poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Jeszcze trochę lalek

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dlaczego nie mogę tych lalek jak zabawa nakazuje codziennie pokazywać po jednej?
Bo:
a) mój wewnętrzny awanturnik - cecha osobowości, którą posiadam w nadmiarze - nigdy by na to nie pozwolił. Trzymanie się takich reguł jest nudne.
b) każde wyciąganie i chowanie lalek do witryny to poważne przedsięwzięcie. One tam maja dość ciasno.

Kokarda


Moja pierwsza porcelanka. Przywieziona z Niemiec w 1991, kupiona w niedzielę w jakiejś eleganckiej cukierni w Bielefeld.
Peruka już się jej odkleja, ale lalka trwa na straży rodzinnej biblioteki.

Drzewo
A konkretnie jarzębina. A na jarzębinie Agnes Dreary od Tonnera, zwana w domu Morticią Addams.
Nie wygląda na zadowoloną z takiego miejsca pozowania. Nie jest jej wygodnie.


Czytałam w czwartej klasie książkę Babcia na Jabłoni.
A tu - Morticia na jarzębinie!

Szklanka

Ze szklanką sfociła się dzielna wojowniczka, Lana Croft od Tonnera.
Coś w niej drgnęło i przeglądała się w tafli wody jak w lustrze. Ale przy dzisiejszym świetle rzecz była nie do uchwycenia. Zatem siedzi z tą szklanką bez przekonania. Po co komu tyle wody na raz?

Płot

Misaki i Momoko jakiś czas temu nadzorowały budowę płotu. Było o tym na poprzednim blogu. A teraz sprawdzają, czy płot aby na pewno stoi gdzie stał.

Ależ kolorowa ta fotka!

Tyle lalek na dziś.
Teraz troszkę o awanturniku.
Napomknęłam już, że kilka razy widziałam się z psychologiem? Jakoś musiałam sobie to i owo uporządkować. Zwłaszcza wobec niełykania SSRI. Praca nad sobą to nie jest niestety nic miłego. Trzeba dużo myśleć, odwalić detektywistyczną robotę z najprawdziwszego zdarzenia i znieść jakoś to, co z dochodzenia wynika.
Zrobiłam research rodzinny. Poszło o tyle łatwo, że rodzina nie była w stanie nic wyrzucić, nawet papierka z ceną za mebel z roku 1953 ani liściku wysłanego między ławkami do mojej mamy jeszcze za Stalina. Zatem materiałów było mnóstwo. Rozszyfrowałam nawet babciny pamiętnik z czasów wojny i okupacji pisany harcerskim szyfrem.
Za pomocą tego psychologa ustaliłam co i gdzie w rodzinie mi nie pasowało i nie przystawało. Poszłam o krok dalej i sprawdziłam na sobie narzędzie do badania osobowości, test oparty na amerykańskiej klasyfikacji DSM IV.
Wyniki bardzo mnie zaskoczyły, ale jednocześnie doskonale mnie opisały. Poza nudnymi i oczywistymi cechami takimi jak ofiarność i powaga hoduję w środku całkiem mocnego awanturnika. Gdyby ta cecha była kilkakrotnie silniej reprezentowana, byłabym najprawdziwszym aspołecznym, nienaprawialnym psycholem. Bez dodatku tego awanturnika, czyli mocno aspołecznego, nie dającego się nigdzie zrzeszyć anarchisty, czytającego bez trudu między wierszami, rozkuwającego w biegu wszelkie kłamstwo i brednię byłabym nudna jak flaki z olejem. A tak, to jak twierdzą moi obaj mężowie, o nudzie ze mną mowy nie ma.
A do rodziny wyróżniającej się sumiennością i cechami wręcz dla księgowego charakterystycznymi jak pięść do nosa pasowałam. W sumienności osiągnęłam najniższy możliwy wynik. W sam raz, żeby nie zgubić własnego dyplomu i psiej książeczki zdrowia oraz kluczy i żeby dzieci, które uczyłam jednak nauczyły się czytać i pisać. Ale już z dziennikiem musieli za mną biegać, żebym go uzupełniła.
Anarchistę mam po babci.

5 komentarzy:

  1. Panny na płocie zachwycające, szczególnie Miaski z blong lokami rozwianymi. Odnosze wrażenie, że jest pełna radości, ze wydostała sie z witryny i hasa przez płoty.
    O matko, ale sobie trudu zadałas , by rozszyfrować swój charakter. Też bym tak chciała, ale nie mogę, bo dla mnie każda psycholożka/olog to ....... nie chcę publicznie obrażać. Krótko mówiąc nie wierzę w tą dyscyplinę nauki. Jeżeli Ty nie jesteś sumienna i uporządkowana, to ja pakuję się i wyjeżdżam w lasy Bieszczadów, bo tam jest miejsce dla takiego dzikusa jak ja. Agata, choćbyś nie wiem jak chciała, to jesteś kopią swoich przodków. Znasz to powiedzenie ? " z domu wyjdziesz, ale dom w Tobie zostanie" ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem uporządkowana, ale nie mam ani trochę duszy księgowego: papiery mam za nic, dosłownie za nic, samo słowo "faktura" i "lista obecności" tylko mnie śmieszą. Nie gromadzę rzeczy, szybko i samodzielnie podejmuję decyzje, nawet bardzo poważne.
    Porządek i dobra organizacja z księgowoscią, sumiennoscią nie mają NIC wspólnego.
    Dla porządku dodam, że KAŻDA z cech ludzkich, jeśli występuje w wielkim nadmiarze jest objawem psychozy takiej czy innej.
    Rozśmieszył mnie ten awanturnik bardzo i wcale się go nie wstydzę. Natomiast bliźnim może nie być ze mną łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. termin ksiegowy kojarzy mi się z systematycznością i uporządkowaniem. Zatem nie tą cechę masz na myśli tak ?, a ksiegowy kojarzy Ci się wyłącznie ze zbieraniem papierków, dokumentów itp. No dobra, czyli jestes awanturnicą i anarchistką ? he, he .

    OdpowiedzUsuń
  4. dawno, dawno temu ten termin mnie także kojarzył się z nudą i beznadzieją. Życie to szybko zweryfikowało :))) i niestety, nie każdy może zostać księgowym, bowiem tu trzeba szybko i decyzyjnie zmieniać pewien obszar.
    A domowy finansista to i owszem, zbiera papiery na siebie i płaci sumiennie nawet nie sprawdzając czy coś może w kolejności zmienić :) To taka różnica.

    Według mnie awanturnicą chciałabyś być, a chyba nie jesteś. Ale to z kolei nie oznacza, że jesteś nudna. Awanturnik nie musi być twórczy, może się pieklić jak maź w tłokach i tak dalej nie ruszy. A ty zmieniasz przestrzeń.

    Te na płocie najfajniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację. To głupie wysyłać pocztą książkę, jeśli mieszkamy od siebie kilka stacji metra. Wpadnij we wrześniu, wiesz, po czym. ulach

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.