czwartek, 7 marca 2019

Zęby, wątroby i zielona herbata

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Się dzieje. Frania zapomniała chyba już o bólach i operacji bioder. Biega coraz prędzej i daje radę na długich, codziennych spacerach. Za to wciąż nie chce się niczym bawić, nic nie gryzła i coraz częściej zawisała w zadumie nad miską. 
Psy dumają nad miską jak mają powody. Jak zęby bolą.
Poszłam do drugiego z kolei psiego dentysty bo pierwszy nic na oko nie stwierdził. Poprosiłam o RTG.  Zrobiłam psu badania do znieczulenia. Futrzanej pacjentce nie da się kazać otworzyć buzi i tak siedzieć bez ruchu.
Na oko nic nie było widać, ale RTG pokazało trzy martwe siekacze, dwa trzonowce ze zmianami okołokorzeniowymi i resztki po korzeniach przedtrzonowców, które były połamane i bolały już dawniej.
Frania ma o siedem zębów mniej niż pies powinien mieć. Po potężnym rwaniu nikt się dobrze nie czuje.



Ale te siedem zębów już nie boli, nie dokucza i można w końcu gryźć kość.



Trudno; będzie scerbul seplenił psy scekaniu.

Przygoda zdrowotna Muszki była chyba jeszcze przykrzejsza. Muszkę ze starości boli kręgosłup. Dostała zatem Opokan w dawce takiej, jak lekarz zaordynował. I zonk. Zamiast pomóc na ból o mało nie przewiózł Opokan Muszki za Tęczowy Most. Biedna przestała jeść i pić, posmutniała, dostała biegunki i już myślałam że się będziemy żegnać. Po kroplówce i lekach doszła do siebie, ale z kolei zaczęła tyle pić i tak siusiać, że przez dwa tygodnie budziła nas w nocy po kilka razy.  Obstawiałam cukrzycę albo niewydolność nerek. Badania wykazały, że Opokan zdrowo dał jej łupnia po wątrobie. Po krótkiej kuracji doszła do siebie i już jakby przytyła, z bólem kręgosłupa doktorzy zmagają się innymi preparatami i chyba coś to daje, bo Muszka znów może się tarzać w trawie.

A zielona herbata to kolor Mirelli od Włóczek Warmii. Ręcznie farbowane merino superwash leżało w tapczanie i czekało na swój projekt. Trafił się Childhood od Ankestrick. Pasowali do siebie że hej. I się Childhood bardzo szybko zrobił.



Jestem bardzo zadowolona, choć sweter zjadł więcej wełny niż przewidywał projekt. Prawie 1600 metrów! Childhood jest bardzo podobny do bluzki Summer, tyle że ma golf i rękawy. Dobrze że po praniu Mirella się rozluźniła i dodała wyrobowi długości, bo 25 cm  boku od pachy do ściągacza to trochę mało. Jakimś sposobem te spadziste ramiona swetra dobrze się układają na moich prostych ramionach, lubię wąskie rękawy. Duży korpus i obniżona pacha dają nadzieję, że merino nie sfilcuje się tak biegiem w strategicznym miejscu. Swetry od Ankestrick wygodnie się nosi, bo ona przestrzega świętych zasad kroju: szyja jest z przodu obniżona ile trzeba i nic nie dusi.

Sweter w takim kolorze ostatnio miałam w 1988 roku, jak widać tylko krowa nie zmienia zdania.

3 komentarze:

  1. Sweter cudny, a włóczka świetny ma kolor - ja muszę zmobilizować i dla siebie sweter wydziergać. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Franiu, teraz będzie tylko lepiej, i mam nadzieję, że juz nie masz więcej "Baustellen".
    Muszysława staruszka, oby jak najdłużej jako tako sprawna pozostała... bo z psami jak z winem, im starsze tym lepsze, żeby tylko starcze choróbska je omijały...
    Świetny sweterek sobie machnęłaś 👌

    OdpowiedzUsuń
  3. super że Frania już gryzie i z Muszką lepiej a sweterek bomba widziałam na żywo wiem co mówię :-)

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.