Spacerując regularnie w krzaczastych okolicach widuję pochowane z grubsza przed oczyma społeczeństwa ukryte mieszkania.
A to zawinięte w tekturę koce z grubsza utkane w dziurę w płocie, kołdra susząca się ot tak na gałęzi pochyłego drzewa, powiązane ze sobą foliowe toboły, kulawe wózki z dobytkiem schowane pod listowiem.
Mieszkania bezdomnych.
Tu na Ursynowie są mniej widoczni niż w śródmieściu, pochowani w zieleni coraz bardziej bezlistnej ujawniają się światu. Brudni jak nieboskie stworzenie, śmierdzący, nie mający jak i gdzie dokonać minimalnych zabiegów pielęgnacyjnych, zazwyczaj zagłodzeni i na gazie. Często z psami stanowiącymi ich jedyną rodzinę i ochronę.
Przeszukują śmietniki, zbierają sprzedajne puszki, butelki z kaucją, zbierają wyrzuconą odzież i tym sposobem zaopatrują się w życiodajny płyn w plastikowych butelkach schowany w każdym sklepie przed oczyma lepszej klienteli. Państwo nie ma sposobu na przywrócenie ich społeczeństwu, jednak znajduje sposób na zdrenowanie ich pustych kieszeni. Płyn w plastikowych butelkach, składający się ze spirytusu, wody i resztek po wyrobie przetworów owocowych i barwnika jest objęty akcyzą.
Są jak bezdomne psy, tyle tylko, że w reportażach telewizyjnych, które najpewniej nastąpią z powodu nadciągającej zimy i mrozu będą nazywani "panem Zdzisławem" i "panią Renatą" a nie Burkiem czy Azorkiem. Znów będzie ubolewanie, że nie chcą iść do noclegowni, bo tam nie można pić.
A oni nie chcą iść do noclegowni, bo w noclegowni grożą im obok delirki gwałty, pobicia i kradzież.
Nie możemy się pogodzić z ich obecnością, ale godzimy się na te gwałty, pobicia i kradzieże, bo chroni to nasze wrażliwe oczy przed widokiem zamarzniętych ciał na publicznym trawniku albo ławce.
We Francji, gdzie zjawiska bezdomnych nie ukrywano i nawet dostało ono nazwę, badano czy i jak można kloszardów przywrócić na łono społeczeństwa.
Ile by w to pieniędzy nie wrzucić niewiele da się z tym zrobić. Zjazd w dół jest doskonale znany: alkoholizm, długi, bezrobocie, bezdomność, skutkują trwałą demoralizacją. W drugą stronę nie idzie to tak łatwo, a prawdę mówiąc nie idzie wcale. Żadne noclegownie, jadłodajnie, łaźnie nie są trwałym rozwiązaniem bezdomności.
I mamy na ulicach takie relikty ze średniowiecza lub siedemnastego wieku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spamerom mówimy stanowcze NIE.