Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Rzecz miała miejsce już jakiś czas temu, ale sobie musiałam w głowie ułożyć to i owo.
Wybrałyśmy się z koleżanką do Marksa &Spencera na wyprzedaż (jak jeszcze była). Dla mnie przyszła pora na coroczne portki w dziale Per Una, za normalna i regularną cenę - bo mój rozmiar do wyprzedaży nigdy nie dotrwa, koleżanka zaś chciała nabyć spodnie z wyprzedaży, bo ma rozsądniejszy rozmiar niż ja. Przy tej okazji byłyśmy otwarte na jakieś miłe, ciepłe, wyprzedażowe kąski.
Złapałam moje spodnie tuż przy wejściu, nie było nad czym dumać i pobiegłyśmy do działu damskiego. Na stojakach z kartką SALE zostały malutkie sukienki, maleńkie bluzeczki i zupełnie maciupeńkie, za to kompletnie plastikowe żakieciki. Za to ceny odbiegały znacznie od obiecywanych dawniej -70%. Wcale nie były takie umiarkowane. Już na spokojnie zwiedziłyśmy sobie całe damskie piętro z ciuchami na nowy sezon.
Obejrzałyśmy bardzo dużo poliestrowych sukni, spódnic i żakietów w sam raz dla panienki z okienka w banku albo kierowniczki zmiany w Mc Donald's. Niektóre były nawet nieźle uszyte, ale ten poliester... Wszystko co bawełniane (poza spodniami na szczęście) miało identyczną i mało zachęcającą cenę. Koleżanka złapała ulubione staniki bez drutów i odważnie udałyśmy się piętro wyżej, do działu męskiego.
Na męskich stojakach z napisem SALE natychmiast wypatrzyłam piękny pulower ze wzorem argyl w ulubionych błękitach, czerni i szarości z kapką ciemnej wiśni, poezja z jagnięcej wełny za 50 złociszy - trafił do kosza ze spodnimi do przymiarki. Koleżanka w tymże miejscu znalazła dwie pary męskich spodni z absolutnie najprzytulniejszego materiału bawełnianego, jakiego kiedykolwiek dotykałyśmy i w jej rozmiarze. Po 35 złotych. Gdybyśmy nie przyszły na wyprz tak późno, to mogłaby kupić te spodnie w pięciu kolorach bardzo miłych co najmniej. Na damskim piętrze ciuchy nigdy nie są tak mocno przeceniane.
A potem obejrzałyśmy sobie resztę tego męskiego piętra.
I okazało się, że marynarki są tu uszyte z wełny, nawet z tweedu wełnianego i kosztują mniej niż te cholerne plastikowe żakieciki. Przynajmniej po wyprzedaży. Ceny regularne wydają się od czapy, ale po przecenie są bardziej niż przyjazne. Pan Mąż ma kilka takich marynarek i planuje z wyprzedzeniem polowania na wyprzedażach na następne. Spodnie mają sprytne wstawki umożliwiające obżeranie się do rozpuku a wcale z zewnątrz niewidoczne, swetry są z wełny i bawełny, a buty ze skóry. Za brak wszystkiemu - co oczywiste - wcięcia w talii.
I coś, co na mnie wlezie nie mieści się na prawym krańcu tabeli rozmiarów i wieszaka. Męskie rozmiary są większe.
Nie zamierzam od dziś biegać w męskich butach i męskich marynarkach, ale poczułam wyraźnie nierówne traktowanie.
Poszłyśmy z naszymi spodniami i swetrami do przymierzalni. Chudy, młody i pryszczaty sprzedawca nie chciał nas do przymierzalni wpuścić, ale byłyśmy nieprzejednane. Młodzian powtarzał z naciskiem, że to są MĘSKIE rzeczy. W końcu warknęłam, że to nie toaleta tylko przymierzalnia, a koleżanka dodała, że chyba sobie o tym genderze słynnym poczyta, bo to fascynująco wygląda.
Sprzedawca nie chciał mi powiedzieć, czy lepiej mi w argylu M czy L. Powtarzał jak nakręcony, że to MĘSKI sweter, sprzedawczyni zaś dodała, że jej ten wzór nigdy się nie podobał.
Mam dwie pary damskich spodni i argyl w serek w męskim rozmiarze L. Bardzo mi odpowiadają. Koleżanka ma dwie pary męskich spodni pasujących na nią w miejscu, w którym aktualnie modne spodnie damskie zupełnie jej nie ogarniają, ma poza tym piękny tweedowy sweter z wełny, staniki bez drutów i dobry humor. A o genderze faktycznie powinna poczytać.
Po powrocie do domu ustaliłam z pomocą wujka Google, że M&S w Polsce najfajniejszych ciuchów damskich po prostu nie prowadzi. Wyrobów z kaszmiru nie ma u nas wcale. Ale i nic dziwnego, ile kosztował by kardigan, który w UK kosztuje ponad 100 funtów?
A druga niemiła niespodzianka to zniknięcie z polskich galerii sklepów Wallis. Jedynych sklepów z naprawdę kolorowymi sukienkami w moim rozmiarze.
Wróciwszy do domu pobuszowałam na półkach Pana Męża. I nie wydając ani grosza więcej weszłam w posiadanie kilku bardzo ciekawych sztuk odzieży.
Ciekawe, nie zwracałam uwagi wcześniej na tego rodzaju dysproporcje. Za to niejednokrotnie do szewskiej pasji doprowadzało mnie, że kosztujący sporo ciuch w świetnym kroju co najmniej jeden element ma głównie z poliestru (np. podszewka w marynarce). Bardzo mało widuję dobrych składowo ubrań, a szkoda. I mam wrażenie, że producentom ubrań sprzedawanych w PL znane są tylko bawełna, poliester i wiskoza.
OdpowiedzUsuńA męskie rzeczy zdarzało mi się przymierzać i kupować dla siebie, nigdy sprzedawcy nie byli tym zaskoczeni. Seksiści w tym M&S :D.
Ręce opadają, gdy jakiś od siedmiu boleści wytwórca do jedwabnego ciucha poliestrową podszewkę da. Bo i to widziałam.
UsuńTen blady mydłek bronił męskiego status quo jak Irlandii ;-).
no dał, dał. sama wypruwałam z jedwabnej kiecki poliestrową podszewkę. kieckę naszam latem wyprutą, ale spełnia swe zadanie: chłodzi przyjemnie.
UsuńBeż-rzyg zabieram na pamiątkę. Ten tani, stanikowy odcień ma siny poblask, wyjątkowo obrzydliwy. Staniki M&S są dobre, ale mi się powoli ich rozmiarówka kończy.
UsuńFakt, że męskie rzeczy są w lepszych kolorach. Nawet jak trafią się tam spodnie w kolorze stacji Statoil, to są dla równowagi i inne.
otóż to,trudno jest kupić coś ładnego w większym rozmiarze,a żeby jeszcze było do noszenia ( nie sztuczne) to trzeba się nieźle naszukać
OdpowiedzUsuńAlbo sobie samej uszyć, co mi chyba właśnie grozi. Nie znoszę szycia.
UsuńSztuczne dodatki obniżają cenę. Gdyby wszystko było z wełny i jedwabiu , to ceny byłyby jak w Gery Weber /jak mawia moja córka sklepie dla nowobogackich pań/
OdpowiedzUsuńSieciówki takie jak Mark&Spencer mój mąż omija szerokim łukiem. Jest prawidłowo zbudowany, żeby nie rzec modelowo. Każdy garnitur czy marynarka we włąściwym dla męża rozmiarze leży jak ulał. W Mark&Spencer odzież ma zbyt krótkie rękawy i nogawki. A jak ma dłuzsze, to już o rozmiar jest większe.
Ja się czepnę tych pań z banku i z Mc Donalda, przyglądam się ich odzieży, ostatnimi czasy to jest bawełna. Co do poliestrowych i plastikowych żakiecików, to taka moda jest. Pamiętasz Gacek nasze czasy ? te płaszcze lakierowane do kostek ? buty lakierki /kozaczki/ i inne jeszcze sztuczności ? to wszystko teraz wraca i nawiązuje do lat 70-tych lub 80-tych. Faceci są mniej podatni na modę, oni są konserwatywni, stąd w ich odzieży niezmiennie króluje wełna i bawełna. Oczywiście nie we wszystkich sklepach. Bo np H&M to już dla młodych facetów i tam jest pełna awangarda.
Wszystko jasne, tyle że nie ma żadnej alternatywy. Niby kapitalizm i wszystko jest, a sensownej podstawowej odzieży w większych rozmiarach (a chyba i w mniejszych też) nie ma.
UsuńLubię czasem zapytać niewinnym tonem panią w sklepie, co ma na myśli producent letniego ciucha, zakazując prania w wodzie. Znaczy jak, pocić się nie wolno? Latem? Chociaż mistrzostwem świata w tej dziedzinie popisała się firma hiszpańskiego potentata, produkując swego czasu jasną jedwabną kieckę z metką "nie prać".
OdpowiedzUsuńBo to była kiecka na jeden raz. I do śmieci...
UsuńOstatnio miałam rajd po sklepach w poszukiwaniu białej koszulowej bluzki. Nie znalazłam nic, co by nadawało się do noszenia. Jak krój odpowiedni, to nędzny skład za grube pieniądze. Zaszłam nawet do sklepu z dziecięcymi ciuchami (mam problem odwrotny, wszytsko jest na mnie za dużo, i tylko Smyki sryki i inne 5-10-15 mi zostają) ale w chłopięcej koszuli nie wyglądałam dobrze :( Woła to o pomstę do nieba.
OdpowiedzUsuńBo to się załatwia inaczej, nie rajdami, a zaplanowaną szafą. Niestety trzeba poświęcić nieco czasu i sprawdzić w którym sklepie jest coś dla nas. Ja dotychczas wiedziałam, ale jak widać po tym poście znowu nie wiem. I znów się muszę dowiedzieć. Czyli ... porajduję wściekła okropnie.
UsuńI takie rzeczy jak biała bluzka, dżinsy, bielizna, zwykła spódnica i jeden bodaj ale dobry żakiet mają w szafie być zawsze gotowe do użycia. Sprawdź Camaieu, tam powinnaś znaleźć ładną a niewielką bluzkę. Tchibo w kolekcjach damskich ma bluzki bardzo przyzwoite, bawełniane, ale za to spore. Zaczynają rozmiarówkę od 36 i to jest spore 36.
Nad ucieczką Wallisa też boleję. Mieli piękne kobiece fasony sukienek. Na pamiątkę została mi jedna - niestety dość już zużyta. Moje ostatnie wizyty w M&S były kompletnie zniechęcające, a kiedyś lubiłam ich ciuchy. Jakość poleciała im na łeb na szyję. Czyli potwierdzam Twoje spostrzeżenia. Uwielbiam kobiece sukienki i szukam wszędzie, ale ciężko mi coś znaleźć - jest biubiu.pl (różnie bywa z jakością tkanin i nie wszystkie fasony mi się podobają), czasem coś wypatrzę w Grey Wolfie i to by było na tyle. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDobrze, że w szafie mam ich 4 kiecki. Zaczynam w lumpeksie polować.
UsuńAgata, całkowicie się zgadzam, że babski M&S zszedł w Polsce na psy. Najpierw w Poznaniu zlikwidowali mi sklep z ciuszkami dla dzieci, potem wycofano Autographa z bardzo eleganckimi ubraniami ( i bardzo drogimi). Jeszcze ze dwa lata temu było tyle pięknych ubrań, że nie wiedziałam, za co łapać. Teraz koszmary w stylu królowej angielskiej, w których nikt nie wyglądałby dobrze. Z zazdrością obserwuję ich brytyjską stronę. Niestety, sprzedaży wysyłkowej do Polski nie prowadzą. Przez to również czuję się dyskryminowana. I jako Polka, i jako nosicielka rozmiaru 16:) Pozdrawiam. Dorota
OdpowiedzUsuńA co na to Pan Mąż?? ;) BBM
OdpowiedzUsuńI w ten sposób zostałem pozbawiony większości łachów. Stare jeansy zostały i okryjbida jakowaś z lumpeksu. Nawet kurtka skórzana na torebkę się przydała. Bida!
OdpowiedzUsuńMężu, nie grzesz, nie grzesz. Zostało Ci jeszcze 18 kurtek skórzanych i pewnie dwadzieścia wełnianych swetrów. Jak Ci nie pomogę tego nosić to biedne ciuchy wyjdą z mody bez kontaktu z ludzkim ciałem. Albo przylecą głodne mole i wszystko zeżrą.
UsuńA poza tym, jak żona pomoże zużyć, to będzie miejsce na następne przyjemne zakupy ;-)
UsuńZdaje się, że jest tak, że mężczyźnie większą uwagę zwracają na jakość, a kobiety na wygląd. Może to by to potwierdzało?
OdpowiedzUsuńTak przynajmniej sądzą o nas producenci.
UsuńPanowie piastujący wyższe stanowiska bardzo dbają, by nie pomylić ich z podwładnymi i pilnują jakości. Rzadziej kupują odzież (poza moim Panem Mężem) i nie wracają do sklepów, gdzie badziewie kupili. Zatem należy im się lepszy towar.
Tylko że mnie też nie jest wszystko jedno i wolę chodzić w wełnie, jedwabiu, kaszmirze i bawełnie własnoręcznie przerobionych na drutach niż w poliestrach. No nie i koniec.
Gacek, ja myślę, że popyt rodzi podaż. W niektórych sklepach są większe rozmiary jak chociażby w H&M. Fakt, że jakość jest żadna, żeby nie powiedzieć gówniana. Miałam w Poznaniu sklep Ulla Popken dla prawdziwych grubasów jakim jestem. Tam ubrania były owszem drogie, ale ich jakość, kolory , fasony - wspaniała. Jest jeden mankament ubrań tej firmy, nie da się ich znosić. Ciągle ta sama jakość , nie wyciągają się, nie zmieniają koloru i nie kudlą się. NIestety tego sklepu już nie ma. I ja sama nie wiem, gdzie się udać po ładne ubrania. Jest jeszcze Kapphal i tam się ratuję kupując to i owo. Ale do jakości ubrań niemieckich firm to bez porównania.
OdpowiedzUsuńAniu, mówisz i masz: http://www.ullapopken.pl/pl/
UsuńI ja się dowiedziałam, że mam to pod nosem właściwie. Tylko kosztowne to dość. Ale jest!
No proszę, a myślałam, że tylko w pobliskiej galerii Wallisa zlikwidowali, a oni - jak widać - zwinęli się jakoś tak bardziej globalnie. Szkoda. Nie dość, że mieli bardzo kobiece ciuchy, to jeszcze dla pań o kobiecych kształtach, a nie dla chłopczyc o biodrach równych talii. Jedynie tam mogłam kupić portki, które pasowały na mnie i w talii i w biodrach.
OdpowiedzUsuńByło wiele ciekawych sklepów polskich i juz ich nie ma. Był tez Jarlan produkujacy świetne sweterki, blezery itp. i też juz go niema. W każdym razie na naszym krajowym rynku nie uświadczysz takowych. Dlaczego!?? A kto to wie. Wolimy byle jakośc z importu. - Izabela
OdpowiedzUsuńA ja , będąc w styczniu w Edynburgu , skorzystałam z przecen w M&S na staniki i kupiłam AŻ 4 za kwotę 100 złotych polskich. I powiem, że już dawno nie miałam takich ładnych staników ( mam spory kłopot z rozmiarem, bo potrzebuję E :( ). Do przymierzalni wzięłam chyba z 18- gdzie u nas mają te staniki????? fakt, ja wole z drutami.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie
Zocha
"Straszna niesprawiedliwość", "Mizoginia po prostu". Drogie Panie, nie utrudniajcie nam przejawiania sympatii do Was. Nie pomyślałyście ani przez chwilę że to po prostu (używając maniery autorki) - Pan Wolny Rynek? Pan Popyt i Pani Podaż? Nie brzmią obco, prawda? Ale zmanipulowany neo-marksistowsko kobiecy umysł, za każdym rogiem nakazuje dopatrywać się dyskryminacji. Tak walczycie o "światłość", że same redukujecie sobie postrzeganie (albo tylko dajecie się łatwo programować).
OdpowiedzUsuńJa istnieję i piszę w jednym egzemplarzu i stosowanie do mnie liczby mnogiej jest gramatycznie niepoprawne.
UsuńNa Paprykowej sympatii mi zupełnie nie zależy. Ale na odzieży już bardziej. Nie wiem co ma neo-marksizm do plastikowych spodni w dziale damskim M&S.