niedziela, 17 marca 2019

Biżuteria z bloxa

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


Oglądam sobie maminą biżuterię. Wolę ją oglądać niż nosić. Pewnie z powodu rozmiaru. Mamusine pierścionki wchodzą mi swobodnie jedynie na małe palce. Poza tym to co przystoi filigranowej kobiecie na wielkiej babie wygląda... hm... niekoniecznie.
Jednak jeden z nich noszę niemal stale. To pierścionek z historią.
W początku lat siedemdziesiątych mama odwiedziła kuzyna w Paryżu. Jak na tamte czasy była to podróż niebywała, paszport, 5 dolarów, samolot - te rzeczy. Bawiła tam 2 tygodnie i wróciła również samolotem. Po powrocie miała dziwną minę. Dopiero w domu powiedziała nam dlaczego.
Otóż jeszcze przed kontrolą paszportową i odprawą celną poszła zrobić siusiu. Lotniskowe toalety były niesłychanie czyste, ale rodzimy obyczaj kazał jej zawisnąć nad sedesem w pozycji narciarza bez dotykania tyłkiem deski. I w tym momencie jej wzrok dostrzegł na podłodze duże, złote kółko. Przez chwilę myślała, komu oddać znalezisko, ale uznała, że komu by nie oddała, to ten ktoś sobie je weźmie. Wrzuciła zatem owo najwyraźniej dowcipnie przemycane kółko do kieszeni i starając się o nim nie myśleć przeszła lotniskowe formalności.
Kółko okazało się olbrzymią obrączką, wlazła mi na 4 palce. Przed mamą odprawiano wycieczkę z Syrii i pewnie jakaś dama z tej wycieczki zgubiła przemycany drobiazg w kibelku.
Ciocia Ziuta, która pracowała w Locie jako goniec, zauważyła, że kibelki na lotnisku były tak niesłychanie czyste właśnie z powodu często gubionych tam takich kółeczek.
Kuzyn mamy, technik dentystyczny umiał robić w złocie i miał artystyczne ciągoty. Zrobił szczęki  i pojedyncze kły wszystkim potrzebującym w rodzinie  i do niego właśnie mama zwróciła się o pomoc w wycenie i przerobie znaleziska. Obrączka ważyła 11 gramów i była naprawdę złota. Kuzyn zabrał się za to złoto metodami tradycyjnymi, właściwymi raczej do wyrobu złotych zębów, na tzw tracony wosk i powstało to:




oraz to:






Zawieszka jest w kształcie jedynki prawej górnej, żeby pamiętać, kto ją wykonał.
Z reszty olbrzymiej obrączki powstała jeszcze moja własna obrączka, która służy mi już od 1983 roku.
Wielkie pierścionki przestały być modne, kuzyn zrobił mamie jeszcze inny, ukochany z zielonym kamieniem, a ten z ametystami leżał nie noszony.
Zaniosłam go do jubilera. Ten popatrzył, pomyślał i zastrzegając, że rzecz może się nie udać powiększył pierścionek, żeby wlazł na mój wielki paluch. Udało się, a kuzyn mamy, świętej pamięci wykonawca biżuterii został pochwalony za wykonanie pierścionka umożliwiające przeróbkę.
I ten pierścionek teraz noszę. Znów wróciły duże biżuteryjne formy, rzecz jest absolutnie jednorazowa, bo woskowa forma zginęła bezpowrotnie w procesie odlewania i poza tym pierścionek jest piękny.
Dał mi również wielką swobodę poruszania się po sklepach z biżuterią. Już nie boję się tam wejść. Już chłodne sprzedawczynie mogą mnie do upojenia pytać, czy czegoś nie szukam.
Odpowiadam, że owszem, szukam. Kolczyków mianowicie, które przy tym pierścionku nie będą wyglądały jak prezent na komunię ani jak wyrób z walcowni.
Panie patrzą, oczy im się robią okrągłe i mówią, że niestety, było coś takiego, ale nie, teraz nie ma..
Bo z biżuterii to ja lubię najbardziej aparaty fotograficzne.
I to te lepsze.


2 komentarze:

  1. o tak, aparaty fotograficzne :-D
    żem w końcu zanabył mamiyę do tego obiektywu, co już go 11 lat posiadam :-D
    ale Kuzyn zdolny wielce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa historia, to byla znaczy raczej obrecz niz obraczka. Byc moze przemycana wlasnie do przeróbki, bo kto by taka obrecz na palcu nosil?
    Kuzyn faktycznie mial fantazje, robiac cos nietuzinkowego. Dzisiaj takich opulencji juz nie ma, i raczej nie dostaniesz pasujacych do tego pierscienia kolczyków. Chyba, ze na jakiejs aukcji czy innym sklepie ze starociami. Cuesto maja i bizuterie z tamtych lat.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.