niedziela, 25 listopada 2012

Cuuudny weekend

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Od dawna nie miałam tak przyjemnego weekendu. Pan Mąż (cud, no cud normalnie!) zapowiedział, że będzie w domu i był.
Naschodziło się wczoraj ludzi, a ja sobie siedziałam przed sztalugami i malowałam Pana podinspektora i nikomu to nie przeszkadzało. Pan podinspektor przyszedł, obrazek obejrzał i zabierać już chciał, ale pastel bez ramki, szkła i zabezpieczenia nijakiego do transportu się nie nadaje, zatem pewnie przekazanie nastąpi jutro.
Córcia zrobiła zakupy i obiad, lampa swieciła i z każdą minutą humor się robił lepszy.

A dziś pozwiedzaliśmy jarmarki swiąteczne.
Mam garść prześlicznych markerów do drutowych zabaw za niewarte wzmianki pieniądze i mam w końcu ciepłe, baranie rękawiczki na futrze.
Takie rękawiczki można nabyć na Rynku Starego Miasta, gdzie jak co roku przyjechali kupcy z Litwy i sprzedają fantastyczne wyroby skórzane.
Zaczęłam penetrować ich stoiska w poszukiwaniu naprawdę ciepłych rękawiczek. Ponieważ za takimi rękawicami rozglądam się już drugi rok, odkąd poprzednie, takież na futrze, nabyte w lumpeksie za 10 zł jako nówki sztuki oddały ducha Panu od rękawic, byłam zdeterminowana. Emu za 300 zł mnie nie interesują.
Przeczesałam już targ w Zakopanem, budy przy metrze, allegro i niestety kicha. Wszędzie są do nabycia cieniutkie, chińskie skórzane rękawiczki we wszystkich kolorach tęczy z jakimś plastikowym życiem wewnętrznym. Ale te chińskie wyroby mają fatalną cechę: palce są za wąskie na końcach. W takich rękawiczkach ręce marzną szybciej niż bez nich. Ich ciepłochronność poprawia się w trakcie użytkowania (czytaj jak już się rozciągną), i jest z nią OK dopiero jak prześliczny kolor i lico skóry zlezą z nich do cna. Uzyskujemy wtedy ciepłe, ale bardzo brzydkie, rozciągnięte, obdarte coś.
Rękawiczek z polaru nie cierpię. Nie wiedzieć dlaczego, ręce misię w nich robią mokre (błeee), w rękawiczkach narciarskich nie da się rzucić piłeczki psu; sznurek zaczepia się o te wszystkie sprzączki i karabińczyki. Rękawiczki wełniane przemakają błyskawicznie i z powodu tejże piłeczki są wiecznie wymazane w błocie. I robią się w nich dziury. Przez chwilę miałam nadzieję na sukces, gdy jakiś handlowiec przekonywał mnie do rękawiczek na króliczym futerku. Niestety, rzekomy królik musiałby mieć skórę z dzianiny - futro królicze okazało się krótko strzyżonym misiem o szklistym połysku.
Moje rękawiczki mają być skórzane, mają mieć w środku owcze futro ( a nie plastikowe pseudo futerko) i mają mieć pięć palców. I nie kosztować 300 zł, bo i tak przetrwają najwyżej dwa sezony.
I mam! Mam trzy pary w różnych kolorach. Pan Mąż też ma. Sprzedawczyni patrzyła na nas jak na idiotów.
W drugiej budce wypatrzyłam dla Pana Męża czapkę z daszkiem z porządnym ociepleniem, taką w jakiej Lennon występował w filmie Help. Pan Mąż jest wniebowzięty. W tym nakryciu głowy wyglada stylowo i niecodziennie.

Ja się jeszcze na ten jarmark przejadę bez niego. Co ma mi na ręce patrzeć. Nie spenetrowałam stoiska z Bolesławcem i litewskimi serami.


13 komentarzy:

  1. Gackowa! śniłaś mi się dzisiaj, miałaś sklep, kupowałam u ciebie ogórki i spieszyłyśmy się na kiermasz świąteczny w Tomaszowie Lubelskim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chętnie bym z Tobą na ten kiermasz pojechała.
      Wszystko przed nami

      Usuń
  2. Dzwonki litewskie gliniane kup! Maja właściwość odganiania smutków - idealne na jesienne pluchy (u mnie działają od 10 lat i to chyba ten sam autor co u Was; widziałam zdjęcia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzwonków u mnie sporo, ale jeszcze jedne nie zawadzą. Dziękuję za radę!

      Usuń
  3. Gratuluje udanego zakupu, i niech ci sie wszystkie dobrze nosza. Fakt, z psiakiem inne wymagania co do garderoby sie ma. Inaczej kicha i pies zdezorientowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spirytko, gdyby to był inny pies, to problemu by nie było, mnie się jagdterier zamarzył i hoduję gada od siedmiu lat. Nie ma to tamto, spacer musi być z piłeczkami rzucanymi do zdechu, albo z patykami rzucanymi do zdechu.
      Dopiero wtedy pies jest szczęśliwa. A ponieważ to wielce upierdliwe zwierzę, rękawiczki muszą to wytrzymać nie tracąc właściwości grzejnych. Jak nie mam piłeczki do rzucania, to jestem cała w błocie od stóp do głów, bo Kretusia skacze na mnie od tyłu i kopie mnie w tyłek.
      Dzięki tym piłeczkom jagdterier nie traktuje wszystkiego co się rusza jak dzika i nie łobuzuje.

      Usuń
  4. Po bolesławieckie skorupy najlepiej do źródła latem przyjechać http://www.legnica.fm/index.php/wiadomosci/wiadomosci-kultura/10787-boleslawiec-szykuje-sie-do-swieta http://swietoceramiki.pl/program.html Troszkę zdjęć na FB małżonka mamy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam to bym ocipiała z nadmiaru. Tu też są wielkie sklepy firmowe i jest tego dobra dużo. jest sklep internetowy i oczopląsu tam dostaję. mała budka na jarmarku z cudeńkami kolorowymi to akurat tyle, ile mogę ogarnąć zmysłami. I jakąś miseczkę do konfitur poręczną znajdę na bank.

      Usuń
  5. Super, że wypady na jarmarki przyniosły pożądane efekty :-)
    (xhaftx)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że Ci lepiej.Po przeczytaniu całego archiwum jesteś dla mnie bliską osobą i martwię się jak Ci źle. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. A moje mają już chyba ponad 40 lat, nie wiem kiedy je wykończę, mamie się nie udało, a skóra z baranów które dziadek hodował... ale to są łapki z jednym palcem, na psie igraszki to ja sobie wszystkie kolory chińskich kupuję, nie żal jak się rozwalają.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.