z Wami się cieszę :-D
OdpowiedzUsuńdo krojenia cebuli najlepsza by była dziewka służebna ;-) muszę przetestować krajacz taki naciskany. nie wiem ile to warte, ale pewniej wyjdzie i tak taniej niż okulary basenowe, hmpf!
będziesz na Szarotkach? bo ja chyba w końcu dotrę :-D
26. stycznia, godzina 16. Ale jak Cię nie będzie to.... kęsim
UsuńMnie też ta torba bardzo się podoba :-) Prawie czuje Twoja satysfakcję jak już skończysz. W arenach wyglądasz cudnie ale cebulowe inhalacje są bardzo korzystne :-) Kurczę, zawsze tak piszesz, że już ara natychmiast chciałabym zrobić to samo. Nie zawsze się da, u mnie dzisiaj zapiekanka :-)
OdpowiedzUsuńO! Ja mam tak samo jak widzę Twoje hafty!
UsuńNo to igła w dłoń :-)
UsuńJa zapisałam - kupić śledzie!
Torba zapowiada się bardzo pięknie.
OdpowiedzUsuńPatent z okularkami niesamowity ;) Cebula, która leżała w lodówce nie wyciska łez.
Ale też cebula leżąca w skórce w lodówce nie nadaje boskiego smaku śledziom ;-)
UsuńTo wiele wyjaśnia ;)
UsuńOd dość dawna myślę nad taką torbą jaką ty teraz uszyłać i mam dokładnie te same problemy, jednak na ten moment chyba nieco mniej samozaparcia, więc póki co sobie popatrzę, a za moją zabiorę się chyba jednak jeszcze trochę później, bo na ten moment niewiadomych wciąż jest zbyt dużo (no właśnie - z podszwką czy bez?)...
OdpowiedzUsuńTobie jednak gratuluję samozaparcia przy realizacji i czekam na efekt finalny w pełnej krasie :)
Jak z podszewką, to klapę trzeba doszyć do pleców nie wiadomo kiedy. Za nic się etapy pracy nie zgadzają.
UsuńWlasnie mialam prosic ofotke w goglach ;) dziekuje :D
UsuńTorba szykowna i z rodzaju tych zawsze sie nadajacych. Podziwiam!
Trzymam kciuki za pomyślne ukończenie torby. Niezłe wyzwanie uszyć takie coś!
OdpowiedzUsuńOkularków pływackich też kiedyś próbowałam do cebuli, ale mi zaparowały i - wprawdzie oczy nie łzawiły - ale zrobiło się niebezpiecznie dla palców :-)
O, faktycznie, nie zaparowały... Ani razu. Dawniej kazali na basenie w nie pluć, teraz są jakieś powłoki antymgielne. Oddychać cebulą się da, ale chrzanem nie. Do chrzanu jakąś rurkę sobie za okno wypuszczę i będę w okularkach i z rurką w paszczy tarła drania.
UsuńTorba zapowiada się rzeczywiście jak marzenie. Jest po prostu genialna! Podobnie jak pomysł z okularami. Ja mało siekam, to póki co wystarcza mi moczenie noża w wodzie, ale ponieważ jestem pływająca i mam kilka par okularków w domu, to może jedne powieszę w kuchni. Będzie jak znalazł przy następnej robótce. Dzięki za podpowiedź.
UsuńDobry patent z okularami, ale w Lidlu cyklicznie pojawia się świetny siekacz do cebuli. Nie wygląda imponująco, ale jest naprawdę praktyczny. Dla mnie nieodzowny w kuchni. Na raz wchodzi tam ok 1,5 sztuki sporej wielkości cebuli. Czy do śledzików parzysz cebulkę zanim ją ułożysz na nich? Parzenie jest praktyczne, bo śledż może kilka dni stać spokojnie w lodówce, gdyż cebula nie fermentuje.
OdpowiedzUsuńOpis szycia torby, to dla mnie jak opis budowy atomowej łodzi podwodnej. Czytam i niczego nie rozumiem. Dlatego niezmiennie podziwiam Twoja perfekcję w szyciu. TOrba zapowiada się ekstra.
Mężowi gratulujemy sukcesów zawodowych.
Naturalnie, że parzę cebulę. I skrapiam octem winnym - tylko ciut ciut. Wytrzymują wiele miesięcy, potrafią się same zamarynować, są wtedy bosssskie.
UsuńA w okularach to Pani pięknie wygląda! Rewelacja!
OdpowiedzUsuń