poniedziałek, 27 stycznia 2014

Straszna niesprawiedliwość, no mizoginia po prostu

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Rzecz miała miejsce już jakiś czas temu, ale sobie musiałam w głowie ułożyć to i owo.

Wybrałyśmy się z koleżanką do Marksa &Spencera na wyprzedaż (jak jeszcze była).  Dla mnie przyszła pora na coroczne portki w dziale Per Una, za normalna i regularną cenę - bo mój rozmiar do wyprzedaży nigdy nie dotrwa, koleżanka zaś chciała nabyć spodnie z wyprzedaży, bo ma rozsądniejszy rozmiar niż ja. Przy tej okazji byłyśmy otwarte na jakieś miłe, ciepłe, wyprzedażowe kąski.
Złapałam moje spodnie tuż przy wejściu, nie było nad czym dumać i pobiegłyśmy do działu damskiego. Na stojakach z kartką SALE zostały malutkie sukienki, maleńkie bluzeczki i zupełnie maciupeńkie, za to kompletnie plastikowe żakieciki. Za to ceny odbiegały znacznie od obiecywanych dawniej -70%. Wcale nie były takie umiarkowane. Już na spokojnie zwiedziłyśmy sobie całe damskie piętro z ciuchami na nowy sezon.
Obejrzałyśmy bardzo dużo poliestrowych sukni, spódnic i żakietów w sam raz dla panienki z okienka w banku albo kierowniczki zmiany w Mc Donald's. Niektóre były nawet nieźle uszyte, ale ten poliester... Wszystko co bawełniane (poza spodniami na szczęście) miało identyczną i mało zachęcającą cenę. Koleżanka złapała ulubione staniki bez drutów i odważnie udałyśmy się piętro wyżej, do działu męskiego.
Na męskich stojakach z napisem SALE natychmiast wypatrzyłam piękny pulower ze wzorem argyl w ulubionych błękitach, czerni i szarości z kapką ciemnej wiśni, poezja z jagnięcej wełny za 50 złociszy - trafił do kosza ze spodnimi do przymiarki. Koleżanka w tymże miejscu znalazła dwie pary męskich spodni z absolutnie najprzytulniejszego materiału bawełnianego, jakiego kiedykolwiek dotykałyśmy i w jej rozmiarze. Po 35 złotych. Gdybyśmy nie przyszły na wyprz tak późno, to mogłaby kupić te spodnie w pięciu kolorach bardzo miłych co najmniej. Na damskim piętrze ciuchy nigdy nie są tak mocno przeceniane.
A potem obejrzałyśmy sobie resztę tego męskiego piętra.
I okazało się, że marynarki są tu uszyte z wełny, nawet z tweedu wełnianego i kosztują mniej niż te cholerne plastikowe żakieciki. Przynajmniej po wyprzedaży. Ceny regularne wydają się od czapy, ale po przecenie są bardziej niż przyjazne. Pan Mąż ma kilka takich marynarek i planuje z wyprzedzeniem polowania na wyprzedażach na następne. Spodnie mają sprytne wstawki umożliwiające obżeranie się do rozpuku a wcale z zewnątrz niewidoczne, swetry są z wełny i bawełny, a buty ze skóry. Za brak wszystkiemu - co oczywiste - wcięcia w talii.
I coś, co na mnie wlezie nie mieści się na prawym krańcu tabeli rozmiarów i wieszaka. Męskie rozmiary są większe.
Nie zamierzam od dziś biegać w męskich butach i męskich marynarkach, ale poczułam wyraźnie nierówne traktowanie.
Poszłyśmy z naszymi spodniami i swetrami do przymierzalni. Chudy, młody i pryszczaty sprzedawca nie chciał nas do przymierzalni wpuścić, ale byłyśmy nieprzejednane. Młodzian powtarzał z naciskiem, że to są MĘSKIE rzeczy. W końcu warknęłam, że to nie toaleta tylko przymierzalnia, a koleżanka dodała, że chyba sobie o tym genderze słynnym poczyta, bo to fascynująco wygląda.
Sprzedawca nie chciał mi powiedzieć, czy lepiej mi w argylu M czy L. Powtarzał jak nakręcony, że to MĘSKI sweter, sprzedawczyni zaś dodała, że jej ten wzór nigdy się nie podobał.

Mam dwie pary damskich spodni i argyl w serek w męskim rozmiarze L. Bardzo mi odpowiadają. Koleżanka ma dwie pary męskich spodni pasujących na nią w miejscu, w którym aktualnie modne spodnie damskie zupełnie jej nie ogarniają, ma poza tym piękny tweedowy sweter z wełny, staniki bez drutów i dobry humor. A o genderze faktycznie powinna poczytać.
Po powrocie do domu ustaliłam z pomocą wujka Google, że M&S w Polsce najfajniejszych ciuchów damskich po prostu nie prowadzi. Wyrobów z kaszmiru nie ma u nas wcale. Ale i nic dziwnego, ile kosztował by kardigan, który w UK kosztuje ponad 100 funtów?

A druga niemiła niespodzianka to zniknięcie z polskich galerii sklepów Wallis. Jedynych sklepów z naprawdę kolorowymi sukienkami w moim rozmiarze.

Wróciwszy do domu pobuszowałam na półkach Pana Męża. I nie wydając ani grosza więcej weszłam w posiadanie kilku bardzo ciekawych sztuk odzieży.

29 komentarzy:

  1. Ciekawe, nie zwracałam uwagi wcześniej na tego rodzaju dysproporcje. Za to niejednokrotnie do szewskiej pasji doprowadzało mnie, że kosztujący sporo ciuch w świetnym kroju co najmniej jeden element ma głównie z poliestru (np. podszewka w marynarce). Bardzo mało widuję dobrych składowo ubrań, a szkoda. I mam wrażenie, że producentom ubrań sprzedawanych w PL znane są tylko bawełna, poliester i wiskoza.
    A męskie rzeczy zdarzało mi się przymierzać i kupować dla siebie, nigdy sprzedawcy nie byli tym zaskoczeni. Seksiści w tym M&S :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ręce opadają, gdy jakiś od siedmiu boleści wytwórca do jedwabnego ciucha poliestrową podszewkę da. Bo i to widziałam.
      Ten blady mydłek bronił męskiego status quo jak Irlandii ;-).

      Usuń
    2. no dał, dał. sama wypruwałam z jedwabnej kiecki poliestrową podszewkę. kieckę naszam latem wyprutą, ale spełnia swe zadanie: chłodzi przyjemnie.

      Usuń
    3. podobnie, męska bielizna ma o wiele ładniejsze materiały szarości, szaroniebieskosci, mila, miękką bawełnę gdy na działach damskich róż, fiolet, beż-rzyg, poliester, gąbki i druty, o koronkach, które wyżerają mi skore nawet nie wspomnę :/

      Usuń
    4. Beż-rzyg zabieram na pamiątkę. Ten tani, stanikowy odcień ma siny poblask, wyjątkowo obrzydliwy. Staniki M&S są dobre, ale mi się powoli ich rozmiarówka kończy.
      Fakt, że męskie rzeczy są w lepszych kolorach. Nawet jak trafią się tam spodnie w kolorze stacji Statoil, to są dla równowagi i inne.

      Usuń
  2. otóż to,trudno jest kupić coś ładnego w większym rozmiarze,a żeby jeszcze było do noszenia ( nie sztuczne) to trzeba się nieźle naszukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo sobie samej uszyć, co mi chyba właśnie grozi. Nie znoszę szycia.

      Usuń
  3. Sztuczne dodatki obniżają cenę. Gdyby wszystko było z wełny i jedwabiu , to ceny byłyby jak w Gery Weber /jak mawia moja córka sklepie dla nowobogackich pań/
    Sieciówki takie jak Mark&Spencer mój mąż omija szerokim łukiem. Jest prawidłowo zbudowany, żeby nie rzec modelowo. Każdy garnitur czy marynarka we włąściwym dla męża rozmiarze leży jak ulał. W Mark&Spencer odzież ma zbyt krótkie rękawy i nogawki. A jak ma dłuzsze, to już o rozmiar jest większe.
    Ja się czepnę tych pań z banku i z Mc Donalda, przyglądam się ich odzieży, ostatnimi czasy to jest bawełna. Co do poliestrowych i plastikowych żakiecików, to taka moda jest. Pamiętasz Gacek nasze czasy ? te płaszcze lakierowane do kostek ? buty lakierki /kozaczki/ i inne jeszcze sztuczności ? to wszystko teraz wraca i nawiązuje do lat 70-tych lub 80-tych. Faceci są mniej podatni na modę, oni są konserwatywni, stąd w ich odzieży niezmiennie króluje wełna i bawełna. Oczywiście nie we wszystkich sklepach. Bo np H&M to już dla młodych facetów i tam jest pełna awangarda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jasne, tyle że nie ma żadnej alternatywy. Niby kapitalizm i wszystko jest, a sensownej podstawowej odzieży w większych rozmiarach (a chyba i w mniejszych też) nie ma.

      Usuń
  4. Lubię czasem zapytać niewinnym tonem panią w sklepie, co ma na myśli producent letniego ciucha, zakazując prania w wodzie. Znaczy jak, pocić się nie wolno? Latem? Chociaż mistrzostwem świata w tej dziedzinie popisała się firma hiszpańskiego potentata, produkując swego czasu jasną jedwabną kieckę z metką "nie prać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to była kiecka na jeden raz. I do śmieci...

      Usuń
  5. Ostatnio miałam rajd po sklepach w poszukiwaniu białej koszulowej bluzki. Nie znalazłam nic, co by nadawało się do noszenia. Jak krój odpowiedni, to nędzny skład za grube pieniądze. Zaszłam nawet do sklepu z dziecięcymi ciuchami (mam problem odwrotny, wszytsko jest na mnie za dużo, i tylko Smyki sryki i inne 5-10-15 mi zostają) ale w chłopięcej koszuli nie wyglądałam dobrze :( Woła to o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to się załatwia inaczej, nie rajdami, a zaplanowaną szafą. Niestety trzeba poświęcić nieco czasu i sprawdzić w którym sklepie jest coś dla nas. Ja dotychczas wiedziałam, ale jak widać po tym poście znowu nie wiem. I znów się muszę dowiedzieć. Czyli ... porajduję wściekła okropnie.
      I takie rzeczy jak biała bluzka, dżinsy, bielizna, zwykła spódnica i jeden bodaj ale dobry żakiet mają w szafie być zawsze gotowe do użycia. Sprawdź Camaieu, tam powinnaś znaleźć ładną a niewielką bluzkę. Tchibo w kolekcjach damskich ma bluzki bardzo przyzwoite, bawełniane, ale za to spore. Zaczynają rozmiarówkę od 36 i to jest spore 36.

      Usuń
  6. Nad ucieczką Wallisa też boleję. Mieli piękne kobiece fasony sukienek. Na pamiątkę została mi jedna - niestety dość już zużyta. Moje ostatnie wizyty w M&S były kompletnie zniechęcające, a kiedyś lubiłam ich ciuchy. Jakość poleciała im na łeb na szyję. Czyli potwierdzam Twoje spostrzeżenia. Uwielbiam kobiece sukienki i szukam wszędzie, ale ciężko mi coś znaleźć - jest biubiu.pl (różnie bywa z jakością tkanin i nie wszystkie fasony mi się podobają), czasem coś wypatrzę w Grey Wolfie i to by było na tyle. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że w szafie mam ich 4 kiecki. Zaczynam w lumpeksie polować.

      Usuń
  7. Agata, całkowicie się zgadzam, że babski M&S zszedł w Polsce na psy. Najpierw w Poznaniu zlikwidowali mi sklep z ciuszkami dla dzieci, potem wycofano Autographa z bardzo eleganckimi ubraniami ( i bardzo drogimi). Jeszcze ze dwa lata temu było tyle pięknych ubrań, że nie wiedziałam, za co łapać. Teraz koszmary w stylu królowej angielskiej, w których nikt nie wyglądałby dobrze. Z zazdrością obserwuję ich brytyjską stronę. Niestety, sprzedaży wysyłkowej do Polski nie prowadzą. Przez to również czuję się dyskryminowana. I jako Polka, i jako nosicielka rozmiaru 16:) Pozdrawiam. Dorota

    OdpowiedzUsuń
  8. A co na to Pan Mąż?? ;) BBM

    OdpowiedzUsuń
  9. I w ten sposób zostałem pozbawiony większości łachów. Stare jeansy zostały i okryjbida jakowaś z lumpeksu. Nawet kurtka skórzana na torebkę się przydała. Bida!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężu, nie grzesz, nie grzesz. Zostało Ci jeszcze 18 kurtek skórzanych i pewnie dwadzieścia wełnianych swetrów. Jak Ci nie pomogę tego nosić to biedne ciuchy wyjdą z mody bez kontaktu z ludzkim ciałem. Albo przylecą głodne mole i wszystko zeżrą.

      Usuń
    2. A poza tym, jak żona pomoże zużyć, to będzie miejsce na następne przyjemne zakupy ;-)

      Usuń
  10. Zdaje się, że jest tak, że mężczyźnie większą uwagę zwracają na jakość, a kobiety na wygląd. Może to by to potwierdzało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak przynajmniej sądzą o nas producenci.
      Panowie piastujący wyższe stanowiska bardzo dbają, by nie pomylić ich z podwładnymi i pilnują jakości. Rzadziej kupują odzież (poza moim Panem Mężem) i nie wracają do sklepów, gdzie badziewie kupili. Zatem należy im się lepszy towar.
      Tylko że mnie też nie jest wszystko jedno i wolę chodzić w wełnie, jedwabiu, kaszmirze i bawełnie własnoręcznie przerobionych na drutach niż w poliestrach. No nie i koniec.

      Usuń
  11. Gacek, ja myślę, że popyt rodzi podaż. W niektórych sklepach są większe rozmiary jak chociażby w H&M. Fakt, że jakość jest żadna, żeby nie powiedzieć gówniana. Miałam w Poznaniu sklep Ulla Popken dla prawdziwych grubasów jakim jestem. Tam ubrania były owszem drogie, ale ich jakość, kolory , fasony - wspaniała. Jest jeden mankament ubrań tej firmy, nie da się ich znosić. Ciągle ta sama jakość , nie wyciągają się, nie zmieniają koloru i nie kudlą się. NIestety tego sklepu już nie ma. I ja sama nie wiem, gdzie się udać po ładne ubrania. Jest jeszcze Kapphal i tam się ratuję kupując to i owo. Ale do jakości ubrań niemieckich firm to bez porównania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, mówisz i masz: http://www.ullapopken.pl/pl/
      I ja się dowiedziałam, że mam to pod nosem właściwie. Tylko kosztowne to dość. Ale jest!

      Usuń
  12. No proszę, a myślałam, że tylko w pobliskiej galerii Wallisa zlikwidowali, a oni - jak widać - zwinęli się jakoś tak bardziej globalnie. Szkoda. Nie dość, że mieli bardzo kobiece ciuchy, to jeszcze dla pań o kobiecych kształtach, a nie dla chłopczyc o biodrach równych talii. Jedynie tam mogłam kupić portki, które pasowały na mnie i w talii i w biodrach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Było wiele ciekawych sklepów polskich i juz ich nie ma. Był tez Jarlan produkujacy świetne sweterki, blezery itp. i też juz go niema. W każdym razie na naszym krajowym rynku nie uświadczysz takowych. Dlaczego!?? A kto to wie. Wolimy byle jakośc z importu. - Izabela

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja , będąc w styczniu w Edynburgu , skorzystałam z przecen w M&S na staniki i kupiłam AŻ 4 za kwotę 100 złotych polskich. I powiem, że już dawno nie miałam takich ładnych staników ( mam spory kłopot z rozmiarem, bo potrzebuję E :( ). Do przymierzalni wzięłam chyba z 18- gdzie u nas mają te staniki????? fakt, ja wole z drutami.
    pozdrawiam serdecznie
    Zocha

    OdpowiedzUsuń
  15. "Straszna niesprawiedliwość", "Mizoginia po prostu". Drogie Panie, nie utrudniajcie nam przejawiania sympatii do Was. Nie pomyślałyście ani przez chwilę że to po prostu (używając maniery autorki) - Pan Wolny Rynek? Pan Popyt i Pani Podaż? Nie brzmią obco, prawda? Ale zmanipulowany neo-marksistowsko kobiecy umysł, za każdym rogiem nakazuje dopatrywać się dyskryminacji. Tak walczycie o "światłość", że same redukujecie sobie postrzeganie (albo tylko dajecie się łatwo programować).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja istnieję i piszę w jednym egzemplarzu i stosowanie do mnie liczby mnogiej jest gramatycznie niepoprawne.
      Na Paprykowej sympatii mi zupełnie nie zależy. Ale na odzieży już bardziej. Nie wiem co ma neo-marksizm do plastikowych spodni w dziale damskim M&S.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.