czwartek, 30 sierpnia 2012

Wczasowiczki w Bobolinie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kretka od dzieciństwa bywała nad morzem. Za pierwszym razem strasznie dała nam popalić, bo jako roczny jagdterier umiała tylko bez opamiętania gnać przed siebie na łeb na szyję oraz pływać w odmętach fal, niezrażona ani sztormem, ani deszczem.
Muszka nigdy przedtem nad morzem nie była. Zdumiała ją i ogromna, słona, zielona kałuża i piaskownica bez końca.
Ponieważ wczasowicze bez jagdterierów, za to z dziećmi lubią siedzieć tuż przy zejściu na plażę musieliśmy z naszymi wczasowiczkami w futrach iść na dziką plażę, 4 kilometry w jedną stronę. Tak przynajmniej oceniał tę odległość mój krokomierz.
I bardzo dobrze, nim dotarliśmy na miejsce Kretka pierwszą parę już spuszczała z kotła i była ciut spokojniejsza.
Potem dwie godziny na piachu, i z powrotem przez Dąbki i obiad do Bobolina.


Iść przez taki las na plażę to marzenie okresu zimowego. Wczasowiczki biegną swobodnie.


Rzuć! No rzuć! No rzuć! I tak bez końca.
Kretkę trzeba wyprowadzać na koniec świata, bo inaczej molestuje malutkie dzieci, kopie nory pod cudzymi kocykami i kradnie zabawki.




A na pustej, dzikiej plaży to można się pobawić.

Dzięki takiemu trybowi życia na wakacjach ani nie jesteśmy spaleni słońcem na stary narciarski but, ani zwierzaki nikomu nie przeszkadzały.
Niech żyje Bobolin i Dąbki.

4 komentarze:

  1. Dobrze się tam "dziewczyny" miały, ba rozkosznie co widać po tarzaniu się w piachu. Zażyły wczasów, aż miło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna ta Kretka- jak psiak, to z calymi zagraniami- po co komu smetny pies? Podkopywanie i kradzieze szczególnie mnie ujely :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Też lubię takie radosne psy!Ale miały radochę na plazy...Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż miło popatrzeć na te zdjęcia: czysta radość i szczęście :)
    Dziewczyny trafiły swój los na loterii mając takich właścicieli :)))

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.