środa, 29 sierpnia 2012

Powiedz grubemu, że ma schudnąć...

Tak samo możesz gadać gejowi, że ma natychmiast zostać heterykiem.
Byłam długo szczupła i się tym cieszyłam.
Potem utyłam. Nagle, mocno i z powodu leczenia różnych takich.
Cóż, od niektórych leków się tyje. Nie miałam wtedy wielkiego wyboru.
Od 10 lat jestem gruba. Widać to okiem nieuzbrojonym. A z chudnięciem jest tak sobie. Kiedyś osiągnąwszy niemal 90 kilo schudłam dychę i teraz od dawna utrzymuję wagę w granicach 75 - 81.
Jak jest na wadze 81 to wdrażam szybki program o, trochę zlatuje i tak jest jak jest.
Wiem jak wyglądam, co mi odstaje i co wisi.
Zapewniam wszystkich, że wiem.
Podśmiewam się z tego sama, ale to podśmiewanie to manewr uprzedzający i inni lepiej niech tego nie robią. Jednak jest to temat drażliwy.

Niedawno teściowa zaczęła coś o sąsiadce. Że dietetyczkę uczoną w alergiach i cukrzycach sąsiadka znalazła. I biegusiem oponę zgubiła. 6 kilo zleciało niemal samo. I ja też mogłabym pójść do tej cudownej osoby. Dieta wymaga wprawdzie skrupulatnego trzymania się przepisów, robienia jedzenia 5 razy dziennie i żelaznej konsekwencji, ale jak działa!
Moja teściowa, która odchudza się całe życie i wszystkim tym głowę suszy, jest ode mnie tylko trochę węższa w pasie a talię ma wypukłą, gotować nie znosi, odżywia się krakersami i giczami przerobionymi na zupę nie zwracając uwagi na moje miny i fochy oraz ostentacyjne olanie tematu drążyła go dalej.

Po kilku dniach od rozmowy odwiedziłam teściową. Niestety temat wrócił. Niestety została również ściągnięta z mieszkania obok owa cudownie odchudzona sąsiadka. Obie panie zaczęły pracować nade mną od nowa. Dla mojego własnego dobra i dla mojego zdrowia. Bo cukrzyca, nadciśnienie ble ble ble...
Próbowałam je utemperować, byłam prześmiewcza, złośliwa, i coraz bardziej zła. Nie pomogło. Mam zdaniem teściowej iść do wspaniałej znającej się na żarciu dietetyczki, skoro sama nie umiem się odchudzić. A ona, owa dietetyczka da mi rozpiskę jak i co jeść, jak dziecku w przedszkolu, a ja mam grzecznie kupować tylko to z rozpiski a nie to co lubię i to co jada mój wielce wybrzydzający mąż.

Teściowo, oświadczam Ci co następuje:
Jak Ci się nie podobam, to na mnie nie patrz.
Czy myślisz, że ja nie wiem od czego się tyje? Czy ja to zrobiłam specjalnie, żeby się mnie rodzina wstydziła?
Czy nie wiem, że tusza jest szkodliwa?
Zapewniam Cię, że wiem.
Pragniesz iść do dietetyczki to idź. A ja pójdę, jak sama tego zapragnę.
I to by było na tyle.

9 komentarzy:

  1. Wiadomo od zawsze i wszystkim, że nawet wykrzesanie silnej woli do schudnięcia i samo schudnięcie nie jest sukcesem, co zachowanie uzyskanej wagi na dłuższy czas. To wieczne uważanie, liczenie kalorii, wzdychanie do ulubionych potraw, bycie niewolnikiem diety, to jest najgorsze. Nie lubię siebie grubej i nie lubię siebie na diecie. A mówią, że człowiek jest szczęśliwy, kiedy lubi siebie... Dietetyczka niepotrzebna. Potrzebna akceptacja siebie- tej na diecie czy tej bez diety... Wybór należy do Ciebie :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gackowo droga! Nigdy chuda nie byłam i tendencja ta pogłębia się z wiekiem niejako ;) Każdej osobie, która mówi coś o dietach odpowiadam z powagą, że JA męża już złapałam, wieki temu, następnego nie będę łowić i mogę być SOBĄ. Nawet tłustą sobą. Jestem za to bardzo sprawną i rozciągniętą sobą. I sobą zadowoloną z życia i swojej osoby.
    Sceptykom cytuję też moją siostrę cioteczną, która podczas rozmów o odchudzaniu rzuciła kiedyś niedbale "chuda krowa, to jeszcze nie sarenka..."
    Uściskiwam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio byłam u rodziny i cóż mogę powiedzieć mam siostrzeńca, który z powodu choroby nerek (ma 10 lat) jedzie na sterydach i jest przez to trochę (tylko trochę na szczęście i według mnie bo jego mama uważa że jednak bardzo) przy sobie. Ale jak ciężko jest takiemu dziecku pilnowanemu żeby nie jadło śmieciowego/dzieciowego jedzenia ? On nie schudnie tak szybko, a dzieci w tym wieku są gorsze niż niejedna teściowa. Rozumiem Cię, ważniejsze jest zdrowie psychiczne bo jak się to zaniedba to jest ciężko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, uwagę to można zwracać dzieciakowi pożerającemu kompulsywnie przed komputerem, kolejne paczki chipsów, popijając to colą. Dorosłym ludziom, już się tego nie robi. Choćby porady były dawane w najlepszej wierze. Sama przez całe moje dorosłe zycie borykam się z nadwagą. O dziwo nikomu, nigdy nie wadziła moja osoba, jedynie rodzinie męża.
    Pytam się, co ma zrobić osoba bardzo chuda z nadciśnieniem ? z chorym biodrem ? bo jezeli grubas idzie do wet z tym problemem, to rada jest jedna schudnąć. A powiedzą chudzielcowi ?
    Mam znajome chude jak wiór i mają mnóstwo chorób tzw cywilizacyjnych i co ??
    Agata ja nie widzę u Ciebie żadnej nadwagi, poznałam taką jaką jesteś i bardzo polubiłam i nie chcę innej. Ja widzę błysk w oku, zadbaną kobietę i przemiłą gawędziarę. I tak trzymaj dziewczyno, jesteś piękna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po tym jak mój były już endokrynolog powiedzial, że hiperinsulinemia to temat zastępczy i po prostu powinnam chodzić głodna, poszłam do magicznego dietetyka.. dostalam rozpiskę ... i w ten sposób przepuściłam dwie stówy, ja ważę więcej niż ty i muszę schudnąć .. gdyby nie wczorajsze piwo pewnie mogłabym odtrąbić 4 kg mniej (przez 4 miesiące), a rozmowy na temat mojej tuszy.. cóż usmiecham się zbywam, a potem niestety nerwy mi puszczają, bo jasna cholera czy ja mówię innym, że maja krzywe zęby źle pachną i zasadniczo Bóg wie co jeszcze? no nie bo to nieuprzejme .. ale jak ktoś jest gruby to proszę bardzo droga wolna jedźta po nim ile chceta! .. a ja tak nie chce i sorry wiem, że nie tylko moja hormony są temu winne .. wiem że czasem sobie pozwalam, ale to nie jest fair, kiedy wszysscy coś jedzą a tylko ja jestem na cenzurowanym zawsze, zawsze podejrzewają, że jem niewiadomo ile, a kończę na pół porcji ... i przecież to mówią dla mojego dobra więc to ich interes co nie ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Agata - ja wiem, że akurat Tobie to ta nadwaga ślicznie się rozklada. Dla mnie wcale nie masz problemu na oko.
    Na oko - bo każdy z czymś ma.

    Specjalistów od porad rozmaitych mam i ja dokoła. Co to wszystko już dawno przerobili i teraz mnie na tacy podadzą.
    Tak się składa, że i ja lubię sobie samodzielnie pojąć takie czy inne decyzje. Uśmiech numer 3, udaj że wysłuchałaś i jednak stanowczo nie pozwól sobie wejść na łeb.

    Ja na diecie też nie żyję. Nie dojrzałam jeszcze. Potrzebuję więcej mocy.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Nie mów mi, jak mam zyc, bo za mnie nie umrzesz"- i juz

    OdpowiedzUsuń
  8. Agatko to nie tylko Twój problem z teściową.Chyba większość z nas juz to przerabiała.Ja też.A potem w sercu żal.Ja nigdy nie oceniam nikogo po wyglądzie bo wiem ze są choroby i leki po których trudno schudnąć i szlag mnie trafia gdy inni każą mi zgubić trochę wagi.Dobry temat na dyskusję.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. eee tam, kochanego ciała nigdy za wiele:)))Chudzi to byli w obozach koncentracyjnych, ja nie zamierzam tak wygladac:) Jak się komuś nie podoba to niech nie patrzy:)
    Mi też zwracają uwagę, że mam "zaległości" tu i ówdzie. Tylko- co ciekawe starsze osoby mnie podbudowują - "taka jesteś ładniutka, tłuściutka" - mówią:)))

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.