piątek, 3 stycznia 2014

Pan Indyk/ Mr Turkey

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Znajoma Amerykanka zapragnęła gotować u nas na sylwestra. Postanowiła nam pokazać, jak wygląda tradycyjny obiad z indykiem na Święto Dziękczynienia. Przywiozła ze sobą zioła, przyprawy, blachę do pieczenia potwora (nadaremnie - blacha do mojego małego Mastercooka się nie zmieściła) a nawet tłuczek do ziemniaków. Pan Indyk nabyty rano w jakiejś indyczej hurtowni ważył 9 kilo. Na jego pieczenie przewidziano jedynie 4 godziny. Czarno to widziałam. Przecież wiadomo, że dla takiego zwierzaka na kilogram wagi należy przewidzieć godzinę w piekarniku.
Zamknęłam jednak pysk na kłódkę i obserwowałam poczynania najwyraźniej bardzo kompetentnej kucharki.
Po pierwsze indyk został natarty mieszanką ziół bez soli. Posolenie tak wielkiego ptaka pieczonego na gołej blasze spowodowało by jedynie jego wysuszenie na wiór. Podstawową przyprawą do indyka jest szałwia. W gotowej mieszance przyprawowej firmy Bell's, która przyjechała w bagażu mojego gościa z Ameryki jest ponadto: rozmaryn, oregano, imbir, majeranek, tymianek i pieprz. Indyk był tak wielki, że do piekarnika wsadziłyśmy go po przekątnej. Nim odpaliłam kuchenkę chlusnęłam na blachę trochę oliwy, która jak wiadomo się nie przypala. Nastawiłam piec na 230 stopni i dla korekcji braku wstępnego rozgrzewania włączyłam termoobieg. Po godzinie zredukowałyśmy temperaturę do 170 stopni i zaczęłyśmy Pana Indyka polewać sokiem, który wypuścił. Tylko raz trzeba było na blachę dolać trochę wody. Gdy zaczął się rumienić posoliłyśmy go nader oszczędnie, a gdy był już bardzo rumiany dostał namiot z folii aluminiowej, wyłączyłam termoobieg i zostawiłam zwykłe grzanie od dołu. Po czterech godzinach był upieczony idealnie: mięso było wilgotne i kruche, a kości same wylazły ze stawów biodrowych, w których nie było krwi charakterystycznej dla niedopieczonego drobiu.
Zastanawiałam się, co to za bajki o jakimś nadzieniu do indyka, o którym zawsze jest przy okazji filmowego lub książkowego Święta Dziękczynienia mowa, skoro indyk piekł się bez nadzienia. Nadzienie przyjechało z Ameryki w torbie z cynfolii i składało się z pokruszonego chleba z przyprawami. Ta torba się gdzieś zapodziała i nie mogę podać konkretnego składu.  Zostało wzbogacone o kilka posiekanych gałązek selera naciowego i dwie usiekane cebule oraz pół litra rosołu drobiowego. Płynu nie może być za dużo, nadzienie ma być wilgotne, o konsystencji mniej więcej kaszy gryczanej, a nie rozmazane na płyn.
Tłuczone ziemniaki znamy doskonale i nie ma co się nad nimi rozwodzić, ziemniaki, fura masła i mleko, ale - bez soli! Zamiast dyni wystąpiły pataty, pomarańczowe słodkie ziemniaki. Też normalne ugotowane w wodzie, ugniecione na miazgę, posypane brązowym cukrem i przygrzane w piecyku.
Sos z żurawiny wzbogacony był orzechami (pekany?), rodzynkami, jabłkiem i pomarańczą. Cuuuudny!
Nikt nawet nie próbował stawiać na stole ptaka w całości. Na półmisku Nancy rozłożyła nadzienie, na nim dwa rzędy pokrojonego w poręczne kawałki mięsa, osobno mięso białe, osobno ciemne. Sos z pieczenia trafił do sosjerki.
Goście byli usatysfakcjonowani. Jedzenia mamy jeszcze masę. Jest pyszne, a ja się bardzo dużo nauczyłam. Gotowanie z bardzo sprawną kucharką to wielkie przeżycie. Bardzo się przydały moje książki kucharskie po angielsku. Miałam w nich tabele przeliczeń temperatury z Fahrenheita na Celsjusza i tabele stopni nagrzania piecyka. Ponadto przeczytawszy kilka takich dzieł mogłam się z Nancy w sprawach kulinarnych dogadać, w podręcznikach angielskiego nie występują blachy do pieczenia, widelce, garnki z pokrywkami, tłuczki do ziemniaków, wywary i rosoły, nie znajdziecie tam półmisków, misek, salaterek ani innych tym podobnych. 

Ponadto oznajmiam z dumą, że w ciągu ostatniego roku straciłam akcent Henry Kissingera (w jego angielszczyźnie do końca życia słychać było twardy, niemiecki podkład, słyszą to nawet ci, co angielski od niemieckiego jedynie ze słuchu odróżniają), nabyłam za to umiejętność sprawnego opowiadania historyjek po angielsku. Samo przyszło wraz z rozumieniem filmowych dialogów. Naturalnie za gramatykę tych wypowiedzi funta kłaków dać nie warto, choć funkcja komunikacyjna jest zachowana! Umiem nawet powiedzieć za co kocham ulubionych amerykańskich pisarzy i dlaczego w oryginale są lepsi niż w tłumaczeniu.

19 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe jest to co napisałaś, już spisałam skład mieszanki ziołowej. Przyda mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kurczę,smaka narobiłaś,a nawet zdjęcia okruszków znaczy gołych kosteczek nie pokazałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była bardzo intymna impreza bez fotografowania :-) Za to jaki bałagan panował, w głowie się nie mieści. A nasz stół, jakby paradny nie był, z kryształami, srebrami i weneckimi haftami na lnianych serwetkach stoi w kuchni.

      Usuń
  3. Piszesz o tym pieczeniu tak, że prawie bym n zakupy leciała.... Zgłodniałam. A dochodzi dziewiąta. Masz mnie na sumieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piecz, piecz, ale wybierz sobie jakieś mniejsze zwierzę, będziemy tego indyka długo jeść, a nadzienie skończyło się pierwsze.

      Usuń
  4. U nasz to indora sie obklada np gaza nasaczona smalcem alibo plasterkami tlustawego boczku. Takiego potwora jakbys nadziala, to by sie piekl 3 tygodnie a z nadziwki moznaby dom postawic , zazwyczaj nadziwka jest wkladana w jakis pustostan indyczy kiele szyi, a ja pieke luzem , osobno, kilka nadziwek (szalwia z cebula, jablko zuwarina , ziola, ziola i czosnek).
    Twoja znajoma wiedziala co robi czyli rzeczywiscie wyszedl Wam super obiad. BYliscie o krok od angielskiego swiatecznego obaidu, zabraklo jedynie opiekanych kartofelkow, brukselki, chlebowego sosu i rosiaczkow w kocykach :)))
    tak to wszystko ladnie opisalas, ze zachcialo mi sie od poczatku indyczego obiadu!!!
    Akcent akcentem, ale ile wiedzy zalapalas od znajomej, a jakby co to tematycznie mozesz sie przeciez do mnie zglaszac po rekolekcje, pardon, korepetycje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No skądś ci osadnicy amerykańscy brali wzór na swój najważniejszy obiad w roku!
      co to są rosiaczki w kocykach?

      Usuń
    2. cholera jasna z tymi moimi literowkami - Prosiaczki w kocykach - pigs in blankets - male kielbaski angielskie (czyli inne) zawineite z boczek vel bekon. Jak bedzie Ci ktos mowil, ze te kielbaski sa do kitu to nie wierz, ludzie (czyt: rodacy) jak juz to jedza to najtansze czyli....cos jak najtansza kielbasa, tansza od zwyczajnej, porownanie takie.... Wiec te sie zawija w bekon, cienkie paski, na blaszke siup!, do piekarnika - hop! na jakies pol godziny i gotowe! Jeszcze ja uzywam nadziwki w postaci miesa kielbasianego. A skad sa indyki? stad czy stamtad?

      p.s. rosiaczki w sumie tez mi sie podobaja jako slowo, tylko nie wiem do czego przyczepic....

      Usuń
    3. No skrót myślowy, indyki są stamtąd, ale pomysł na wykorzystanie chleba jako nadzienia to chyba stąd. Prostota tych dań mnie urzekła, goście szczęśliwi, bo takich atrakcji (jakby żywcem ich do filmu amerykańskiego przeniesiono albo do powieści) się absolutnie nie spodziewali.

      Usuń
  5. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam historię pieczenia indyka, z tym większym, że sama za pitraszeniem nie przepadam. ;) BBM

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo pouczający wpis dla każdej osoby podchodzącej do indyka po raz pierwszy, niezależnie od wieku i stopnia zaangażowania w kuchni.
    Dla mnie świetna lekcja - jeszcze z tym ptakiem w całości się nie zmierzyłam. Teraz wydaje się takie proste.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. widzę, że język udoskonalamy podobnie :) na filmach między innymi, ja ostatnio na doktorze who :D a indyka zazdroszczę, ja to jeszcze do żadnej pticy w całości nie podeszłam... może jak Panicz się urodzi to zdobędę się na odwagę choć na kurczaczka ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upiecz i się przekonaj, że to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.

      Usuń
    2. ok :D najwyżej mąż padnie ze śmiechu... swoją drogą ciekawe z żadnym ciastem nie mam problemów, ptysie, bezy, biszkopty i drożdżowe wszystko karnie wychodzi piękne i dobrze zrobione, a kurczak mnie przeraża... chyba w ramach dokształcania poszukam przepisów w książkach kucharskich

      Usuń
  8. Ja jestem kulinarną prostaczką, więc to co robiłyście to dla mnie Himalaje. Jestem pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Nancy robiła, ja tylko podawałam widelce, wskazywałam miski i obsługiwałam piec :-)

      Usuń
  9. Agata, I'm delighted reading this blog and the comments. Maybe I should move to Poland and set up a restaurant? It would be interesting!! Nancy

    OdpowiedzUsuń
  10. Agata, I'm delighted to read this blog and the comments. Maybe I should move to Poland and open a restaurant?? Ha! Nancy

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.